Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Tajemnicza tajemniczość
Nawaar:
Człowiek się zatrzymał i nawet, nie był zły na niego coś mu się zawsze dobrzy ludzie trafiają. Dlatego nie protestował i postanowił zapytać o podwózkę.
- Dzięki, że się zatrzymałeś dobry człowieku- ukłonił się do pasa i mówił dalej - Czy zechciałby pan mnie podwiesić na skraj lasu? ÂŁażę od dłuższego czasu poszukując jednego chłopa a mi już nogi w dupę wchodzą. Kransnoludowie nie zostali stworzeni do takich przemarszów mniej pan dobre serce. Spojrzał na człowieka psimi oczyma.
Silion aep Mor:
Mężczyzna westchnął. - Jeśli to jedyny sposób byś mi pan z drogi zszedł to szybko, wskakuj. - człowiek pomógł ci wejść na konia po czym smagnął konia i ruszył przed siebie osiągając zawrotne prędkości.
Po około dziesięciu minutach byliście już pod lasem, posłaniec zatrzymał się, pozwolił Ci zejść po czym bez słowa odjechał w swoją stronę czyli dalej traktem prowadzącym do stolicy.
Tak więc zostałeś sam, stojąc przed mrocznym i ponurym lasem gęsto porośniętym krzakami i innymi roślinami. Co jak co ale bez utorowania sobie drogi ostrzem nie ma mowy. Centralnie przed Tobą było jakby wejście do lasu bo w tym miejscu korony drzew nie sięgały do prawie samej ziemi.
//Jak chcesz możesz opisać tą krótką podróż. ;)
Nawaar:
- Bardzo dziękuję. Powiedział krasnolud wsiadając na konia dobrego człowieka, by móc przejechać tą część drogi jakoś nigdy nie potrzebował takiego środka transportu, ale jedno było pewne, że będzie musiał się nauczyć na takim jeździć, jednak tym razem to on ma darmową podwózkę nim mężczyzna smagnął leicami konia to Kiellon złapał się człowieka w pasie, bo omal nie spadł przy wsiadaniu a koń jak się zerwał to omal nie stanął dęba widocznie dodatkowy balast w postaci brodacza nie służył mu a co rusz dawał oznaki niezadowolenia poprzez bicie go ogonem po plecach, ale to nie zniechęciło awanturnika, któremu nogi już odpoczęły przez te parę minut jazdy choć odbił sobie trochę tyłek skacząc na grzbiecie wierzchowca. Teraz z większą werwą i bolącym zadem stanął na przeciw lasu dziękując za podwózkę. - Dzięki dobry człowieku i niech łaska bogów nigdy, Cię nie opuszcza. Rzucił jakimś sucharem niczym wielebny i postanowił działać, bo chaszcze są wielkie a drzewa swoimi gałęziami sięgały do samej ziemi. Dlatego w jedną łapkę dobył toporka a drugiej natomiast miał załadowany jeden z pistoletów. Krasnolud przerąbywał się przez bujną roślinność starając się dojść do chatki jak najszybciej a miał nie łatwe zadanie, bo tego było od cholery.
Silion aep Mor:
No i tak torowałeś sobie drogę toporem przez las, wycinając kolejne krzaki i krzaczory. Szło ci to sprawnie ale machanie łapką było po jakimś czasie męczące.
Po dobrych kilkunastu minutach przedzierania się przez las dojrzałeś dziwną chatkę.
--- Cytat: Chatka szamana ---Pod mrocznym lasem, na północ od chmielowych pól, znajduje się mała, tajemnicza, ponura chatka. W całości wykonana z drewna, nieraz przepróchniałego, porośnięta mchem. W futrynie zamiast szyby znajduje się metalowa krata. Wokół roślinność jest ponura i trudna do zidentyfikowania, nieraz są to jakieś krzyżówki różnych gatunków. Nad drzwiami wiszą różnorakie zioła i czaszki leśnych zwierząt. Budynek otacza aura tajemniczości, zwierzęta boją się tutaj podchodzić. Wchodząc do środka uderza cię mocny, intensywny zapach palonego w kadzidle bagiennego ziela. W środku domek wydaje się jeszcze mniejszy niż w rzeczywistości, na środku jedynego pokoju stoi prosty, bukowy stół, dwa lekko ugryzione przez ząb czasu drewniane krzesła. Pod ścianami stoi kilka skrzętnie wykonanych szafek i półek, na których leży wiele run, zwoje pergaminu i papieru, kilka dymiących się kadzidełek z których to właśnie wydobywa się ten charakterystyczny zapach. Pod ścianą oparty o ścianę stoi drewniany kostur zwieńczony specjalnie rzeźbioną w drewnie głową smoka. Tenże budynek jest azylem tutejszego tajemniczego szamana, który stroni od ludności poddając się wielogodzinnym medytacjom.
--- Koniec cytatu ---
Nawaar:
Krasnolud w końcu dopadł się do topora i ciął krzaczory, aż miło jego łapka od tego wszystkiego również bolała, ale wiedział, że sukcesywnie zbliża się do końca rozwiązania zagadki zaginięcia elfa, oby za to otrzymał jakąś nagrodę poza wyrobieniem sobie kondycji od łażenia w te i wewte. Krzaki ustępowały toporkowi robiąc ładną ścieżkę przez las dobrze, że miał przy sobie taką broń, bo pistoletami mógłby najwyżej się podrapać choć toporek też swoje przeżył i w paru miejscach się wyszczerbił i będzie musiał go ponownie naostrzyć albo zmienić na coś mocniejszego. Kiellon w końcu dojrzał chatkę zatęchłą, brudną i pokrytą mchem idealnie miejsce na zaszycie się szamana, który nie dba o nic poza sobą i swoimi wierzeniami. Kransolud na podgrodziu widział takie domki w podobnym stanie a nawet gorszym, ale jakoś to miejsce nie wystraszyło go bardziej martwił się o właściciela domostwa i jego wewnętrzny charakter, bo nie wiadomo czy lubił brodaczy tak czy siak schował toporek i sięgnął po drugi pistolet potem podszedł do chatki i zapukał we drzwi.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej