Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Tajemnicza tajemniczość
Nawaar:
Nazwa wyprawy: Tajemnicza tajemniczość
Prowadzący wyprawę: Silion aep Mor
Wymagania do uczestnictwa w wyprawie: zgoda prowadzącego.
Uczestnicy wyprawy: Kiellon aep Kharim
Kiellon jako ciekawski świata Valfden postanowił przechadzać się traktem na północ koło jednej ze wsi, by iść w stronę miasta portowego Atusel. Droga jakoś mu się nie dłużyła widocznie trakt był często odwiedzany przez kupców i dlatego wszelakie napaście zostały tłumione w zarodku przez straż miejską, więc brodacz po drodze nie został napadnięty na nikogo a otaczający las wydawał się jakoś cichy, jakby wszystko wokół było martwe choć zapuszczając się w jego głąb pewnie, by na coś w końcu natrafił.
Silion aep Mor:
Mężczyzna tak więc zmierzał w stronę wsi która leżała naprawdę blisko północnej bramy miasta Atusel, można by rzec że było to swoiste podgrodzie. Do samej osady nie miał daleko a chcąc wejść do miasta musiał przejść przez nią.
Widziałeś doskonale niewielkie domki oraz budynki gospodarcze przy których krzątali się ludzie i nieludzie pracując w pocie czoła. Dojrzałeś kaczuszki spacerujące traktem w rządku, jedna za drugą, oraz krowy skubiące trawę a za tym sielankowym obrazem majaczyło miasto portowe.
Było południe, słońce świeciło mocno w twarz, temperatura sięgała naprawdę zawrotnych 20°C w cieniu. Duchota w powietrzu nie sprzyjała podróżom a jednak po drodze minąłeś dwa wozy kupieckie oraz jakiegoś przystojnego młodzieńca w lśniącej zbroi, galopującego w stronę lasu na białym koniu. Na szczęście co jakiś czas zawiewał rześki wiatr znad morza który dawał wytchnienie płucom brodacza.
Nawaar:
Krasnolud tak spacerował traktem przechodząc przez wieś okalające miasto od północy. Wszystko wydawało mu się takie spokojne, jakby czas stanął w miejscu ludzie nie przejmowali się niczym robili swoje jak to wieśniacy nie przejmujący się losami świata, tylko swoją pracą, gdzieniegdzie pasły się mućki w pełnym słońcu a obok chodziły sobie kaczuszki, po prostu typowa malownicza wieś. Kiellon szedł dalej a upał powodował nadmierne pocenie co rusz ocierał swoje czoło o koszulę nawet trochę się zasapał jego owłosione ciało było skaraniem boskim na tą chwilę, bo tylko w zimie mu ono służyło, także wędrując po praktycznie czystym traktem napawał się podmuchami morskiego powietrza, które dawały mu ukojenie, a jednak kupcy nie mięli problemów, by przejechać po drodze w takie duchoty pewnie myśl o grzywnach wygrywała z duchotą oraz rycerz pędzący na koniu jakiś młodzieniaszek jadący na złamanie karku pewnie z ważnymi wieściami, bo niby czemu tak mu zależało na czasie, także tak czy inaczej krasnolud podziwiał obraz miasta będącego w oddali gdy ten przemierzał drogę idąc dalej na północ.
Silion aep Mor:
Przechodząc przez niemal idealnie spokojną wioskę, gdzieś po prawej usłyszałeś kobiecy cichy płacz, płacz wyrażający żal, tęsknote, dochodzący spomiędzy dwóch domów.
Nawaar:
Krasnolud szedł już dalej w stronę miasta praktycznie był przy bramie północnej, kiedy to usłyszał płacz, płacz kobiety a on jako zatwardziały krasnolud pewnie by to pominął i poszedł dalej, jednakże coś poruszyło jego zatwardziałe serducho i postanowił to sprawdzić pewnie na swoją zgubę, ale jednak nie mógł przejść obojętnie wobec kobiety ryczącej żywymi łzami. Dlatego udał się między dwa domy ocierając pot z czoła i sapiąc sobie trochę.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej