Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

ÂŁzy Fenile - Upadek Barona

<< < (25/29) > >>

Evening Antarii:
-ÂŚniła ci się własna śmierć!?- spytała z niedowierzaniem. Według niej to był najgorszy omen. Jednak snom nie można wierzyć, ale ten tak tak bardzo pasował do sytuacji, jakby opisywał przyszłość. -Może to właśnie Ventepi chciała ci coś przekazać? Na przykład właśnie to, byś się nie bał?- mówiła, już bardziej uspokojona. Dolała Pałaszowi wody i zawinęła worek, by koń miał lepszy dostęp do owsu. Pogłaskała go po szyi. -To niepokojące... Ale nie możesz dać się opanować świadomości, że zginiesz. To był tylko wytwór twojej wyobraźni i śpiącego, nieświadomego umysłu. Ten obraz podsunął ci dzisiejszy dzień - spotkanie z elthizarem i świadomość niebezpiecznej walki. Nie przejmuj się Kensh, będę gdzieś blisko, a przynajmniej postaram się- Eve chciała go pocieszyć, a jednocześnie przekazać, nie wprost, że jego życie jest dla niej ważniejsze niż jej braci paladynów, nie mówiąc już o rycerzach Chatal.

W tym czasie zarówno rycerze jak i paladyni byli już gotowi do wymarszu. Każdy miał przy pasie swoje bronie, wypolerowane, naostrzone. W tym porannym świetle wszystko wyglądało na jeszcze bardzo senne, tymczasem oni musieli się obudzić i skoncentrować, gdyż nie czeka ich byle jaki pojedynek na sali treningowej.
-Czas ruszać!- odezwała się do wszystkich. Po czym najzupełniej spokojnie poprawiła swój miecz z czarnej rudy przy pasie i ruszyła ścieżką naprzód, w stronę wieży bezczelności, dokąd konie nie chciały iść.
Po rozmowie z przyjacielem Evening podeszła do Sylvilla. -To możliwe, żeby ta okolica podsuwała senne wizje o jakimś znaczeniu, albo w charakterze przepowiedni? - zapytała o to cicho, poufale, by nikogo nie martwić. Szczególnie orka...

Kenshin:
- Dokładnie tak śmierć z paszczy wiwreny. Dopowiedział potwierdzając słowa anielicy. Druid mówił spokojnie bez jakiś obaw wewnętrznych czy tam zewnętrznych na przykład poprzez drżenie głosu czy trzęsienie się dłoni. Kenshin nie odczuwał lęku, obaw po prostu niczego był jak skała bez emocji i pragnień chociaż dobrze robiło mu się na sercu, kiedy anielica wybranka Zartata i do tego nieśmiertelna pocieszała go cały czas zapewniając, że nic mu nie będzie w takich momentach pocieszania pewnie, niektórzy popadliby jeszcze bardziej w zatracenie i skupiali na symbolice snów, jednak nie ork wybraniec Ventepi.
- Będzie dobrze. Wierzę, że nic mi się stanie a sen to sen, jakoś wydaje mi się, że wszystko potoczy się według innego scenariusza, że i razem damy radę wrócić z tej wyprawy cało. Starał się uspokoić anielice, która była bardziej zaniepokojona tymi snami niż sam zainteresowany ork. - Najwyżej Ventepi weźmie mnie do swego świata szybciej, aniżeli mógłbym to przewidzieć, ale nie przejmujmy się tym teraz, bo czas okaże co ma dla nas zaplanowane. Druid prawdopodobnie pogodził się z wizjami oraz snem i szedł w sumie po swoje przeznaczenie. Teraz po tych słowach podszedł do konia i poklepał go dając mu życiodajnej wody, bo pomimo że postawił go w cieniu to nie chciał, aby biedaczysko męczyło się w taką pogodę, która ma dopiero nastąpić. Jednak padł rozkaz wymarszu, więc poprawił swoje bronie szczególnie kołczany ze strzałami, bo dzięki nim będzie miał jakiekolwiek szanse z wiwrenami. Kenshin nie myślał już o nocy a skupił się na teraźniejszości i zadaniu jakie na nim czuwało miał zdobyć skóry i to zrobi choćby i miał zemrzeć!       

Narrator:
Wszyscy rycerze powolnie się krzątali, powolnie przygotowywali do wymarszu mając w głowach własne sny, których doświadczyli tej nocy. Gdy wszyscy byli gotowi do wymarszu razem z Evening i Kenshinem udali się za nimi w kierunku wieży.

Sylvill zapytany o sen w końcu odpowiedział.
- Sama okolica to nie... spotkanie Elthizara zawistuje coś złego... może chodziło właśnie o koszmary albo coś. Też miałem koszmary... Mardil maltretowała mnie swoim wachlarzem... - odpowiedział ponuro nie ujawniając co miał na myśli poprzez maltretowanie. Westchnął po chwili milczenia. - Ale na szczęście we śnie pojawił się Cozar przerywając wizję. Wiele jest opowieści, ze widząc Elthizara nie można być dla niego niemiłym, bowiem msći się nawet we śnie, a opornych nawet do obłędu potrafi doprowadzić. Każdy opowiada, ze przed snem pamięta wycie wilka... może nas uspał albo coś... nie wiem się nie znam na tym wszystkim... nie lubie tych nieznanych stworzeń bo to nigdy nic się nie wie... - Mówił idąc tuż obok Evening i Kenshina

Kenshin:
Ork szedł razem z Evening i Sylvillwem a wsłuchując się jego wyjaśnienia mógł stwierdzić jedno. - Mści się zasrany kundel za to, że miałem czelność mierzyć do niego. Powiedział sobie w myślach i już żałował swojej decyzji, że nie oddał tego strzału, bo by to wszystkim ułatwiło zadanie i nie musieliby mieć wizji. Kenshin nie zachowywał się spokojnie jak na druida przystało, po prostu był zły i stracił na chwilę rozum, bo zamiast cieszyć się z daru jaki otrzymał móc zobaczyć takie niezwykłe stworzenie to planował zamordowanie Elthizara i postąpił nie według zasad Ventepi, więc teraz ma za swoje, ale do szaleństwa nie będzie jak miał go doprowadzić, gdyż Kenshin
był już szalony a do tego opętany!Także szedł teraz w milczeniu obok swych towarzyszy z nadzieją, że uda mu się przetrwać walkę z wiwrenami a nie zginąć od nich.

Evening Antarii:
-Mam nadzieję, że zwiastował właśnie koszmary jako to coś złego, a nie czyjąś śmierć- Eve przetarła dłonią zaspane oczy. -Tak... Wycie wilka też było. Miłe zwierzątka tu macie- dodała z nieukrywaną ironią. W istocie stworzenia tutaj zdawały się czyhać na człowieka, raz by go pożreć, drugi raz by go ostrzec przed "czymś złym", ale pewnie też z chęcią nie pogardziłyby ludzkim mięsem w postaci posiłku.
-Maltretowanie? Wachlarzem?- chyba wiadome dlaczego Eve zwróciła uwagę na tę część wypowiedzi. Uśmiechnęła się przy tym lekko, nikt jednak tego nie zauważył.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej