Elizabeth, nie wiedząc co ze sobą począć i nie słysząc wciąż żadnych rozkazów , stała na pokładzie spoglądając w oddalający się port. Czuła, że będzie tęsknić za wygodnym łóżkiem i piękną świątynią w siedzibie bractwa. Oprócz tego na statkach często są spartańskie warunki, przy których ciężko zadbać o schludny, ładny wygląd, raz że kołyszący pokład skręcał jej żołądek, a dwa że na statku ciężko zadbać odpowiednio o włosy. Jedyn co ją pocieszało to, iż morskie powietrze było bardzo zdrowe, a morska sól ma wiele upiększających skórę właściwości.
- Taką mam cerę kochaniutki - skłamała z uśmiechem. - Czuję się świetnie, zwłaszcza wśród tak znamienitych rycerzy. Jak myślisz, co tam zastaniemy? Zdążymy ocalić mieszkańców?