Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Morza szum, rumu smak
Kazmir MacBrewmann:
George odwzajemnił uścisk, Kazmir też uścisnął rękę kapitana.
- No, to zabieram was na Dihok. Zapoznacie się z okolicą. Załoga! Odpływamy z tej krainy tęczy i jednorożców. Wydał rozkazy wchodząc na mostek galeonu.
TheMo:
-Komu w drogę, temu czas!
Powiedział gdzieś zasłyszane powiedzenie na wieść, że odpływają. Jednak nie chciał siedzieć bezczynnie przez całą podróż. Na początku drogi postanowił się rozruszać i tak zrobi. Rozejrzał się więc po pokładzie spoglądając na uwijających się marynarzy i szukając miejsca, gdzie będzie mógł komuś pomóc.
Kazmir MacBrewmann:
Nie było jednakowoż po co pomagać, Themo i Kaz byli tu pasażerami. Kazio udał się do kambuza.
TheMo:
Nie było nic ważnego do roboty. Dlatego, by nie nudzić się, Themo musiał znaleźć jakieś zajęcie na siłę. Spojrzał w dół, na stój tors i nogi. Niedawno polerował zbroję. Niedawno, czyli na noworoczny festyn. Jednak nie używał jej za bardzo, więc nie posiadała żadnych zabrudzeń, jedynie straciła swój połysk. W zasadzie teraz nie musiała się świecić jak psu jajca. Co innego dawno nie używana broń. Jedyne momenty, kiedy była wyciągana to treningi w Bastardo, które też zaniedbał. Dlatego też znalazł miejsce, gdzie mógł sobie usiąść i wyjął Rzeź Bękarta z pochwy. Stalowy miecz, który dużo już przeszedł. Chyba najwyższy czas zakupić nowy. Zaczął ostrzyć swoją broń, by mogła w przyszłości normalnie przebijać się przez ciała wrogów bez wkładania większej siły w uderzenie.
Kazmir MacBrewmann:
Kazmir zaś sprawdzał w kambuzie zawartość beczek na obecność C2H6O. Znalazł jedną beczułkę miodu i przygarnął ją sobie, załoga nie protestowała, bowiem syn Grotha jest hojny i lubi czynić dobro (swemu bezpośredniemu otoczeniu) tak więc podzielił się z tymi co akurat mieli przerwę.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej