Krasnolud patrzył na miasto i na rozbijające się fale na brzegu w głowie roiły mu się scenariusze walki jakie mogą na niego czekać, bo w bezpośrednim starciu byłby skazany na śmierć, ale jako strzelec mógłby się spełnić i tego planu się trzymał, tylko szkoda dla niego, że życie pisze własne scenariusze i mogło być nieciekawie, ale już podjął się tego zlecenia, że wypłynie wspomóc naszych chłopców w walce o wolną przyszłość. W Torgonie różne rzeczy się działy, ale wytrzymali w walce, więc i tutaj jakoś sobie poradzą. Miał w każdym bądź razie nadzieje i tymczasowo milczał spoglądając na towarzyszy i czekał tak na rozkaz do wypłynięcia i padło pytanie o gotowość krasnolud powiedział w swoim imieniu, a raczej wykrzyczał w tłum ludzi.
- Tak!
Może i był mały, ale każdy się tutaj liczył nawet kalecy, którzy potrafili utrzymać broń.