Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
ÂŁzy Fenile - Upadek Barona
Narrator:
Wśród bogatych osób... był zatroskany jegomość dostrzeżony prędzej przez Malachiasza.
Zwrócił się do was wraz z rozpoczęciem rozmowy.
- Fenile też była archaniołem. Ja w pokojowych zamiarach. - od razu zastrzegł delikatnie podnosząc swoje łapki niczym w geście poddania się.
Evening Antarii:
Z roztargnienia spowodowanego upałem anielica nie dostrzegła pewnego gościa karczmy, który tak źle wpływał na jej samopoczucie. Ork z anielicą nie zdążyli dobrze obgadać sprawy, a on już się wtrąca. Mimowolnie jakoś tak, na widok Annara, w wolnej dłoni Eve zaczął tworzy się zalążek pocisku esencji, chwilę później jednak zniknął, w przeciwieństwie do zdenerwowania panny Antarii, uwidoczniającego się na przykład przez ostrzejsze rysy twarzy.
W drugiej dłoni pojawił się nowy sztylet. Wszyscy paladyni momentalnie wstali z miejsc wyczuwając złą energię, albo po prostu nieprzyjazną atmosferę. Antarii także wstała, a raczej zerwała się z miejsca. Była przezorna. Zacisnęła szczęki.
Nie wiedziała co powiedzieć, Annar nie za bardzo ją interesował, ani to co ma im do powiedzenia. Mogłaby go w sumie teraz zabić i miała na to wielką ochotę i nie było przeciwwskazań.
-To nie zmienia faktu, że jeden archanioł to mniej wymagający przeciwnik niż 12 tych istot. Poza tym nie wiadomo czy w ogóle będziemy mieli chęci zajrzeć do tej Fenile....- odburknęła.
Kenshin:
Ork nie wiedział co począć, bo ledwo co zaczęli rozmowę a tu ktoś się wtrąca mimo, że był w pokojowych zamiarach to wszyscy wstali w zdenerwowaniu, ale on siedział niewzruszony lecz przygotowany na każdą ewentualność. Chciał zagadać do gościa, więc to zrobił raczej w miłym tonie zabrzmiała wypowiedź, ale w końcu miał do czynienia z wariatem a po takich wszystko jest możliwe.
- Skoro w pokojowych to cię do nas sprowadza? Mów lepiej szybko, bo oni nie są tak spokojni jak ja.
Narrator:
- Pięknie pani wygląda gdy się złości. - Powiedział z uśmiechem i mrugnął oczkiem, jednak jako, ze nie chciał przekroczyć tej delikatnej bariery wytrzymałości panny Antarii szybko kontynuował wątek i zaczął się zbierać do wyjścia. - Wystarczy ze wejdziecie do wieży i będziecie iść na szczyt wraz z nimi, oni doprowadzą was na szczyt. Oni w sensie archaniołowie. Musicie uniemożliwić zabicie Tezeusza inaczej wieża nigdy nie runie a instancja będzie trwać wiecznie. Jeżeli byście chcieli mogę wam pomóc przedostać się na sam szczyt... chętnie poznam mojego mistrza za życia. Po zniszczeniu bariery, instancji, najpewniej umrze itak... Chciałbym zobaczyć go żywego. - mówił z poważną miną na koniec delikatnie próbując się uśmiechnąć tak jakby z niezadowolenia.
Kenshin:
Ze wszystkich informacji jakie powiedział elf to jedynie dwie go zainteresowały a mianowicie, to że był uczniem upadłego barona czyli znał się na mrocznych sztukach już dawno a druga była taka, żeby najlepiej uratować Tezeusza inaczej nigdy nie pozbędą się dziwnego zaplątania orkowi od tego wszystkiego mogła rozboleć go głowa, jednakże nie dał się i zabrał głos.
- No i wszystko jasne jakim cudem przeżył z rozwalonymi wnętrznościami a po drugie zdradził pewną tajemnicę, która mogła być pułapką, gdyż jak go uratujemy to będziemy mieć do czynienia z potężnym magiem i cała sprawa znów zatoczy koło. Dobra od tego wszystkiego zachciało mi się pić i jeść idę zamówić, bo nam czasu nie starczy.
Oczywiście to wszystko powiedział jak dziwny jegomość opuścił lokal, po czym udał się do tutejszego karczmarza.
- Poproszę wodę i kurczaka, ile płace?
Zadał oczywiste pytanie karczmarzowi.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej