Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
ÂŁzy Fenile - Upadek Barona
Evening Antarii:
-Porozmawiamy wszyscy w karczmie i tam zadecydujemy o wieży. Posilimy się i będziemy tu za godzinę. Do zobaczenia- powiedziała Eve odchylając kolejne materiały, by wyjść z namiotu. Od razu uderzyło w nią suche rozgrzane powietrze, tak inne od tego wewnątrz. Na placu powinna być przyzwoita karczma, którą będzie nietrudno znaleźć, dlatego też nie pytała się gdzie takową znaleźć. Zgarnęła swoich paladynów i poczekała na Kenshina.
Anielica miała mieszane uczucia co do zbadania wieży bezczelności. Jej zdaniem istnienie tej bariery i całej sytuacji wewnątrz zapętlonej w czasie nie ingerowało w rzeczywisty świat, dopóki nie zaczęło się ingerować we wnętrze wieży. Ale to musiała obgadać z Kenshinem.
Gdy ork znalazł się na zewnątrz, udali się na poszukiwanie karczmy niedaleko.
Kenshin:
Kenshin będąc już ubrany wcześniej bez pomocy służki udał się na zewnątrz namiotu. Oczywiście gorące powietrze lekko dawało się we znaki, ale nie tak jak wcześniej było po prostu lżejsze odrobinę, ale zawsze! Wtedy już przed namiotem stali rycerze na czele z anielicą, która pierwsza była gotowa do działania a czekali specjalnie na orka. Druid wraz z dodatkowymi informacjami od Sylvill, mógł zastanowić się nad słusznością wejścia do wieży i zakończenia całego procederu zapętlenia tamtejszych wydarzeń. Tymczasem jednak postanowił rozejrzeć się za karczmą, by mógł zjeść ten ostatni posiłek, przed być może swoją śmiercią.
Narrator:
Bez trudu i bez najmniejszych kłopotów odnaleźliście szyld zatytułowany "Kojący dotyk Enart". Jak większość karczm tak i ta była tak samo nazwana a dzisiejszy spokój głównej dzielnicy miasta dawał się we znaki nawet tej karczmie. nie dobiegały z niej ani krzyki, czy swawolne rytmy muzyki. Swoista cisza, spokój... stagnacja... wegetowanie do nastania nocy. Przez okiennice widzieliście, że wewnątrz poza karczmarzem przebywa też kilkoro innych osób, troje ubranych w wykwintne stroje - zapewne władztwo miasta, oraz kilkoro rycerzy jedzących posiłki...
Kenshin:
Towarzysze przemierzając uliczki miasta w gorące popołudnie trafili bez problemu na szyld, "Kojący dotyk Enart" cóż nazwa karczmy kojarzyła się dość dobrze, bo właśnie poszukiwali ukojenia dla swoich żołądków i gardeł, gdyż pewnie wszyscy byli głodni a do tego woleli napić się czegoś specjalnego z tych terenów. Orka oczywiście nie dziwiły dźwięki ciszy jakie wydobywały się z karczmy. Pogoda oraz panująca duchota nie zachęcała do rozrób i krzyków na terenie jak i w środku budynku i dobrze, że było cicho będą przynajmniej mogli w spokoju pomyśleć nad planem wieży w międzyczasie przez okno dało się zauważyć grupę trzech ludzi odzianych w ładnie zdobione szaty na pierwszy rzut oka mogło się zdawać, że są kimś ważnymi na archipelagu albo po prostu jakieś bogatsze jednostki, które lubią szpanować swoimi dobrami. Dla orka nie miało to takiego większego znaczenia, ale dla Evening mogło mieć ona lubi otaczać się osobami z wyższych sortów, tak czy siak otworzył drzwi i wpuścił najpierw kobietę a potem sam wszedł, bo tak należało przepuszczać przodem kobiety, także gdy to uczynił zasiadł razem z resztą kompani i nim zamówili posiłki rozpoczął temat całego polowania i wieży.
- To jak zamierzamy brać udział w tym całym zapętleniu czasowym? Jeżeli tak to komu pomagamy archaniołom czy czarnoksiężnikowi. Ja osobiście bym wybrał opcję aby oboje żyli i dalej się kochali, lecz wtedy trzeba będzie się niestety pozbyć twoich bliźnich Eve a do tego powstrzymać Fenile i jej włócznie. Jakie macie pomysły?
Zapytał wszystkich zebranych a szczególnie Eve, bo tego powinien zacząć a nie chciał być zarozumiały względem wojowników Zarata i proponować zabijanie istot anielskich, ale wewnątrz jego trwała walka, gdyż wierzył w miłość tej niecodziennej pary i liczył na to, że da się to rozwiązać pokojowo bez krzywdzenia obydwu stron.
Evening Antarii:
Wnętrze karczmy było idealnym miejscem, by porozmawiać, naradzić się. Eve pierwsze co zrobiła to podeszła do szynkwasu i zamówiła wodę, na Valfden rozdawaną za darmo. Nigdy jej się jeszcze to nie zdarzyło - zamówić wodę. Ale dziś pragnienie było trudno ugasić i nigdy jeszcze nie chciało jej się tak pić. Dlatego poprosiła karczmarza o szklankę wody, po czym usiadła na przeciwko Kenshina. Wszyscy paladyni też się rozsiedli, rozmawiali między sobą.
-Od razu powiem ci, że to ryzykowne w ogóle walczyć z tymi wiwernami, a co dopiero wejść do wieży i po kolei zabijać te istoty, które tam się znajdują. Sam słyszałeś.... Mogą to być stworzenia straszniejsze od demonów a na pewno lepiej wyszkolone. Ja się o siebie nie boję- przyznała szczerze, prosto z mostu. -Ja mogę umrzeć i i tak się odrodzić. Ale ty?- ściszyła głos. W jej oczach było zatroskanie. -Nie ukrywam, że z chęcią przekonałabym się na własnej skórze co jest wewnątrz. I zabiłabym Fenile i Barona, a ocaliła archaniołów. Nie obchodzi mnie ich miłość, narobili zamieszania to niech zginą- prychnęła rozbawiona nie wiadomo czym. -Ja wolę stoczyć walkę z dwoma osobami niż dwunastoma archaniołami, którzy przewyższają nas we wszystkim.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej