Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Historia złotego nocnika
Tyrr aep Nargoth:
Oddałeś klucz.
Wszedłeś do sali, twym oczom ukazała się piątka ÂŁowców siedząca przy stole z kimś kto wyglądał na kapitana czegoś co pływa. Karczmarz zaś stał za szynkwasem.
Silion aep Mor:
Mężczyzna podszedł do szynkwasu i usiadł na stołeczku. Położył także klucz na blacie i spojrzał na karczmarza rozespanym wzrokiem. Gdy przechodził przez salę udawał że nie zauważył samotnych łowczych. Postanowił o nich zapytać karczmarza.
- Co to za jedni drogi karczmarzu? Widzę wśród nich chyba kapitana. - rzekł cicho tak by tylko rozmówca usłyszał.
Tyrr aep Nargoth:
- Samotni ÂŁowcy, kurwa do wczorajszej nocy nie sądziłem że się na nowo organizują. I tak, siedzą z kapitanem Cyrylem.
Silion aep Mor:
- Tak więc są oni jakimś problemem? Opowiedz mi o nich coś więcej, czym się zajmują, czego tu szukają, ogółem wszystko co o nich wiesz. Ponadto, co się wydarzyło wczorajszej nocy? - zapytał zaciekawiony.
Tyrr aep Nargoth:
- Nie, nie są problemem. Po prostu... uważano że zginęli razem ze swym państewkiem, Aldaarem. A tym czasem okazuje się że przetrwali, zorganizowali na nowo, bądź znaleźli naśladowców. Jak byłem młody to ich obecność zawsze zwiastowała trupy, budzili respekt i strach. Mordowali wszystkich, o ile cena była odpowiednia. W II Erze nie było bardziej skurwiałej bandy najemników z własnym krajem. Ale zdarzali się i porządni i moralni ÂŁowcy.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej