Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
ÂŁzy Fenile - Upadek Barona
Narrator:
Annar wyszedł jednocześnie dając znać, że jeszcze się spotkają.
- Za kurczaka to 3 grzywny. - Odpowiedział karczmarz a za nim jego kucharka imieniem Barbara zaczęła przygotowywać danie do podania.
Kenshin:
- Proszę oto grzywny.
Powiedział wręczając zarządcy przybytku skromną kwotę za pieczystego kurczaka. W międzyczasie jak posiłek będzie robiony to rzekł jeszcze.
- Jeśli to nie sprawi kłopotu to czy mógłby pan zanieść go do tego stolika- wskazał palcem miejsce, przy którym siedział, bo należało szybko się uwinąć i znaleźć jakieś rozwiązanie na temat tej całej wieży i terenów jej okalających. Dlatego po prośbie, którą skierował do karczmarza udał się do stolika, by omówić dalszy plan działania.
5139g - 3g = 5136g
Evening Antarii:
-Jak ja go nie lubię- oznajmiła Kenshinowi gdy wrócił na miejsce, dodając do tego nieco teatralne westchnięcie i spojrzenie pełne dezaprobaty. -Nie rozmawiajmy o nim, proszę. Nie mogę na niego patrzeć, z nim rozmawiać i o nim też mi się nie chce- wyjaśniła błagalnie, by ork nie zadawał żadnych pytań o elfa.
-Kenshin, co z tą wieżą? Proponuję rzucić monetą, co ty na to? Inaczej nie znajdziemy rozwiązania. Ja niekoniecznie chciałabym ją odwiedzić, ale jak już jednak zdecydujemy, że wchodzimy, to mi bez różnicy, ale rozumiesz, tak narażać się bez powodu też nie chcę. No... się albo raczej cię- sprecyzowała.
Kenshin:
Druid nie pytał o elfa, bo go nie interesował to z powodu tego, że do niczego nie był mu potrzebny. Ork nie widział w nim żadnego potencjału poza jego szaleństwem i tego, że był uczniem upadłego barona co miało związek z jego nagłym ożywieniu pomimo rozwalonego ciała. Dlatego mógł się jego spodziewać w wieży, o ile tam wejdą do środka.
- Uwierzysz mi czy nie, ale mam dziwne przeczucie, że on będzie w wieży jeśli do niej pójdziemy. Takie dziwne przeczucie mam.
Powiedział, co tym wszystkim sądził i następnie powrócił do samej wieży.
- Jak się nie ma rozsądnego wyjścia to trzeba zdać się na los. Jestem za tym byśmy przekroczyli próg wieży. Wiem, że jest ryzyko i to właściwie ja ryzykuję najwięcej z wiadomych przyczyn- wzruszył ramionami i mówił dalej - Jakoś nigdy nie miałem w naturze ryzykowania chyba, że chodziło o obronę moich bliskich teraz ich z zemną nie ma, ale jestem gotów się poświęcić się i sprawdzić cały budynek, by nie tylko zaspokoić moją ciekawość a zrobić coś dobrego i uratować archaniołów od tego zapętlenia czasowego.
Wyjaśnił jakimi powodami się tym czasie kieruje czarnoskóry ork.
Karczmarz:
Po przygotowaniu przez baśkę dania, przełożył ręcznik przez lewe ramię chwytając też tą ręką tacę z parującą pieczenią z kurczaka, zaś w drugą rękę wziął dwulitrową karafkę z wodą, z zatkniętymi na szczycie dwiema owalnymi szklankami. wyminął kontuar i zwiewnym szybkim krokiem podszedł do stołu kładąc tacę przy orku, zaś "karafkę" między dwójką siedzącą przy stole.
- Smacznego. - Dopowiedział zamawiającemu i ze swoim szelmowskim uśmiechem pożegnał się z dwójką jednocześnie figlarnie mrugając oczkiem.
Tak też wrócił do kontuaru zajmując się dalej pucowaniem szklanek.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej