Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

ÂŁzy Fenile - Upadek Barona

(1/29) > >>

Evening Antarii:
Nazwa wyprawy: ÂŁzy Fenile - Upadek Barona
Prowadzący wyprawę: Narrator
Wymagania do uczestnictwa w wyprawie: Wybitne zdolności bojowe
Uczestnicy wyprawy: Evening Antarii, Kenshin

Podjęcie decyzji o tym, którzy z paladynów mają płynąć na Chatal, by tam wypróbować swe umiejętności waleczne i sprawdzić się w akcji, a nie jedynie na sali treningowej, poprzedzone było sprawdzaniem, czy żaden z nich nie jest opętany. Evening równocześnie zadbała, by to jej nie sprawdzono, choć, któż by śmiał? W organizacji obecnie nie było nikogo takiego, kto nakazałby upewnienie się w stosunku do niej. Poprzednio i tak słownie zapewniała o tym, że nie ma w sobie demona, wszak wróciła na Valfden cała i zdrowa, świadoma swych czynów i myśli. Potwierdzała to, że się nie ugięła, choć było ciężko. Gdyby upadła, na pewno inni by to zauważyli, gdyż taki fakt wywarłby na niej piętno, na przykład na jej tajemniczym zachowaniu. Tymczasem dotychczasowe zamknięcie się w swym dworze i opróżnianie kolejnych butelek z winem usprawiedliwiała ciężkimi przejściami na Torgonie. To, że chciała się wyciszyć, odpocząć nie było podejrzane. Z resztą, nikt nawet nie podejrzewał jakim demonicznym procedurom anielica podlegała, a którym się przecież "nie dała", co z pewnością wymagało wielkich pokładów siły psychicznej, które naturalnie należało zregenerować.
Podróż spędziła myśląc nad tym, jak długo zdoła unikać srebrnych przedmiotów i soli w potrawach, co poza domem było trudniejsze do uniknięcia. Jej rycerze nie znali jej aż tak dobrze, by mówić do niej chociażby na "ty". Nie śmieli też wypytywać o nic, co związane było z feralnym rejsem. Na razie Evening pozostawała dla nich kimś w rodzaju bohaterki i wzoru do naśladowania, choć nie wyszła z tego bez szramy na psychice - a to tylko mogło podkreślać jej dwojaką naturę: boską i ludzką.
Komisarz Haft zapewniał, że w Hessein ktoś będzie na nich czekał, jak na jedyną nadzieję w pozbyciu się wiwern i zbadaniu wieży bezczelności. Toteż po wyprowadzeniu koni spod pokładu Evening rozglądała się za kimkolwiek, kto mógłby być zorientowany w tej sprawie.
-Podróż co najmniej lepsza od rejsu Melkiora....- mruknęła. -A jak orkowie znoszą ciepły klimat?- zagadnęła Kenshina w czasie oczekiwania.

Narrator:
Podróż jak zwykle leniwa, jak zwykle prosta tak też płynna, monotonna ale również szybka. Pozwoliła dwójce podróżników, której towarzyszył oddział wyselekcjonowanych paladynów bractwa świtu, znających się tak w sztukach walki mieczem i tarczą, jak również wykształconych w dziedzinie magii, szeregu zaklęć i ponad przeciętnych zdolności paladynów rycerzy bożka nadziei - Zartata, dotrzeć na miejsce zwane portem "Odem Mortis"

ÂŹródło nazwy jak wszystko na tym archipelagu owiane było tajemnicą, z goła możliwą do płytkiej jak i głębokiej interpretacji wynikającej z legend, wydarzeń i zastanej obserwacji. Niemniej jednak jest to port usytuowany tuż za murami miasta nieopodal plaży o tej samej nazwie, port jest połączony z miastem bezpośrednimi szlakami, tutaj przypływają wszelkie okręty, gdyż jest to jedyny port na całym archipelagu dostosowany do przyjęcia statków wszelkich znanych nam typów i rodzaju w swój obręb.
- I po co komu znać etymologię nazwy... phi - rzecze niejeden czytający ten wpis podróżnik, jednak srogie oko starca, który zechce wyjawić tę tajemnicę prędko stopuje niesfornego podróżnika racząc go głęboką opowieścią. Ta opowieść w swojej zawiłości zawiera prosty przekaz o plaży "Odem Mortis", sąsiadce naszego portu, która w swej nieskromnej połaci nabrzeżnej przygarnęła mnóstwo wraków okrętów odważnych i nierozważnych odkrywców tych wysp. to tam, na plaży leżą wraki, rozłupane statki, resztki flot przewoźników miedzy Valfden a kontynentem, jak i również głupców, którzy zawierzyli swoje życie kapitanom obiecującym góry złota z archipelagu Chatal. -> Jak srodze rozbitkowie musieli zaskoczyć się nieprzychylnością tutejszej fauny i flory, do dziś pokutują mieszkańcy, zasiedleńcy z Valfden. -> takim obrazem kończy swoją opowieść znużony starzec, który jakże jawnie nie ukrywa niechęci tak do miejsca w którym przebywa jak i jego możliwości zapominając o prawdziwym powodzie pobytu tutaj ludności... eksploatacji kopalń złota, czarnej rudy i węgla. Oczywiście płytkim zdaje się taki powód obecności, oczywiście nie tylko to jest źródłem ludzkich siedzib, egzotyzm, nowość, odkrywczość również spełniają swoją wolę jakże skutecznie. Jednak co leżało w głównej intencji odkrywcy? tego nie znają obecni podróżnicy, być może Kenshin jako niegdyś członek paktu wspomni historię mistrza bestii Canisa, który swe serce zawierzył mrokom tutejszej nekropolii...

