Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

ÂŁzy Fenile - Upadek Barona

<< < (27/29) > >>

Evening Antarii:
Wreszcie gęsty las ustąpił, a zamiast dżungli pojawił się zwykły piach na którym spały wiwerny. Eve ucieszyła się z takiego terenu walki, gdyż nic nie przeszkadzało w starciu, wszyscy rycerze będą mogli rozstawić się na wolnym terenie, a miejsca nie zabraknie. Było jeszcze chłodno, co było dodatkową zaletą i dawało im przewagę. Nad okolicą zaś górowała wieża, niezwykle szeroka, pnąca się w górę, ale nie ona była najważniejsza, tylko sześć wiwern, które należało zlikwidować. Im szybciej tym lepiej.
Kenshin jako pierwszy dał znak do ataku. Za nim swą walkę zaczęli też paladyni. Wilhelm przemieścił się do wiwerny oddalonej o 10 metrów od tej, którą zabił ork. Jego miecz już był gotowy do użytku. Jednakże wszystkie zwierzęta zbudziły się nagle, wszystkie na raz, jakby rażone impulsem. Był to zwykły zwierzęcy instynkt, choć aż dziwne że bestie nie wyczuły ich wcześniej, tylko spały spokojnie. Teraz zostały wyrwane ze spoczynku i musiały stoczyć bój. Nie od dziś wiadomo, że to dość głupie zwierzęta. Niestety z tą głupotą łączy się też agresja. Wilhelm dopadł do jednej z wiwern. Stała ona już na nogach i rozpostarła swoje wielkie skrzydła. Podbiegła do wojownika i zaatakowała go żądłem. Sprawny unik pozwolił uniknąć ciosu. Potem wystarczył jeden sprawny ruch dłoni i miecz zagłębił się w bok zwierzęcia. Wbił się łatwo, kalecząc większość narządów wewnętrznych wiwerny. Krew obficie spływała na piach i wsiąkała w niego.
W tym samym czasie inni nie próżnowali. Michał wraz z jednym ze rycerzy Chatal walczyli z wiwerą, która z początku zaatakowała ich z powietrza, jednak nie zdążyła wysoko wzlecieć, gdyż paladyn wypowiedział inkantację -Izeshar, wcześniej pobierając energię magiczną. Pocisk esencji zwęglił łeb wiwerny, kończąc tym samym jej żywot.
Ronm którego ulubioną bronią był kiścień, zbliżył się do przeciwnika. Przerośnięty jaszczur szarżował w jego stronę. Broń paladyna była już jednak w ruchu i nawet rozpostarte skrzydła nie robiły na nim wielkiego wrażenia. Znał swoje umiejętności. Tak poprowadził kolczastą kulę, że trafiła wiwernę w szyję, a on sam zdążył schylić się, by nie zostać ugodzonym przez żądło. Wiwerna zaryła w piach, lecz paladyn szybko do niej dopadł i mocno uderzył kilka razy w grzbiet i głowę. Kolce poraniły skórę bardzo boleśnie. Posoka znów rozlała się dookoła.
Tymczasem Evening wzniosła się w powietrze. Zrobiła nad terenem jedno kółko, by rozeznać się szybko w sytuacji i rozpędzić trochę. Dostrzegła to jedna z wiwern. Głupi jaszczur także oderwał się od ziemi. Evening pożałowała, że zachciało jej się zaatakować z powietrza. Bezpieczniej byłoby rozegrać to zwyczajnie na ziemi. Jednak już było za późno. Antarii musiała wykonać nagły i szybki zwrot w powietrzu, by nie zostać ugodzoną żądłem rozwścieczonej wiwerny. Przeciwniczka anielicy nie była taka niezdarna w powietrzu, choć jej nietoperze skrzydła były bardzo duże. Do tego dochodziły pazury, które właśnie zwierzały w stronę Eve niezwykle szybko. Evening zdążyła jednak skoncentrować się, co nie zabrało jej wiele czasu, gdyż mała to wyćwiczone. Przemieściła się za wiwernę. Ta przeleciała dokładnie w tym miejscu, gdzie przed chwilą znajdowała się Eve. Zdziwiona, lecz wciąż dość niemądra wiwerna, poszybowała dalej, łypiąc w dół, szukając ofiary. Jednakże niedługo już miała być martwa.
Anielica użyła jednego z prostszych zaklęć z dziedziny życia. Nie warto było się wysilać. Skupiła szybko energię, poczuła jak krąży w jej żyłach. Nad jej dłonią pojawiła się kula przypominająca tą armatnią. Zbliżyła się do wiwerny na jakieś 10 metrów. -Izeshar!- krzyknęła, gdy wyczuła odpowiedni moment. Przy pomocy telekinezy śmiercionośny pocisk pognał w stronę istoty, która zacharczała w dziwaczny, gadzi sposób i zaczęła opadać w dół. Jej nietoperze skrzydła stały się bezwładne, a rana po pocisku zrobiła się czarna. Zaśmierdziało też spalenizną.
Wiwerna spadła w piach, wzbijając niewielkie chmury kurzu.


//Paladyni: 3 wiwierny, 2 mieczem i kiścieniem, jedna pociskiem esencji. Eve: pocisk esencji.
Została 1 wiwerna. (Kensh, dla ciebie :) )

Kenshin:
Dla orka wszystko potoczyło się tak szybo, że nawet nie zdążył odpowiednio zareagować, bo praktycznie dając znak do ataku rycerze i anielica się praktycznie wszystkim zajęli to była niewyobrażalna sytuacja i jakie wspaniałe kombinacje wyszły. Kenshin był pełen podziwu dla nich do tego stopnia, że aż nie zwrócił uwagi jak jedna z wiwren wbiła się w powietrze i zaczęła pikować w stronę orka tak jak to wyglądało we śnie, jednakże teraz nie był nagi, gdyż ma swój łuk oraz strzałę gotową do ataku!   
    Druid nie czekał już więcej, tylko się otrząsnął jakby z letargu i zaczął mierzyć do bestii z mithrilowego łuku mając na cięciwie już przygotowaną strzałę z tego samego materiału co łuk i był gotowy na bestie. Wiwrena była już gotowa do ataku swoją paszczą, lecz ork nie czekał aż do tego dojdzie po prostu musiał zmienić wydarzenia z jego nocnej mary w nową rzeczywistość i tak właśnie uczynił. Kenshin wymierzył w łeb bestii oczekując dobrego momentu ataki pojawił się po krótkiej chwili i wypuścił strzałę z objęć cięciwy. Pocisk poszybował pod kątem z każdą chwilą zbliżając się do przerośniętej jaszczurki, która nie była świadoma ataku dystansowego. Strzała leciała z zawrotną prędkością trafiając stwora bezpośrednio w paskudne czoło. Grot przebił czachę i było nawet słychać chrupnięcie podczas kontaktu kości ze strzałą a następnie kreatura powoli skręcała na bok, kiedy jej mózg został penetrowany aż w końcu padła martwa i runęła na miękki piasek z dość zawrotną prędkością do tego stopnia, że podczas kontaktu z podłożem zrobiła się wielka chmura kurzu i piasku a nawet słychać było charakterystyczne chrupnięcie innych kości tak szybko owa bestia spadła.
Ork sądził, że to będzie koniec wrażeń na ten słoneczny poranek jednak nie wszystkiego można być pewien grunt, że nie umarł jak we śnie. - Chwała niech będzie Ventepi oraz jej wybrańcom. Dodał sobie otuchy oraz zapytał. - Wszyscy cali? Teraz czekał na uspokojenie wszystkich, by mógł zabrać się za oprawianie tej zwierzyny

Pozostaje :
12x Mithrilowych strzał

0x wiwren 

Evening Antarii:
Eve przewróciła oczami na te "modły" Kenshina. Wylądowała bezpiecznie wśród trupów wiwern. -Wszyscy cali. Spisaliście się bardzo dobrze. Nie wiem dlaczego rycerze z Chatal mieli z tą garstką problemy... Kensh, ile zajmie ci oskórowanie?

Narrator:
Gdy tak staliście wśród ciał zaczynając "coś w formie odpoczynku rozległ się pisk i nieprzecinające powietrze syczenie, gdy rozejrzeliście się wokół, wśród szczytu wież dojrzeliście kolejne wiwerny, które pikowały w waszą stronę. Kenshin zauważył, ze ta sytuacja jest bardzo podobna do tej, którą doświadczył we śnie... niemal identyczna - tylko nic go nie unieruchamia.

Z przestrzeni powietrznej w kierunku grupy szybowało 5 wiwern, jedna do Evening, jedna do Kenshina, pozostałe 3 w kierunku grupki rycerzy...

5x Wiwerna (odległość 100 metrów w górę, lecą wprost na was z zawrotną prędkością :P

Kenshin:
- Jakąś dobrą godzinę to na pewno......... Odpowiedział, ale nim zdążył zabrać się za to co zamierzał rozległ się wielki pisk i skowyt, bo w odległości jakiś 100 metrów kolejne wiwreny leciały w kierunku towarzyszy. Orkowi dopiero ta sytuacja była podobna do jego snu choć wcześniejsze, lecz wymuszone latanie wiwreny i pikowanie w niego również przypominało jego wizje, jednakże teraźniejszy obraz znacząco odzwierciedlał sen. W końcu rzadko ma się świadome sny, ale teraz nie stał nagi i w rękach miał broń, którą natychmiast wykorzystał.
    Druid wykorzystał to, że zwierzę leci bezpośrednio na niego i to z dużą prędkością, co natychmiast wykorzystał dobywając kolejną strzałę z mithrilu następnie umieścił ją na cięciwie swego łuku, którą mocno naciągnął i po chwili mierzenia w łeb bestii wypuścił strzałę. Pocisk poleciał pod kątem ostrym trafiając zbliżającą się bestie z zawrotną prędkością bezpośrednio w łeb. Wiwrena rozłożyła skrzydła bardzo szeroko, po czym tor jej lotu zmienił się a na pewno lekko wyhamowała, kiedy jej mózg został spenetrowany przez grot strzały. Kenshin zrobił krok w bok, bo obliczył gdzie wiwrena wyląduje i tak się właśnie stało według jego obliczeń, że padła tuż przy nim. Bestia wydała ostatni syk a jej dusza powędrowała do samej Ventepi, by jej móc od teraz służyć.
Druid wierzył, że reszta poradzi sobie równie dobrze i szybko uporają się z bestiami.


Pozostaje 11x Mithrilowych strzał


4x Wiwerna (odległość 100 metrów w górę, lecą wprost na was z zawrotną prędkością

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej