Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

ÂŁzy Fenile - Upadek Barona

<< < (4/29) > >>

Narrator:
Oczywiście wyjałowiona ziemia była wokół szlaku, zaś już kilometr od niej były skarłowaciałe lasy przeradzające się w pełną dżunglę...

Po przekroczeniu murów miasta, gdy rycerze skłonili się na widok Evening, bowiem nikt rycerskiej etykiety ich nie nauczył jak zachować się w stosunku do istoty z zaświatów zatem poradzili sobie jak mogli licząc na to, że następnego dnia nie zawisną na alei niewolników jako zdrajcy. Oczywiście podróżnicy nie mogli znać odlotów Hafta i jego srogiego sędziwego bezprawnego działania...

Wraz z przekroczeniem murów strzeliste wysokie piętrowe domy gęsto poustawiane między sobą, zaczęły rzucać cień przez całą szerokość alei niewolników, która ciągnęła się jak... wyprostowany tasiemiec dajmy na to - do samego końca, do samego placu...


Jest to długa ulica, przy której co rusza postawione są posągi symbolizujące przygniatający los niewolników. Aleja ciągnie się od portu aż do samej centralnej części miasta, mija dzielnicę mieszkalną aż wpada do rynku, na główny plac miasta "Vox Populi". Posągi ukazują niewolników słaniających się pod ciężarem prac, jeden z posągów pokazuje jaszczuroczłeka opartego klatką piersiową o łopatę, ręce bezwiednie zwisają z niej symbolizując jego wyczerpanie i brak sił, by móc ją dzierżyć. Kolejny posąg zaś ukazuje człowieka, nędzarza który odziany jedynie w poszarpane spodnie niesie na plecach kamienny blok jako tragarz, zaś jego mina wykrzywiona w bólu i rozpaczy. Dalsze posągi są analogiczne, pokazują różne rasy i klasy niewolników okazując ich ból i cierpienie, po każdej stronie aleji stoją dwa posągi, które są inne, przysposobione złotem i złotymi ornamentami, dzierżą bat w swych dłoniach, są wyprostowane a z głową uniesioną do chmur. Pokazując wyższość i władzę, jaką sprawowali nad niewolnikami panowie. Aleja ma być przestrogą przed losem niewolniczym.

Gęsto usytuowane domy zagradzające słońcu prażenie wszystkich wokół przynosząc delikatną ulgę wzmagało inny negatywny efekt ciepła, brak przepływu powietrza... ciasno usytuowane domki wysokie i strzeliste blokowały działanie wiatrów wzmagając stagnację powietrza a jednocześnie generując zaduch i duchoty na ulicach... no delikatnie. Ale jak to mówią, wszystkiego mieć nie można.

Po Alei tuż za posągami za głównym przejazdem stały proste prowizoryczne stragany usytuowane jeden przy drugim a za nimi stali kupcy i sprzedawcy oferujące różne dobroci. szczególnie w oczy uderzyły was stragany z soczystymi owocami egzotycznymi, tak cytrusami jak i innymi. Również uwagę waszą przykuł jeden za którym siedział starzec rzeźbiący w drewnie figurki rycerzy, wojowników, jaszczuroludzi. Rył też płaskorzeźby w drewnie z dziwnymi wzorkami. bądź co bądź było to tak banalne jak i zaskakujące.

Szlak ciągnął się i ciągnął w dal a przed wami już ujawniał się koniec drogi a za nim plac "Vox populi"...

Evening Antarii:
Miasto przywitało ich zacienionymi uliczkami i zaduchem. Z deszczu pod rynnę, chciałoby się rzec, ale to tylko taka ironia. Bardzo nieprzyjemna, gdyż myśli o chłodnej wodzie i deszczu zwiększały u podróżnych poczucie beznadziejności w całym tym bezsensownym upale, w którym nie dało się oddychać.
-Kilka osób dostało takie sześciany. Niektórzy zaś pragnęli zgłębić ich tajemnicę- kontynuowała jeszcze rozmowę o kostkach Erosa. -Zachowaj ją. Nigdy nie wiadomo, kiedy stanie się przydatna- zachęciła go uśmiechem. Po czym odetchnęła z ulgą, gdyż wjeżdżali przez bramę do zacienionej części miasta. Przywitały ich ukłony, nad wyraz głębokie i pokorne, jakby ze strachu. Dalej uginały się przed nimi i zwykłymi przechodniami sylwetki niewolników. Zmęczonych, z udręką wymalowaną na twarzy. W tej chwili Evening pomyślała, że jej służki to jednak mają wspaniałe życie. Krixos może trenować i walczyć na arenie kiedy chce. Ba!, nawet najlepszy ekwipunek ma zapewniony. Safra i Narii żyją zaś jak siostry, zajmują się domem, cieszą się dużą wolnością, a wymagane jest od nich jedynie zachowanie we dworze porządku i reguł, wypowiadanie wyuczonych formułek i nalewanie wina gościom. Nic uwłaczającego czci, a i tak Eve była uważana za zbyt surową względem nich. Posągi "panów" zaś idealnie oddawały ich zachowanie. Dumne, egoistyczne, brutalne, poniżające słabszych. ÂŻadne głębsze refleksje nie nasuwały się Eve. Tak urządzony był świat, ona tego nie zmieni. Choć w głębi duszy cieszyła się, że nie podzieliła losu wielu niewolnic, zmuszanych do pracy w różnej maści przybytkach.
Przyjemniejszym widokiem były soczyste owoce, tak pięknie wyglądające, jaskrawe, zdrowe. Chciała poczuć smak pomarańczy, orzeźwiający i słodki. Oczy jej zaiskrzyły na widok arbuzów, ananasów, daktyli...
-Kenshin!- zagadnęła nagle orka, gdy wolnym tempem przemierzali tłoczną ulicę. Anielica zeskoczyła z konia, lądując na ulicy. -Chciałbyś pomarańczy? Czy może awokado?- spytała orka, jednocześnie szukając drobnych, które starczyłyby jej na zakup owoców dla siebie i przyjaciela. I paladynów też można poczęstować.