Jednak to wszystko umyka uwadze podróżnych, podróżni rzadko spotykają wspomnianego starca, zwłaszcza, ze nie raczą się go odwiedzać w świątynnych murach cytadeli miasta Hessein.

Nasi podróżni przybyli do portu tam nudnego tak śmierdzącego, tak srogo witającego temperaturą 35 stopni w cieniu, że nie mogli nie cierpieć z powodu wzrostu temperatury powyżej 30 stopni.

Jak w każdym porcie szczyny, stare ryby i woń zalewanego bimbru w karczmach niosła się po całym porcie, a wysoka temperatura tylko potęgowała charakterystyczne smrodki dzielnicy paląc nozdrza naszych podróżników.

Jak zwykle z tej "rajskiej" scenerii portu przed oblicze podróżnych wynurzył się kwatermistrz portowy, który jak zwykle z uporem maniaka, do znudzenia, aż do chorobliwej złości witał tymi samymi frazesami.
- Witajcie! Jestem kwatermistrzem portowym, zajmuję się kontrolą przepływu ludzi. Miło mi was powitać... 5 rycerzy 1 anioł i... czekaj ja cie znam? Kenshin Himura? - Zapytał dla pewności wertując stronice swojej ksiegi gdzie notował wszelkie imiona i nazwiska. - Witajcie na Archipelagu Chatal. Proszę jednak o dane rycerzy i pani... pani to Evening Antarii... pani wybaczy za to niefortunne zachowanie, jak mógłbym nie skojarzyć baronowej dowódczymi bractwa świtu... Hańba mi i wstyd na całą rodzinę. - Powiedział popisowo kłaniając się...

Kenshin:
Kenshinowi pobyt na okręcie dłużył się i to nie miłosiernie a było to spowodowane przez brak jakiegokolwiek zajęcia, bo ile to można siedzieć i nic nie robić? Dobre jednak dla orka było to, że to jego drugi rejs i powoli przyzwyczajał do wysokich temperatur, ale i tak dla niego wędrowanie po takich tropikach okaże się nadzwyczaj męczące i wyczerpujące. Jego dusza i ciało przejdą katusze, ale to dla dobra Bractwa ÂŚwitu i samego druida, bo oni potrzebowali skór na zbroje a ork w zamian przypomni sobie jak powinno się je pozyskać a wiwreny będą odpowiednie do tego zadania choć z tymi bestiami to nie będą przelewki! Bestie te są groźne w pojedynkę a w grupie to już będzie przesada nawet dla tak wykwalifikowanych żołnierzy i anielicy. Kenshin tymczasem się tym nie przejmował a delektował rejsem oglądał morze, spoglądał na chmury, które płynęły razem z okrętem i  pomimo braku zajęcia na okręcie umiał się cieszyć tą chwilą spokoju a z każdą sekundą towarzysze zbliżali się do archipelagu, bo ork zaczął odczuwać wysoką temperaturę i pomimo braku włosów na głowie oraz innego owłosienia zaczął się pocić i odczuwać zmęczenie, które z każdą minutą narastało, ale ratowało orka to, że był kupą mięśni i dzięki temu mógł jakoś się poruszać opierając się na samej sile mięśni. Ork natomiast cały czas starał się pamiętać o unikaniu soli i srebra, ale i jemu zdarzało się o tym zapomnieć zwłaszcza kiedy był w swojej obskurnej chacie. Okręt po dość długiej podróży zawitał do portu w mieście Hessein. Ork był już zaznajomiony z tym widokiem, które przypominało port w Atusel, lecz pod każdym względem gorzej od wspomnianego wcześniej miasta. Ork w końcu wygramolił się i zszedł po trapie w stronę przystani tam w końcu mógł poczuć stały ląd pod nogami a  zaczepiony przez anielice odpowiedział.  - Orkowie nie są zbyt odporni na ciepło i męczymy się tak samo jak ludzie. W takiej temperaturze nawet jaszczuroczłek czułby się nieswojo. Powiedział i strącił pot ze swojego czoła. Towarzysze nawet nie musieli długo czekać, kiedy zagadnął do nich kwatermistrz.
Kenshin nie musiał się nawet przedstawiać, bo jego imię i nazwisko było już dość znane tutaj, co wzbudziło jego zdziwienie, bo on wolał żyć skromnie i pozostać mało znaną personą, jednakże jedno polowanie zmieniło to diametralnie a może była to zasługa koloru jego skóry? Kto mógł to teraz wiedzieć? Do tego doszło ponownie zawitanie w te tereny i w bardzo podobnym celu. Wszak mięli tutaj razem z Haftem "pozbyć" się paru wiwren, co jako sługa Ventepi zgodził się pomóc w tym zadaniu, ale ork nie milczał i postanowił się przedstawić, by dopełnić formalności.
- Tak jestem Kenshin.   
Kenshin skończył ponownie ruchem dłoni ściągając pot z głowy. Teraz czekał aż panienka Evening przedstawi swych rycerzy a potem czeka nas wizyta u Hafta, aby zapoznać się z planem ataku.   

Evening Antarii:
Skrzydła nie ułatwiały przebywania w tak gorących klimatach. Przez opierzenie trudniej wydostawało się ciepło. Na dodatek dźwiganie takiego ciężaru na plecach nie należało do najłatwiejszych zadań w pogodę, w którą nie da się nic robić. Tylko trwać, istnieć - czyli leżeć w chłodnym pomieszczeniu popijając ziemne piwo. Skwar nie zachęcał do aktywności fizycznej, jakiejkolwiek.
Jasne włosy anielicy, związane w kok, u nasady zrobiły się już mokre. Dotąd wiatr na otwartym morzu skutecznie orzeźwiał. Dopiero na lądzie doświadczało się prawdziwego gorąca. Do tego dochodził smród typowy dla portu, czyli dla setek niezadbanych, spoconych ludzi, nierzadko pijanych, rynsztoków w których płynęły ścieki, złowionych ryb, które szybko się w tym klimacie rozkładały.
-Miło nam. Ktoś miał się nami zainteresować po przybyciu na Chatal- poinformowała kwatermistrza. -Tak, panna Antarii. A to Malachiasz, Leopold, Michał, Wilhem i Ron. Wszyscy bez nazwisk jeszcze. Skończyły się czasy, gdy za samą rangę paladyna w Bractwie otrzymywało się tytuł. Teraz należy naprawdę sobie na to zasłużyć- dodała. Rycerze prowadzili konie, Pałasza trzymał Ron, gdyż był najsilniejszy i podobno miał rękę do zwierząt. Ale na tego wierzchowca nawet talentu do zwierząt było nie dość. Konia Kenshina trzymał Michał. Zwierzęta były gorące, sapały głośno, pragnęły wody i odpoczynku w chłodnej stajni.

Narrator:
- No tak, jak mogłem nie skojarzyć! - powiedział i z soczystym plaśnięciem uderzył się otartą dłonią w czoło zasłaniając oczy. Nowatorskie społeczeństwo pełne nowych słówek i łaknących rozwoju językowego nazwało by to soczystym facepalmem... - Jeżeli pójdziecie na wprost szlakiem do miasta Hessein i ominiecie dzielnice mieszkalne kierując się na wprost ku placu Vox Populi, znajdziecie tam namiot zarządzania kryzysowego gdzie stacjonuje 12 osobowy oddział straży w stopniach rycerskich marchii chatal, zapewne to o nich chodzi, pewnie macie zająć się Wieżą bezczelności? - Zapytał jednak znał odpowiedź, machnął szybko ręką by czasem odpowiedź jakże słuszna potwierdzająca nie zawierała negatywnej opinii o nim, bardzo troszczył się o swoją renomę i nie lubił być besztany za swój brak szybszych skojarzeń.

- Tam rycerze was poprowadzą i wyjaśnią wszystko, a może sam Haft was przywita, chociaż znając jego nawet nie wyściubi nosa ze swoich spowitych mrokiem i chłodem murów. - powiedział z rozżaleniem ukazując swoje cierpienia ciągłego przebywania w tych terenach.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej