Drugi dzień. Leżał sam w łóżku, w koszuli i spodniach. Z wisiorem na szyi. Rycerz żwawo powstał. Zaczął od modlitwy.
-Zartacie, słońce i księżycu tego świata, prawdo, świętości, cieple ogniska. Daj mi siłę do walki z Twymi wrogami. Daj mi wiedzę by podążać mądrą ścieżką, daj mi Twego języka, bym wiedział co mówić, Twą skórę, bym wiedział co czuć, Twój nos, bym wiedział co czuć, Twe uszy, bym wiedział co słuchać, Twe oczy, bym wiedział na co patrzeć. Cząstkę siebie. Castitate autem semper praevalebunt.
Powstał, zdjął koszulę i przystąpił do pompek. Intensywna seria miała ich 40. Za każdą słychać było brzdęknięcie srebrnego medalionu o drewnianą posadzkę. Następnie tyle samo szybkich brzuszków, szybkich i energicznych. Nie obeszło się bez pajacyków i rozciągania ścięgien. Na sam koniec stanął na rękach na 20 sekund, bo tyle dla niego wystarczyło. Bez problemu wrócił na nogi. Przystąpił do ubierania się
Wsunął nagolenniki i zapiął rzemienie, włożył buty i podpiął rzemieniami do nagolenników. Ostrożnie opuścił kirys na swój tułów i zapiął go. Zapiął skórzany pas. Podpiął do pasa pochwę ze srebrnym mieczem przy lewej. Młot przy lewej. Przypiął pochwę z żelaznym sztyletem pod mały pas na kirysie. Runy włożył do slotów na nim. Srebrny sztylet powędrował do cholewy prawego buta. Założył i zapiął rękawice. Na plecy założył tarczę i kuszę. Koło miecza i młota podpiął kołczany z bełtami żelaznymi srebrnymi. Na sam koniec zarzucił na plecy opończę i zapiął ją.
Wyszedł marszowym krokiem ze swej kajuty. Jednocześnie napinając kuszę. Gdy już był na pokładzie, odłożył ją na plecy. Sprawdził zapięcia i dostępność broni. Stanął blisko dziobu statku. Wpatrzony w ruiny. Skrzyżował ręce na piersi.
Castitate autem semper praevalebunt. Castitate autem semper praevalebunt. Castitate autem semper praevalebunt . Castitate autem semper praevalebunt...- zaczął powtarzać jak mantrę. W tłumaczenie te słowa brzmiały "Czystość zawsze zwycięży". Poprawił ułożenie Spowiednika - jego srebrnej klingi,