Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Test kruka - Isirr van Triol
Canis:
- Chętnie, ale tylko odrobinę. - powiedział uprzejmie spoglądając na gospodarza rozglądając sie po pokoju. - Piękny wystrój taki... barwny i intrygujący. - chciał jakby prawie że pochwalić gust, z grzeczności, nie szczerych myśli...
Przyjrzał się kuszy i zauważył ze... ta broń znacznie różni się od jego, zdobiona w motywy regionalne własne a zarazem wysłużona, która służyła wiele czasu, jego zaś szpic był świeżą nieporęczną oburęczną na dodatek śnieżynką...
- Piękna kusza, zapewne służyła godziwie. Przybył pan tutaj odpocząć tak? w sensie... opuścił pan rodzinne strony by zamieszkać w spokojnej stolicy? - Dopytywał ciekawski mrużąc oczy... zaintrygował go ten jegomość w stosunkowo ekstrawaganckim i ekscentrycznym stylu bytujący w mieście, gdzie na ogół populizm i masowość przyćmiewały indywidualne wariacje.
- ... i jaki ma pan problem do rozwiązania?
Arivel:
-Tylko jakiś baherek przyniosę. - odpowiedział gospodarz i zniknął na chwilę. Wrócił za moment niosąc ze sobą dwa kubki i butelczynę jasnego płynu. Nalał do obu mniej więcej do połowy. Pociągnął solidnego łyka i znów się odezwał. - Na zdrozie! A no słusnie zidzicie, ze niedazno przysedłem. Najmłodsa moja famelia odleciała to co miałem zostać. ÂŁonegdaj samiuśki zostałem to do miasta posłem. Ale co ja tam ci będę opoziedać. - żachnął się mężczyzna. -A tak przy okazji to ja Adam jestem.
Canis:
Chwycił za kubek i upił drobny łyk delikatnie zanóżając język i przytrzymując płyn w ustach... badał jego smak i działanie, czy czasem język mu nie drętwieje, lub gorzkie, niezdrowe, może trucizna, nie mógł ryzykować starał się sprawdzić, jednak nie wyczuł nieprawidłowości i przełknął, by po chwili nabrać oddechu..
- Uoch... wyborne. To było na zdrowie.. - Powiedział w końcu chwaląc trunek. Starał się wyglądać i brzmieć naturalnie, w końcu gospodarz był uprzedzony o możliwym pojawieniu się kogoś, kto pomoże z problemami, a Isirr miał pozyskać zlecenie.
- Miło mi pana poznać, ja jestem Isirr. - Odpowiedział prawdą, zawierzył szczerości gospodarza. Rozważał możliwość skłamania, jednak odrzucił to, nie tylko ze względów ludzkiej uczciwości takiej prostej wynikającej z rpawa natury, gdzie użyczając gościn i dobroci winni jesteśmy minimum szczerości. Tutaj było to podyktowane asymilacją i chęcią poznania kultury, prawdy tej istoty intencji działania. każdy człowiek jest prosty, działanie wywołuje przeciw działania, akcja i reakcja. i każdy reaguje inaczej, zbieżnie ale inaczej. Specyfika tej osoby była na tyle warta godności by zawierzyć naturze. - To przykre, ale nie wiem czy rozumiem, ma pan na myśli, ze najmłodsza familia... potomstwo? znaczy dzieci? A pana żona? No tak, nie wypada mi wypytywać, nie musi pan, panie Adamie, odpowiadać.
Arivel:
-Zona? Posła...zzieła psiejądze i posła. - odparł. -No ale mniejsa z tym. Muziłem, ze potrzebuje poniocy. Chodzi o moją chałupę. Jak zidzisz mam tu ziele różnych rzeczy. Ale brakuje mi cegoś jeszcze. Cegoś co by dodało uroku mojemu pokojozi. Słysałem od tej psianenki że do portu przybył statek niejakiego psiana del Gartiamo. Ponoć w kajucie trzynia jedną z najładniejsych lamp jakie niożna zobacyć. Chce nieć taką lampę.
Canis:
- Rozumiem, ze jest zbyt droga, albo nie chce sprzedać tak? To nieistotne. Po czym rozpoznam tę lampę? - zapytał o detale...
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej