Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Morza szum, rumu smak

(1/29) > >>

TheMo:
Nazwa wyprawy: Morza szum, rumu smak
Prowadzący wyprawę: Kazmir aep Groth
Wymagania do uczestnictwa w wyprawie: Bycie Bękartem Rashera
Uczestnicy wyprawy: Themo, Kazmir aep Groth
Themo wziął w dłoń kufel piwa i zajrzał do środka, zupełnie ignorując, ze przed chwilą go opróżnił. Jedynie pianka ściekała po jego wewnętrznych brzegach. Przechylił go lekko, by móc ujrzeć puste wnętrze. Kiedy już upewnił się, że nic z trunku nie zostało, odłożył go na stół i podniósł się z krzesła.
-No to idziemy Kaziu, bo nam dupy w końcu do tych stołków przyrosną.
Podniósł swój hełm i włożył go na głowę. Schował jeszcze wystającą grzywkę, by ta nie opadała mu na oczy.

Kazmir MacBrewmann:
- Jo, swojo drogo, kaj sie podzioł Melkior i reszta? No mówie ci ja że to cosik podejrzane est. Powiedział wstając od stołu.

TheMo:
Themo rozejrzał się po sali. A raczej błądził wzrokiem po pustych krzesłach. Sam nie wiedział na co liczył. Wrócił spojrzeniem na Kazia i wzruszył ramionami.
-Cholera ich wie. Jak wrócili z tego pechowego rejsu tak ich mało co widać. I dziwnie się zachowują. Wszyscy, jak jeden mąż.
Zgodził się z podejrzeniami Kazia. Po raz pierwszy widział, żeby ktoś paradował po zamku z nabitą kuszą, poza treningiem strzeleckim. Niestety, Themo nie wiedział co im może dolegać. Przypuszczał, że to jakiś uraz po takiej porażce. W sumie nic dziwnego, jedyny opętany, którego spotkał to był jego były towarzysz, który pod wpływem demona próbował pozabijać wszystkich w zasięgu wzroku. Obecnie nikt tego nie robił, więc trudno było Bękartowi domyślić się prawdy.
-Niestety, nie znam się na umysłach i nie wiem co w ich głowach siedzi. Nie kojarzę też żadnego znawcy od tego. Spokojnie, to silne chłopy, przejdzie im.
Powolnym krokiem, by krasnolud mógł nadążyć wyszedł z zamkowej tawerny i krocząc po krętych schodach kierował się na dziedziniec.

Kazmir MacBrewmann:
- Bo ja wiem, tera pełno jest demonicznego gunwa. Raz jakeśmy z Silionem jechali do Chmielowa to na nas taki jeden chuj wyskoczył, coś o zemście i oszukiwaniu bodajże pierdolił. Nie n a mój łeb to. Kazio szedł za Themem.

TheMo:
-Jeszcze tego nam brakowało. ÂŚcierwo jakoś wyłazi zza bariery, albo przypływa z kontynentu. O demonach wiem jedynie tyle, że można je utłuc czymś srebrnym. I mogą kogoś opętać, sam na Zuesh widziałem. Na tym moja demonologia się kończy.
Zmrużył nieco oczy, gdy astasowe słońce zaświeciło mu w twarz po wyjściu z zamku. Zajęło mu chwilę by przyzwyczaić się z półmroku w zamku oświetlonym pochodniami, do pełnego dziennego światła. Spojrzał na plac musztry. Irina robiła to co zwykle, czyli męczyła rekrutów. Themo uważał, że to ona odwala tutaj najważniejszą robotę. Jeśli te żółtodzioby przeżyją jej szkolenie to żadna walka nie będzie im straszna. Do gnębienia psychicznego też się nie przyczepiał. Jak ktoś był za słaby to mógł odejść, albo wziąć się w garść. Dzięki temu w czasie boju nie obsra się ze strachu i nie będzie wołał do mamusi zamiast walczyć. Tak rozmyślając szedł w stronę stajni mając cały czas wzrok zwrócony w ćwiczących najemników. Wrócił na ziemię, gdy jego nozdrzy dotknął charakterystyczny zapach koni wydobywający się ze stajni. Zatrzymał się i wodził wzrokiem za stajennym. Gdy go ujrzał, podszedł do niego.
-No witaj. Wydaj nam dwa osiodłane konie.
Rozkazał wręcz. A co się będzie, niech wiedzą kto tu jest dowódcą. Jednak jego ton nie był jakoś wyraźnie dosadny. Zwykłe polecenie, jakie często wydają ojcowie do synów. Może i był tu kimś ważnym, ale nie wymagał, by stawali przed nim sztywno, jak kutasy z rana. Przynajmniej nie podczas akcji.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej