Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
ÂŁzy Fenile - Upadek Barona
Kenshin:
Kenshin spoglądał sporo czasu w niebo bijąc się w myślach nie mógł on zasnąć, jednakże po pewnym czasie i to ze zmęczenia zasnął, ale to nie był sen sprawiedliwego, lecz czujny taki, coby mógłby się od razu obudzić i walczyć w obronie swojego życia, co niestety i tak na nic się to zdało, bo zapadł się w śnie i to na dobre. Orkowi we śnie pojawił się w czarnej przestrzeni. Nie wiedział co ma to symbolizować, ale jedno było pewne nie mógł wiedzieć gdzie się znajduję ani jak opuścić to miejsce, nie wiedział czy musi spełnić jakiś warunek, by opuścić tą czarną przestrzeń dopóki nie dojrzał dwóch złotych ślepi, które wydawały mu się dziwne znajome i to one pociągnęły ork do przodu zatracając go w tym wszystkim. Oczy przyciągnęły go jak magnez a on sam nie miał jak się z tego wyrwać, tylko ślepo poddać się wizji, która po zbliżeniu się do ślepi spowodowała u orka odrętwienie, nie mógł się zorientować gdzie jest ani też co się wokół niego dzieje. Dopóki ta nieprzenikniona ciemność zamieniona została porankiem zgoła nieoczekiwanym, dopiero wtedy Kenshin zorientował się, że jest calusieńki nagi tak jak go Ventepi pani życia stworzyła i mógł się dokładniej rozejrzeć, bo miał władzę w głowie oraz rękach, jednakże po szybkich oględzinach mógł stwierdzić, że jest w okolicy wieży wysokiej aż do samych chmur a sama wieża mieściła się na wyjątkowej plaży fale biły o brzeg i było bardziej klimatycznie niż można było się spodziewać.- Wieża bezczelności. Mówił w we śnie, a może na jawie, ale nie było tak pięknie, bo po chwili nadleciała wiwrena, która pikowała bezpośrednio na nagiego i bezbronnego orka, lecz ten pomimo, że chciał zrobić unik nie mógł go uczynić z takich powodów, że jego nogi były zamurowane. - Rusz się, rusz, się!........... Rusz się! Zabrzmiało to jak rozkaz, ale został zignorowany przez nogi i pozostało jedynie patrzenie się bezbronne na potwora ze skrzydłami, które wylądowało tuż przed nim rozdziawiając swoją paszczę w geście szyderstwa i tryumfu nad bezbronnym orkiem, ale druid nie czuł strachu nie zawahał się ani na moment, bo wiedział, że trafi on do Ventepi polować na jej łąkach i lasach. Dlatego zła się nie uklęknął, kiedy paszcza pełna kłów odgryzła mu głowę i w świadomości orka nastała pustka, która ponownie została wypełniona przez oczy, te złote oczy pewnie nie raz będą mu się jeszcze śnić, lecz tym razem poznał właściciela tych ślepi a był to zwiastun śmierci Elthizar taki sam do, którego mierzył na ścieżce przez dżunglę również jego zachowanie było podobne, bo spoglądał na orka z politowaniem i żałością. Jednym słowem cały ten sen był ostrzeżeniem a ork wiedział, że sny potrafią się ziścić zwłaszcza takie realne, czyżby Kenshin miał jutro umrzeć? O tym dowie się za chwilę, bo obudził się zlany potem choć nie bał się śmierci to miał prawo poczuć się dziwnie i tak właśnie było, kiedy rozglądał się po obozie zauważył, że część się zbudziła a reszta powoli dochodziła do siebie, kiedy ciemne chmury zostały przecięte przez pierwsze promienie słońca. Kenshin również wstał wytarł swoje mokre czoło o rękaw koszuli i poszedł oddać się potrzebie fizjologicznej za jakimś większym krzakiem a następnie poszedł się napić wody tego teraz potrzebował, by jakoś się otrząsnąć z tej zgubnej wizji, potem pozbierał swój ekwipunek i był gotów do podróży w okolice wieży, by ziścił się jego sen choć nie zamierzał umierać jeszcze nie teraz, nie teraz!
Evening Antarii:
Po kilkunastu minutach obracania się z boku na bok, próbowania wyciszenia się, anielica usnęła, lecz ten stan, w którym należało się zregenerować i wypocząć, przyniósł kolejne obrazy, na dodatek męczące, gdyż przepełnione czymś, co już kiedyś przeżywała. Wizje, które w jej umyśle tworzył Tausae, były bardzo podobne do tego snu. Przyjaciele, śmierć... A wszystko po to, by zadać jej ból gorszy od fizycznego.
Wznoszenie się w powietrzu we śnie było znacznie łatwiejsze od wysiłku, który musiała włożyć w rzeczywistości, by się unieść. Nagość odzwierciedlała jej bezradność. Wśród zranionych włócznią osób byli jej przyjaciele, ci dalsi i bliżsi, a nawet kilka osób, których tu teoretycznie nie powinno być. Wszyscy jednak zaś zostali zabici ostrzem wbitym w pierś, bez wyraźnego powodu.
Przed nią pojawiło się zwierzę, bardzo przyjazne i miłe, kontrastowe do śmierci wokół. Jego wzrok dawał nadzieję, że pomimo tego złego, czego doświadczyła ostatnio, wszystko będzie dobrze... Chyba...
Zbudziła się o świcie, krzątanina innych wyrwała ją ze snu, kończąc tym samym ową wizję, smutną choć optymistyczną na koniec. To sprawiło, że Eve nie wiedziała co ma myśleć o śnie. Czy brać go jako zapowiedź szczęścia, czy wręcz przeciwnie.
Eve zebrała swoje posłanie, derkę zwinęła w rulon i przyczepiła do juków Pałasza. Wierzchowiec zaś mógł się nacieszyć wolnością od natrętnych much gdyż zwyczajnie ich tu nie było z powodu złej atmosfery tego miejsca.
-Zbierajcie się, zaraz wyruszamy, póki słońce nie wzeszło- przeszła się wokół obozowiska, by dobudzić resztę osób. Kilka rycerzy spało jeszcze dość twardo, jakby nie chcieli się zbudzić. Czas jednak gonił.
Kenshin:
Ork krzątał się po obozie gasząc ognisko, kiedy również razem z nim wstała anielica i chcąc zapytać czy miała równie iście niepokojący sen powiedział.
- Jak się spało? Bo mój sen nie był taki spokojny a nawet trochę dziwny taki realny.
Mówił normalnie bez strachu w głosie.
Evening Antarii:
-Też miałam jakiś nienormalny sen. Mój był tylko trochę "straszny". I podobny trochę do wizji, którymi dręczył mnie Tausae... Wiesz, wszyscy przyjaciele, pozabijani, i to moją włócznią, jak ja nigdy włóczni w ręce nie miałam. Ale później przyszło jakieś białe zwierzę, coś pomiędzy psem a wilkiem, i w oczach miało taką dobroć i spokój. Więc nie wiem czego mogłabym się spodziewać, czy to dobra wróżba czy zła. Wydaje mi się, że bardziej dobra raczej. Może to przez tą podejrzaną okolicę te sny?
Kenshin:
- Ja natomiast widziałem swoją śmierć, którą zadała mi wiwrena koło wieży bezczelności, jednak nie czułem strachu, bo ma wiara w Ventepi była silniejsza. Mi się trafił nasz wspólny znajomy zwący się Elthizarem, który patrzył z pogardą a jednocześnie żałością w oczach, także mój sen był raczej zły, bo na co dzień nie trafia się takie rzeczy jak zwiastun śmierci. Doprawdy dziwne te omeny nam się trafiają i widzę, że masz słuszność, bo może tak być, że przez te tereny coś nam się w głowach pojawiło.
Mówił spokojnie, bo jakoś tak się zdarzyło, że Kenshin czuł niezwykły spokój idąc na bitwę wręcz śmiertelną.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej