Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
ÂŁzy Fenile - Upadek Barona
Kenshin:
Ork zastanawiał się czemu zwierzę nie reagowało, więc dla pewności wyciągnął łuk i jedną strzałę z kołczanu od tak dla bezpieczeństwa, i powoli nałożył ją na cięciwę łuku po czym mocno ją naciągnął i rozpoczął celowanie w łeb pięknego stworzenia. Miał nadzieję, że zwierzę w końcu odpuści i sobie pójdzie jeśli nie będzie miał fajne trofeum do powieszenia w domku a może nada się ono do czegoś innego. W międzyczasie podczas mierzenia mówił niewzruszony.
- Czyli to Elthizar zwiastun boga śmierci Thanatosa z reguły wierzę w święte zwierzęta, bo samo mnie jedno nawiedziło podczas chodzenia po puszczy, jednakże to pewnie nie jedyny okaz w tutejszych lasach, więc chyba nic się nie stanie jak jedno z nich odejdzie oddając mu należytą cześć. Jeśli się nie odsunie to będę zmuszony z nim zawalczyć jak równy.
Powiedział czekając na reakcje otoczenia nie zmieniając swojego celu i cały czas mierząc w rogowatą głowę elthizara, ale zwierzę to wydawało się Kenshinowi wyjątkowo inteligentne, jakby rozumiało co on i jego towarzysze mówią między sobą a przynajmniej wzrok stworzenia na to wskazywał.
Evening Antarii:
-Dobra, nie ma co spowalniać i marnować czasu. Jedziemy- rozkazała Eve po chwili namysłu. Mały zastęp rycerski chyba da radę jakiemuś futrzakowi w razie gdyby zaatakował... Dlatego nie było się czego bać, choć może ten Elthizar miał wściekliznę i dlatego tak blisko ludzi podchodził? Nie należało też brać jego pojawienia się tak dosłownie. Przecież każda walka niesie ze sobą prawdopodobieństwo śmierci i nie musiał o tym przypominać jakiś dziki zwierzak.
-Jak długo jeszcze ludzie będą wierzyć w takie przesądy?- prychnęła pod nosem anielica z pogardą i przycisnęła piętami boki Pałasza, by ruszał.
Narrator:
Gdy rycerze ruszyli wraz za anielicą a Kenshin sobie stał z wyciągniętym łukiem mierząc do stworzenia, Elthizar skupił swój wzrok na jedynym agresywnym bezpodstawnie członku wycieczki, Kenshinie. patrzył na niego z politowaniem i żałością niczym pies na chodniku nierozumiejący niechęci wobec niego i nieuzasadnionej wrogości. jednakże jako dobre stworzenie mimo legendarnej swojej przynależności nadal pozostawał sympatycznym spokojnym zwierzęciem a w jego wzroku była jedynie pogarda. Wszak śmierci się nie bał bo jako inteligentne dziecko nocy wiedział jak skonstruowany jest świat. Mimo przeciwności losu, pomimo swoich wad i ograniczeń, robi co w jego mocy, by wykonać powierzone mu zadanie. Ostatecznie, świat zawsze stara się przyjść mu z pomocą, nawet jeżeli wszystko wokół wydaje się temu przeczyć, bowiem wszyscy mają w sobie pierwiastek magii.
Kenshin:
Kenshin zrezygnował z mierzenia do stworzenia, bo wszyscy ruszyli a wzrok stworzenia padł na niego. Dziwne to było, ale cóż świat jest niestety okrutny. Dlatego schował swój łuk oraz strzałę do sajdaka i ruszył smagając Przeklętego lejcami. Koń powoli ruszył za całą kompanią. Teraz był z tyłu i czekał kiedy zwierzę go ewentualnie zaatakuje i wtedy będzie mógł się bronić wedle przykazań Ventepi.
- Zabobony są i będą zawsze, tylko ludzie jakby się nie zmieniali.
Rzucił na słowa Evening starając się jakoś zrównać.
Evening Antarii:
-Właśnie jakby ludzie zmądrzeli, to by tych bajek nie rozsiewali- odpowiedziała przyjacielowi, po czym odwróciła się, by jeszcze raz spojrzeć na zwierzę, póki nie odjechali daleko. Pomyślała o lisach, które jak są chore na wściekliznę to też tak blisko osad i ścieżek ludzkich podchodzą, boją się jedynie spuszczonych ze smyczy psów, a tak to zdają się być ufne i chodzą wzdłuż drogi i się czają. Może nie są urocze, wszak powykrzywiany pysk z wypływającą pianą nie nakłania do zbytniej przyjaźni... Ale takie siedzenie na drodze też jest podejrzane. Jednak nie był to powód do zaprzątania sobie myśli.
Evening nie zaniepokoiła się tak jak Kenshin. Jej ostatecznej śmierci Elthizar nie mógł zwiastować, natomiast ewentualna walka skończyłaby się raczej jego zgonem.
Eve, jadąc na przedzie obok Sylvilla, miała niezmącony widok na ciemny gąszcz jaki tworzyła dżungla. Odgłosy toczącego się tam życia nie cichły, wręcz przeciwnie. Chłodny wieczór był idealną okazją dla zwierząt by wykazać się większą aktywnością niż za dnia. Budziły się powoli te nocne istoty, których błyszczące ślepia niekiedy w nocy można dostrzec powszechnie w Valfdeńskich lasach.
Do wieży chyba nie zostało daleko - tak zdawało się anielicy. Dla niej to dobrze, dla niektórych może trochę gorzej, wszak nie wiadomo kto zginie. Oby nikt, ale świadomość spotkania Elthizara na swej drodze źle mogła wpływać na psychikę żołnierzy. Faktem było też to, że nikt ich tu siłą nie ciągnął, a wiedza, że wiwerny to niebezpieczne bestie, jest powszechna.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej