Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Rynek zbytu
DarkModders:
Jeden z zębaczy zniknął, druugi zaś rzucił sie w twoim kierunku z pazurami. Był 4 metry od ciebie. Nagle poczułeś jak coś wbija w twoke plecy swoja pazury. Ból był niesamowity. Spadłeś na ziemie.
Marduk Draven:
Ból zwalił go na ziemię, jednak adrenalina i demon żyjący w nim nie powstrzymały woli walki. Zdołał pchnąć mortokinezą oba gady i wstać. Zwierzęta szybko się pozbierały i zaatakował z obu strony. Bardzo szybko. Choć osłabiony przez ból, Rycerz zebrał siły. Chwycił oba w mortokinetyczny uścisk i uniósł nad ziemię, powodując zdziwienie gadów. Marduke szybkim ruchem obu rąk, któremu towarzyszył silny ból zderzył gady ze sobą. Następnie uniósł jednego z nich i momentalnie złamał mu swoją mocą kark. Ostatni, poturbowany zdążył się zebrać i zaszarżować. Rycerz dobył miecza w mgnieniu oka i zafalował opończą przed oczami gada, powodując skołowanie. Z bojowym okrzykiem który dawał ujście bólu, wojownik ciął mieczem w szyję potwora, po czym wykonał szybki obrót i znów uderzył i jeszcze raz, po czym upadające ciało gada popchnął mortokinezą. Oparł się na mieczu, sycząc z bólu. Sięgnął do pasa i wyciągnął fiolkę z czerwonym płynem.
//Jaka jest ta rana?
DarkModders:
Rany nie były głębokie bo tylko na 4 centymetry tyle że szarpane. Rany były paskudne, sama mikstura lecznicza w niczym by tutaj nie pomogła. Trzeba je było szyć a w tych warunkach było to nie możliwe. Adrenalina ustąpiła a jej miejsce zastąpił potworny ból który powalił cie z nóg z powrotem na ziemie. Po chwili wrócił do ciebie Mortis który uciekł przed zębaczami. Na twój widok zeskoczył z konia podbiegając do ciebie. Miałeś plecy całe we krwi.
- Na Rashera! Nie wygląda to za dobrze. Trzeba będzie szyć.
Marduk Draven:
Rycerz otworzył fiolkę i wypił jej czerwoną zawartość. Rana przestała krwawić, zakrzepła, powstał z niej strup. Ostrożnie, bo jeszcze bolało wstał.
-Jedźmy do Giethoornu, tam mnie zszyją, bo mikstura tylko zatamowała krwotok i stworzyła strupa.- rozglądnął się.-Gary chyba spieprzył gdzie pieprz rośnie...
//Wypijam:
większa mikstura leczenia ran (0,5l)
DarkModders:
Mortis pomógł ci wstać z zamarzniętej ziemi i poprowadził do swojego konia.
- Przywiązałem go do drzewa. - powiedział podrowadzając cie do swojego konia. Worków z maką nie było. Wszystkie przełożył na Garego. Pomógł ci wsiąść.
- Twoją opończe też by sie przydało zszyć.
//W opisie opończy dopisz "uszkodzona".
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej