Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

ÂŁzy Fenile - Upadek Barona

<< < (18/29) > >>

Evening Antarii:
Podróż wzdłuż ściany lasu tropikalnego była urozmaicana przez małpy, które z ciekawości siadały na gałęziach nad samą drogą, by tam, przy pomocy chwytnego ogona i łap jak ludzkie, baraszkować i dokładniej zbadań "intruzów na ich terenie". Wydawały przy tym przedziwne odgłosy, jakieś piski i krzyki albo śmiechy. Lemury siedziały cicho, machając spokojnie zwisającym ogonem, zupełnie jak kot. Wielkie oczy zdradzały je wśród bujnej roślinności. Były wielkie i okrągłe i zdradzały zaciekawienie wędrującym orszakiem. Wśród koron skrzeczały też kolorowe ptaki i od czasu do czasu gdzieś zatrzęsły się gałęzie, a jakieś pióro spadło na dół - były to ślady obecności tych istot, choć ludzkie oko niekoniecznie było zdolne, by je dostrzec.
-Jak to smok? Po prostu smok, taki jak z legend?- spytała szybko Eve, przysłuchując się odpowiedzi Sylvilla. Nigdy smoka nie widziała. Ten tutaj musiał być wyjątkowo wredny, skoro niszczy Archipelag w regularnych odstępach. Eve uznała, że to absurdalne.
-Co to znaczy, że władca Chatal jest wśród nas?- obróciła się Eve słysząc głos starca.
Niebo tym czasem robiło się z fioletowego granatowe, co oznaczało, że słońce schowało się już za horyzontem i teraz będzie się robić coraz chłodniej. Rozgrzana ziemia jednak nie zdąży się dobrze wychłodzić, a już nastanie świt i upał zacznie się od nowa. Wojownicy mają jednak trochę czasu, by odbyć walkę we względnym chłodzie.
Drogę koniom zagradzał jednak wilk siedzący na drodze. Istota wyglądała tylko z daleka jak wilk. Gdy dojechali bliżej, ukazały się rogi i piękna czarna sierść z czerwonymi paskami na grzbiecie. Piękne byłoby z niego futro przemknęło niechcący przez głowę anielicy. Lepiej, żeby nie mówiła tego na głos. Ryzykowałaby gniew druida z Konkordatu i tutejszych mieszkańców... Tak więc mogła się mu tyko przyglądać i wyobrażać sobie ten płaszcz na atunusowe dni.
Z pytaniami wyprzedził ją Kenshin, więc poczekała cierpliwie na odpowiedź Sylvilla chociażby. Pałaszowi kazała zwolnić, ale ten narowisty wierzchowiec chyba nie rozumiał tak prostych rozkazów. Wierzgnął i kłusował tak jak wcześniej.

Narrator:
- No... jak taki z legend, złoty i plujący lawą, zwie się Vesuvius. Mówią, że tak jak Leviatan czy Ervatel tak i on jest starożytnym czy jakoś. Taki trzeci brat mający swój dom i swoje leże tu pod naszymi stopami, głęboko we wnętrzu ziemi i śpi, by zbudzić się za niespełna 80 lat i pogrążyć archipelag w chaosie i zniszczeniu... podobno to dobrze bo alternatywa była by gorsza... ale jednak i tak wszystko tu umiera. - Odpowiedział Evening kończąc życzliwym uśmiechem pełnym zrozumienia. Też nie zbyt to rozumiał a skoro nie rozumiał i nie potrafił zrozumieć nie drążył tematu by wiedzieć więcej.

Starzec na koniu w przyzwoitej zbroi znowu westchnął ociężale przygnieciony ciężarem starości i doświadczenia.
- Przecież smok tu nie rządzi rządzić może tylko człowiekiem, nie smok, smok tu zabija a nie rządzi. Rządzenie to nie zabijanie, on nie jest władcą tylko oprawcą. Tylko jednej osobie obecnie należy się tron władcy Chatal. Ty dobrze o tym wiesz Sylvill i nawet nie próbuj mi tu swoich bzdurnych fantastycznych teorii snuć, też mi coś smok władca w dupach wam się od tych książek i pergaminów przewraca. - Mówił i żachnął się niemiłosiernie że aż odwrócił głowę z miną pełną pogardy krzyżując ręce na klatce piersiowej.

Sylvill już zrezygnowany tylko spuścił głowę w dół mając nadzieje, że stary da sobie spokój i przestanie marudzić. Znowu się zaczyna ten nigdy nie moze być cicho... Bogowie czeluście mnie pokarali służbą z tym człowiekiem...Powtarzał w myślach zrezygnowany i zniechęcony.

Gdy jednak drogę przestąpiło zwierze każdy jak jeden mąż się zatrzymał.
- To zły omen... zwiastun śmierci. Syn Thanatosa... Może lepiej zawrócić? - Odpowiedział jeden z pozostałych strażników trwożnym głosem, drżącym najpewniej nie z zimna.

Kenshin:
Ork cały czas przysłuchiwał się rozmówcą o smoku władcy Chatal, który niszczy wszystko dookoła raz na 100 lat. Jednak on nie zamierzał komentować słów starszego wojownika oraz Sylvilla, bo nie widział takiej potrzeby, po prostu przyjmował wszystko do swojej świadomości, by móc ewentualnie to wykorzystać albo chociaż pochwalić się innym swoją wiedzą, którą z każdym dniem zdobywał coraz więcej. Dla niego osobiście to było przekomarzanie się starych znajomych. Kenshin dostrzegając stworzenie zatrzymał się wraz z całą kompanią, ale kiedy usłyszał dziwną wiadomość nie mógł uwierzyć, że stworzenie może być zwiastunem śmierci a tym bardziej nie chciało mu się zawracać
- Czyli jednak znacie to zwierzę. Opowiedzcie o nim więcej, bo jakoś powątpiewam, by to piękne, majestatycznie stworzenie mogło być zwiastunem czegokolwiek. Dla mnie jest to znak od Ventepi, że jeszcze muszę wiele czasu poświęcić na naukę jej fauny i nie raz Ona mnie jeszcze zaskoczy. Dlatego proponuję jechać dalej. Evening, co Ty na to?
Zapytał anielicy, która dowodziła tutaj i jej słowa są świętością, jednakże jeżeli ork poczułby dyskomfort oraz bojaźń przed wyprawą mógłby zawsze zawrócić bez żadnych konsekwencji. Tak mu się przynajmniej zdawało.

Evening Antarii:
Anielica niby nie zwracała uwagi na starca i na to co mówił. Lecz tak naprawdę słuchała uważnie i nie mogła się z nim zgodzić. Właśnie ten, który zabija jest władcą. Może nie jakimś silnym, trwałym i potężnym, ale rządzi ludźmi, siejąc w ich umysłach strach, który każe się podporządkować. Nie miała ochoty na kłótnię ze staruszkiem. Miał sporo racji, owszem, wszak Isentor nie był krwawym władcą. Chyba wręcz przeciwnie.
-Hm? To zwierzę to zwiastun śmierci?- dopytała, będąc wyrwana z toku własnych myśli. -Nie wiem, czy to aż tak poważna sprawa. Myślę, że ktoś bardziej zaznajomiony z kulturą i obyczajami Chatal powinien o tym zadecydować- spojrzała na Sylvilla. Eve, gdyby jechała samotnie, albo z Dragiem na przykład, pierwsze co to upolowałaby to zwierzę, ciało przywiązała do grzbietu konia, a po dotarciu do domu zrobiłaby z niego piękny futrzany płaszcz, a o jakichś przesłankach śmierci nie miałaby przecież pojęcia. Teraz zapewne wszyscy będą wypatrywać tych oznak śmierci nawet tam, gdzie ich nie ma, i będzie to wina tego zwierzaczka. Siła sugestii...

Narrator:
Sylvill tylko wzruszył ramionami wszakże on niewiele wiedział a już na pewno go to nie obchodziło, tęsknił za swoją sauną.

- Tak jak Eros i Thanatos są władcami miłości, życia jak i śmierci i zniszczenia tak i ich stworzenia je zwiastują. Elthizar ten tu, to zwierze któremu legendarną przynależność przypisuje się Thanatosowi, tak Cozar jako dziecię Erosa zwiastuje szczęście miłość i życie. Raczej nie są agresywne chodź i to nie jest do końca pewne. - odpowiedział zatrwożony strażnik.

Stworzenie zaś przekrzywiło tylko głowę i dalej wpatrywało się w was złotymi oczkami nie ruszając się z miejsca a jedynie jakby... wyczekując waszej reakcji na jego obecność.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej