Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

ÂŁzy Fenile - Upadek Barona

<< < (11/29) > >>

Evening Antarii:
A anielica na owy widok nie zareagowała choćby rumieńcem. Mogłoby to być nieco dziecinne z jej strony tak się speszyć. Ona zaś miała przed sobą wieczność, niejedno widziała i pewnie jeszcze więcej zobaczy. Tylko w myślach zaśmiała się sama do siebie. Coś ostatnio dużo reakcji zachowywała tylko dla siebie, pozostawały w sferze niewypowiedzianych słów. Poza tym Sylvill nie miał się czego wstydzić. Wojownicy zazwyczaj są dumni ze swojego ciała. Ona także nie kryła się przed służbą, ale przecież usługiwały jej elfki, kobiety. Przed mężczyznami należy być tajemniczą, nie ujawniać wszystkiego na raz, lecz pozostawić niezbadane tereny do osobistego odkrycia.
-Naradzimy się z Kenshinem- odrzekła, gdy mężczyzna skończył opowiadać. -Nie wiadomo czy to wszystko warte jest świeczki- dodała. -Dziękujemy za informację- słowa skierowała do Sylvilla. Potem zwróciła się do orka. -Przebiorę się, a później pójdziemy coś zjeść dobrze? Obgadamy to wszystko- oznajmiła, po czym udała się za "parawan", by z pomocą Novy ubrać się w czyste już ubrania.

Kenshin:
Sylvill pokrótce wyjaśnił co jest w środku wieży i z czym będą się ewentualnie mierzyć. Zombie i szkielety nie były mu w cale obce, bo w pakcie widział ich na pęczki co nie zmieniało faktu, że lepiej z nimi nie walczyć w pojedynkę skoro jest ich prawdopodobnie pełno, ale i tak pierwsze piętro będzie najłatwiejsze a później lepiej nie pytać, gdyż dziwne kreatury mogły tam zostać wliczając to matkę upadłego barona. Dlatego lepiej się będzie ze dwa razy się zastanowić nim przypuści się atak tak jak to stwierdziła Eve, która poszła się ubierać.
- Masz rację. Najpierw zjedzmy a w międzyczasie się zastanowimy, bo to sielanka na pewno nie będzie, bo skoro Zartat wysłał podobnych, Tobie to co tam może zdziałać zwykły śmiertelnik jak ja?
Zapytał właściwie samego siebie, ale powiedział to na głos. Ork czuł się dziwnie w całej tej sytuacji zwykły śmiertelnik prawdopodobnie będzie musiał radzić sobie z czymś do czego zostały wysłane zastępy aniołów, to z racji tego względu nie mogło się udać, chyba że miałby wielkie szczęście a do tego jeszcze wiwreny w każdym bądź razie czekał aż anielica się wyszukuje i będą mogli pójść razem do karczmy obgadać zaistniałą sytuację.

Narrator:
- Bo widzicie, w czasie gdy doszło do tego starcia, do wieży weszły też trzy osoby, szlachcic Duncan, szlachcianka Eaguto i sługa Croop. Oni mieli wpływ na wydarzenia, tak samo 3 osoby które wejdą też będą miały. Można wejść i biernie się przyglądać jak archanioły zabijają ich i dochodzi do starcia z Tezzeuszem. Można też zabić archaniołów i nie dopuścić do starcia kochanków. Można też pomóc im i zanim Fenile zaatakuje Tezzeusza, zabić go... są różne scenariusze, to od decyzji tej trójki która wejdzie zależy los wieży i tej dwójki. Wpływ tych osób jest nieznany na wydarzenia, nie wiemy co się działo na piętrach. Znamy tylko tą legendę. A o ich obecności wiemy z ostatnich zapisów przed mrocznymi wydarzeniami. No w takim razie do zobaczenia. gdy będziemy gotowi a wasze konie przysposobione, zadmiemy w róg i spotkamy się na placu.

Służka Nova była gotowa by pomóc wam się ubrać. Udała się pierw za baronową Antarii i rozpostarła odzienie umożliwiając przywdzianie go.

///możecie opisać jak Nova wam pomaga xP

Evening Antarii:
-Sylvill, jeszcze jedno pytanie!- zawołała Eve zza zasłony w momencie, kiedy pozbyła się materiału zawiązanego na piersiach. -Ta bariera jest widoczna? Na przykład jak bańka mydlana?- spytała z niekrytą  ciekawością w głosie. -A żadne dzieciaki nie bawiły się w okolicy? Nie chciały przejść przez barierę?-Nova tymczasem wzięła gorset anielicy, zapinany nisko pod skrzydłami, specjalnie wyprofilowany. Było tylko pięć szlufek do zawiązania. Służka stanęła za anielicą i zaczęła wiązać sznurek ciasno, tak jak chciała panna Antarii. Nieważne, że był upał. Wyglądać ładnie trzeba zawsze. A gorsety, choć ciasne, nadawały kształtu tu i tam, nie żeby Eve narzekała na brak krągłości w odpowiednich miejscach. Później Nova podała anielicy bieliznę, przepaska z bioder znalazła się u służki, a Eve ubrała tę część garderoby. Dalej spodnie, skórzane niestety. I buty. Choć te odzienia były bardzo praktyczne w walce, to w klimacie Chatal nie sprawdzały się zupełnie. Na szczęście zbliżał się wieczór, miało zrobić się chłodniej.
Ostatnią czynnością było nałożenie wierzchniej bluzki, którą trzeba było zapinać z tyłu, z powodu skrzydeł właśnie. Anielica wyszła zza parawanu, jasne włosy ponownie związała w kok, by było jej chociaż trochę mniej gorąco.

Narrator:
- Nikt kto ją przekroczył, nie wyszedł z niej. - Odpowiedział, a Oktawia zakładała mu ochraniacze i osłony na krocze.

- Jest widoczna... wygląda tak jakby rozpostarto wokół niej gęstą mgłą i to dokładną, okrągłą niczym słup wokół wieży widać ją jak przez mgłę... to taki jakby... hmmm... walec. lecz na samym szczycie wokół jest jakby pierścień uniemożliwiający przedostanie się górą i ominiecie bariery. Próbowaliśmy wysłać tam sokoła. Niestety pozostał z niego jedynie spalony pierz...

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej