Po udanej nocy, przytulając się do butelki wina , Elizabeth dopiero dochodziła do pełnej świadomości. Usiadła na podłodze, która i tak pomimo wcześniej wypitego alkoholu, wiąż się bujała. Jej zmysły wciąż były wyostrzone, a umysł nie w pełni opanowany. Pamiętała jedynie, że dobrze bawiła się z rycerzem, ale nie do końca znała szczegóły. Poza tym miała pewne uczucie, jakby przespała więcej niż jeden dzień, bo nawet kac za bardzo jej nie dokuczał. Mogło też to świadczyć o dobrej jakości wina, którego całą butelkę wypiła prawie sama i którą potem sobie przywłaszczyła, zanosząc ją do swojego legowiska. Dotknęła głowy i od razu była pewna, że naprawdę musiało się dużo wydarzyć. Jej włosy były roztrzepane i pełne kołtunów. Niezwłocznie rozpoczęła czesać włosy, lecz za chwilę przestała. Nie miała siły, zwłaszcza po tej pracowitej nocy, która nadal zaprzątała jej głowę.
Nie czekając długo, ubrała się w swoją lekką zbroję i przywdziała oręż. Wszystko wydawało się dla niej bardzo ciężkie, dlatego z trudem doczłapała się do drzwi pomieszczenia. Wraz z ich otwarciem przywitał ją rześki powiew morskiego wiatru, który troszkę ją orzeźwił i pozwolił wydać z siebie coś więcej niż jęki rozpaczy.
- Pić! - zawołała skrzeczącym głosem, wychodząc na pokład jak zombie. W sumie wygląd też miała zbliżony, bo jej włosy powykręcane w każdą stronę wyglądały okropnie, a cały ich urok jakby magicznie zgasł. - Marduke, pomóż mi! - rzuciła przed siebie, upadając na kolana w męczarniach. - Nie mam chyba na nic dzisiaj siły, ta noc mnie niemożliwie wyczerpała. Jestem spragniona, głodna i chyba zaraz będzie chciało mi się rzygać. Może jestem w ciąży? - Ostatnie zdanie powiedziała pod nosem, nieświadomie ściszając ton. Była jak miniaturowy potwór, który wypełznął ze swej jaskini i zamierzał teraz straszyć cały statek.