Kenshin:
Towarzysze po przejażdżce w końcu dotarli do miasta, które o dziwo przywitali ich z iście szacunkiem, bo rzadko kiedykolwiek mu się ktoś kłaniał i to praktycznie do pasa, a może była to jedynie zasługa anielicy, która swym blaskiem zszokowała tutejszych rycerzy? Nie miej jednak byli już w mieście i dla orka okazało się to zbawienne, bo wielkie budowle zrzucały cień w tym zaduchu i jak na taką porę było to zbawienne, ale nawet słońce w pełni nie odstraszało ludzi na straganach, co ruszy przechodzących po pełnych uliczkach ledwo co ork mieścił się ze swoim rumakiem, co rusz musiał omijać przechodnia, by go nie potrącić.
- Dlatego swój też później posprawdzam.    
Powiedział odwzajemniając uśmiech choć w jego przypadku nie był taki uroczy i niewinny, jednak był to uśmiech od szczerego serca. Kenshin nie wahał się oglądać straganów, które były dość ciekawe i niespotykane od tych na Valfden. Pełno znakomitych owoców nie tylko z drzew a morza również. Ork kojarzył je ze swojego rodzinnego domu pełno specjałów jak ośmiornice, jeżowce i inne smakołyki. Kenshin wsłuchując się w propozycję anielicy zgodził się na nią, bo co mu tam.
- Z chęcią spróbuję tutejszych pomarańczy, ale że w zamian, Ty stawiasz to w drodze powrotnej zrewanżuję się i coś Tobie kupię, byśmy byli kwita.     
Druid nawet nie zamierzał słuchać sprzeciwów od kobiety taka odwzajemniona przyjacielska przysługa albo po prostu nie chciał wykorzystywać majątek przyjaciółki.

Evening Antarii:
-Niech tak będzie- zaśmiała się Eve, choć przecież nie potrzebowała nic w zamian. Chciała tylko przyjacielowi dać słodki podarek, typowy dla archipelagu, a rzadziej spotykany na Valfden. Może w jej południowych gminach też rosną pomarańcze?
Podeszła do jednego ze straganów. Wcześniej uważnie obejrzała stoiska i sprawdziła, gdzie owoce wydają się najświeższe i najbardziej dorodne.
-Poproszę dziesięć pomarańczy, najbardziej słodkich i soczystych, jeśli można- rzekła do sprzedawcy. Oczywiście nie musiały to być najlepsze owoce na całym Chatal. Chciała jedynie wywrzeć trochę presji na sprzedawcy, aby wybrał dobre sztuki.

Narrator:
Stojąc przed straganem z owocami, gdzie była wywieszka na temat cen owoców, dojrzeliście że ceny wahają się od 1 grzywny po 2 zależnie od owocu, takie jak banany, pomarańcze, cytryny, awokado, lichi były po jedną grzywnę, zaś kokosy, ananasy, arbuzy zaś kosztowały 2 grzywny, wyglądały zaiste soczyście, zaś wywieszki głosiły że owoce najlepiej gaszą pragnienie dając jednocześnie przyjemności dla podniebienia.

Nagle Malchiasz podjechał trochę bliżej i zwrócił uwagę dwójce raczącej się uśmiechami i życzliwymi propozycjami kto co komu kupi.
- Ktoś nas obserwuje. Za plecami. - powiedział przyciszonym głosem zrównując się z Evening, by po chwili wrócić na swoje miejsce w szyku.

W tym momencie zapytany sprzedawca prędko zaczął zbierać pomarańcze do pętanej rzemykami, dratwą torby i podał zamawiającej jednocześnie racząc ją ceną.
- A za dziesięć to i 10 grzywien poproszę...


Pod siłą sugestii Malachiasza z pewnością zwróciliście wzrok za plecy, tam mgnieniem oka Evening spotkała wysoką postać czarnowłosego elfa, szczególnie charakterystycznego.


Jednak wraz z kolejnym mgnieniem oka postać zniknęła w tłumie i widziana postać mogła równie dobrze zostać uznana za przewidzenie...

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej