Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Historia złotego nocnika
Silion aep Mor:
- No, no kto by pomyślał. Dzięki za ostrzeżenie. Swój z ciebie chłop. - uśmiechnął się do karczmarza ukazując białe zęby. Wziął butelkę wina w dłoń, swój nóż po czym nabił ostrze noża w korek i otworzył tym samym butelkę.
Usłyszano charakterystyczne pyknięcie wyciąganego korka. Polał wina do dwóch kubków które zapewne stały na szynkwasie i wziął jeden w dłoń przyglądając się słodko pachnącej cieczy.
- Napije się pan ze mną? - zapytał. - Samemu to tak jakoś licho pić. - stwierdził po czym łyknął dobrego trunku który o dziwo nie był typowymi szczynami jakich mógł się spodziewać po średniej jakości karczmie.
- Coś tutaj mały ruch o tej porze. Dziwne bo zwykle wieczorami karczmy pękają w szwach. Miasto ma może jakiś problem z którym sobie nie radzi czy coś co powoduje taki stan rzeczy? Chętnie pomógłbym nawet charytatywnie.
Tyrr aep Nargoth:
- Nie, nie pije. Doktory mówią że przechlałem wątrobę. I mają racje. Zwijam powoli interes, swoje zarobiłem a teraz wynosze się na Sannau. To malutka... no jak to sie zwie potocznie słabe, politycznie niestabilne państwa? Przyniesiono Ci rybę, łososia smażonego.
Silion aep Mor:
- Nie mam pojęcia szczerze mówiąc. - rzekł trochę ponuro. Tak więc samotnie wypił także drugą szklankę wina po czym zabrał się za jedzenie łososia którego otrzymał. Pomarańczowe mięsko było bardzo dobre i w ogóle świetnie komponowało się jedzącemu z winem które otrzymał.
Szybko pochłonął pożywienie, wypił z pół butelki wina po czym podziękował i skierował się do piwnicy, do wynajętego pokoju.
Otworzył drzwi kluczem, wszedł do środka, zamknął za sobą spowrotem drzwi na klucz. Przed wejściem rozsypał bełty by ewentualny gość który chciałby go odwiedzić w nocy narobił sporo hałasu i jednocześnie sam siebie okaleczył.
Szybko się rozbroił rzucając bronie u nóg łóżka po czym położył się i zasnął. Spał snem niespokojnym inaczej czujnym.
Tyrr aep Nargoth:
Minęła noc.
Silion aep Mor:
Mężczyzna obudził się o poranku choć niezbyt wiedział czy już jest ranek czy też jeszcze jest noc bo do piwnicy jak to w piwnicy nie docierało zbyt wiele światła. Leniwie uniósł się z posłania, usiadł na krawędzi łóżka i ziewnął przeciągle, rozprostował zastane kości i napiął mięśnie, ogółem musiał się dobudzić. Przemył twarz w wiaderku z zimną wodą które stało w kącie pokoju po czym zaczął zakładać na siebie swoje bronie.
Na plecach wylądowało wierne toporzysko, pas z nożami na pierś, kusze do pasa. Inne rzeczy które miał także zostały przymocowane na ich dawnych miejscach.
Pozbierał z ziemi rozsypane poprzedniego wieczora bełty i umieścił je w kołczanach.
Troszkę rozleniwiony wyszedł z pokoju zamykając go za sobą na klucz. Skierował się spowrotem w stronę szynkwasu. Chciał oddać klucz.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej