Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
ÂŁzy Fenile - Upadek Barona
Narrator:
po odsłonięciu parawanu pierwsze co uderzyło Evening to okrutnie wilgotne gorące powietrze, a wraz z rozrzedzeniem pary dojrzała postać wewnątrz.
Postać jednak bez broni siedziała za stołem wsparta na dłoniach spoglądając przed siebie w waszą stronę, a przed sobą miał tylko mapę. Po ciele spływały mu krople wody idealni i kształtnie niczym strumyki spływając po względnie dobrze umięśnionym ciele. Poniżej pasa był obwiązany białym materiałem z czerwonymi przeszyciami osłaniając intymne części ciała.
- Wejdźcie, zasłońcie wejście i rozbierzcie się... Chyba że nie chcecie skorzystać z sauny i odświeżenia... - powiedział i wzruszył ramionami. Powiedział delikatnym barwnym głosem i serdecznie się uśmiechnął - dobry chłopak to był.
Wokół namiotu pod ściankami stały wielkie wiadra z wodą, które co rusz pomocnik zawinięty w czarne płachty pozlepiane do ciała dolewał z dzbanów gdy tej zaczynało brakować. w kątach sali stały też stalowe wanny w które można było spokojnie wlać wodę i się wykąpać... najwyraźniej bywalec namiotu szczególnie dbał o takie przyjemności.
- Ja jestem ze straży marchii Chatal, nazywam się Sylvill z Eretu, jestem dowódcą... dobrze że pani przejmie moje obowiązki. - powiedział i uśmiechnął się ponownie zapraszając was dłońmi do siebie. ze spoglądania na Evening prędko zwrócił swój wzrok na orka. - Przepraszam za te niezręczne słowa, ale rzadko widuje się orków w takiej karnacji. miło mi pana poznać. - powiedział i wyciągnął dłoń wstając i pochylając się nad stołem by uścisnąć dłoń gościowi.
Kenshin:
- Czarna magia? Może i tak, ale ten elf musiał mieć niezłe kontakty skoro odszukał kogoś takiego.
Orkowi w głowie pojawiły się nowe obawy, co do tej wyprawy i zaczął czuć się nieswojo, jednakże zmęczenie przez pogodę sprawiło, że stał się obojętny. Kenshin dosłownie bujał się na koniu i jedynie starał się omijać pieszych jego koń również odczuwał zmęczenie, bo nie dość, że na swoim grzebcie nosił ciężkiego masywnego orka to palące słońce nie odstąpiło go na krok. Całe szczęście jednak w tym, że budynki rzucały cień, lecz to było tylko do czasu, gdyż dojeżdżając na główny plac miasta zwący się Vox Populi. Główny plac składał się głównie z przybytków publicznych i administracyjnych przynajmniej na pierwszy rzut oka. Eve w tym momencie zeskoczyła z konia i postanowiła się przejść do głównego namiotu, a ork poszedł w jej ślady i również zeskoczył z wierzchowca następnie wytarł pot z całej głowy w swoją koszulę mieszczanina a była ona lepka jak nie wiem co. Druid nawet nie zdążył odezwać się słowem, gdyż panienka Anatrii tutaj zarządzała i przedstawiła się za niego, więc postanowił czekać na odzew kogoś ze środka. Na szczęście towarzyszy długo to nie trwało i ze środka zdało się usłyszeć męski głos, ale taki serdeczny i miły. Ork wszedł do środka i rozejrzał się dookoła pełno było dzbanów z wodą tak jak kilka wanien, które czekały aż ktoś w nich się umyje, lecz najpierw przywitanie i obowiązki a potem przyjemności.
Kenshin oczywiście na wyciągniętą dłoń człowieczą w jego stronę odpowiedział silnym uściskiem, żeby to wyglądało na porządny męskie przywitanie a potem rzekł.
- Miło mi Sylvill jestem Kenshin.
Następnie opuścił dłoń i zwrócił się do człowieka z prośbą.
- Przepraszam, że się wtrącę, ale nim zaczniemy czy ktoś mógłby się zająć naszymi końmi?
Dla druida sprawa zwierząt miała zawsze priorytet i nie wyobrażał sobie, że będzie bawił się w luksusach kiedy jego koń jest zmęczony, głodny i w ogóle w złym nastroju.
Evening Antarii:
Ork i anielica weszli do namiotu, parnego, ale było tu przyjemniej niż na zewnątrz. Dwóm paladynom kazała zostać w przedsionku, by po prostu pilnować wejścia i nie interesować się zbytnio omawianymi tu sprawami. Choć płachty nie były przecież przeszkodą, przez którą nie dało się słyszeć.
-Ja chętnie skorzystałabym z chłodnej kąpieli- rzekła Eve całkiem poważnie, rozglądając się po namiocie w poszukiwaniu kogoś, kto mógłby nalać wody do wanny. -Jeśli mamy rozmawiać, to potrzebna jest trzeźwość umysłu, a ja, znaczy my, jesteśmy zmęczeni drogą. Nie przywykliśmy do takiego gorąca- wyjaśniła, lecz mężczyzna pewnie był wyrozumiały.
-Poproszę też o wodę dla mych rycerzy. Malachiasz- zwróciła się w stronę przedsionka, wiedząc, że paladyn ją usłyszy.-Przyjdź po wiadro z wodą, obmyjcie się wszyscy- a rycerz wszedł do środka, wziął jedno wiadro od jednego ze sług za przyzwoleniem Sylvilla oczywiście, i wyszedł zasłaniając za sobą materiał. -I tak jak powiedział Kenshin, przydałoby się napoić konie. Ciężko się napracowały- wyjaśniła jeszcze.
-Pan się cieszy, ja jeszcze nie wiem z czym będę mieć do czynienia. Haft mówił o wiwernach i wieży bezczelności, do której ludzie wchodzą, ale nigdy nie wychodzą, a "oddziały pacyfikacyjne są pacyfikowane", tak jakoś to szło- zaśmiała się. Równocześnie jej myśli były daleko od powierzonego jej zadania. Krążyły wokół tych balii z wodą i chęcią odświeżenia ciała po długiej i męczącej podróży.
Narrator:
- ÂŻle myśli się, będąc spoconym, brudnym, za to gorąca sauna, chłodna kąpiel jest zbawiennie przyjemna, pozwoli oczyścić umysł, ciało i zaznać jakże wszystkim potrzebnych uciech cielesnych... no bez głupich skojarzeń. - powiedział is am się uśmiechnął wiedząc jak to zabrzmiało to też delikatnie wytknął język i przymrużył oczko co by jeszcze śmieszniej obrócić niezręczne nazwanie kąpieli czy odpoczynku przy parze rozkoszami cielesnymi... którymi w gruncie rzeczy i tak były...
- Oktwio. - wrócił się do spowitej w czarne płachty postaci. - Odprowadź konie gości do komisariatu, wraz z rycerzami, niech odpoczną w cieniu i tam sobie poradzą. Haft ich zakwateruje w koszarach. Także zostać i zbudź Novę. - powiedział a postać skinęła głowę, zniknęła za parawanami, by po chwili wraz z nią przyszła druga niemal identycznie wyglądająca osoba, spowita w takie same czarne odzienie. Jedna z tych osób udała się w waszą stronę i chyląc głowę wyminęła was bez słowa udając się za zasłonę, na zewnątrz spokojnie zaczęła rozmawiać z rycerzami i wyjaśniać co jak gdzie zrobić. Razem z nimi udała się do komisariatu zabierając ze sobą wierzchowce.
- Nova, pomóż gościom się rozebrać, daj im białe przepaski, ręczniki, co sobie zażyczą zresztą... - Powiedział a Novum już zapraszała was dłońmi za parawany by pomóc wam się przebrać i przygotować wodne atrakcje jakie sobie goście zażyczą.
Evening Antarii:
Słuchając wypowiedzi mężczyzny, anielica stwierdziła, że głodnemu chleb na myśli... Ale nie przejęła się tym wcale. Jedyną uciechą, jakiej potrzebowała, była chłodna kąpiel.
Anielica ucieszyła się, że Sylvill zadbał o jej podwładnych i zwierzęta. Ich dobry stan był wymagany, by móc zmagać się z bestiami, jakimi były wiwerny.
Evening poszła za służką za parawan.
-Poproszę tylko o ręcznik- rzekła cicho do kobiety. Nie chciała nadużywać niczyjej gościnności, a i tak musiała przecież ubrać się w swoje ubrania. Zaczęła powoli rozpinać guziki koszuli czekając, aż Nova naleje wody do wanny.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej