Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Inwigilacja

<< < (9/14) > >>

Rodred:
W momencie gdy Rieux okrył malca dostrzegł, że skóra jego jest sina. Jest to ostatni etap hipotermii. Chłopiec ma wrażenie, że mu ciepło, przez co jest wstanie grać. Gdy tylko go dotknąłeś osunął się prosto na twoje ręce. Musiałeś go podtrzymać, żeby nie wpadł do wody. Chłopiec ma zaledwie kilka lat.
W tym czasie jeźdźcy pogonili konie i odjechali cwałem. Staruszka, też była już niemal gotowa do drogi.
Rieuxa mróz przebił niczym igła przez pierś i zaczął cały dygotać szybko tracąc ciepło. Ognisko rozpalone przez tamtą karawanę w tych okolicznościach wydało się niezmiernie kuszące. Deleine, otulona ciepłym płaszczem Marduka przestało być zimno, a wręcz zaczęło robić się przyjemnie ciepło. Jemu samemu skórzana zbroja z ciepłą podszewką całkowicie wystarczała.
Wtem, zobaczyliście, że z jednego z dużych brygów właśnie zjechały trzy wozy przypominające więźniarki. Na czele kolumny jedzie dwóch pełno-zbrojnych wojów. Zamyka ją sześć silnych, wolnych wierzchowców, z czego jeden ma na grzbiecie klatkę z krukami i gołębiami. Wolnym krokiem jadą nabrzeżem kierując się do centrum.

Rieux:
   Znowu dreszcz. O wiele silniejszy niż poprzednio. Zimno i śmierć. Rieux kładzie ciało na ziemi i układa je w pozycji do snu oraz oczy palcami. Zabiera również swoje rzeczy.
   Niestety w dalszej wędrówce, nijak Ci się nie przydadzą. - myśli.
  - Tak Deleine masz absolutną rację, ale nie zniósłbym więcej wyrzutów sumienia. I tak wystarczająco dręczą mnie po nocach. - Odwróciłem się szybko do trupa, po czym powiedziałem - Poza tym widok dobroci człowieka przed śmiercią, może sprawić, że umiera się lżej. Chociaż tego i tak nie mogę być pewny. - Ponownie nakładam płaszcz, a pieniądze chowam do sakwy. Może boję się sam o siebie? Nie chciałbym umierać ani z zimna, a tym bardziej samotnie. Członek wyprawy szybko rozgląda się i orientuje w sytuacji. Nie chciał zostawać dłużej na działaniu przeraźliwego mrozu.
   - Jeźdźcy już odjechali, ale to najmniejszy problem, bo pewnie nie mieli zapasowych koni. - wycedził przez zęby. W tej chwili zobaczył rycerzy jadących do centrum miasta. Oni mają pewnie swoje rozkazy - pomyślał.
   - No to ruszamy do staruszki, ognisko zostawmy na potem - po tym jak to powiedział, zaczął przecierać ręce z zimna.

55 Grzywien + 5 Grzywien = 60 Grzywien

// Zabieram:
Nazwa odzienia: Zniszczony płaszcz
Rodzaj: płaszcz
Typ: ubranie
Wytrzymałość: 1
Opis: Uszyty z 0,05kg bawełny.

Rodred:
// Wiecie, że możecie się rozdzielić? :D

Marduk Draven:
//Niby można, ale nie wiem jak inni, wolałbym trochę wspólnej takiej interakcji. By wybór jednego miał wpływ na innych :)

Deleine:
Ciepło, dzięki płaszczowi Marduke'a, powoli rozchodziło się po ciele dziewczyny. Teraz mogła działać swobodnie dalej.
Ten miły gest ze strony ciemnowłosego towarzysza zdziwił ją. Nie wiedziała, co powiedzieć, więc tylko skinęła w jego stronę głową i uśmiechnęła się kącikiem ust.
Przed chwilą, gdy chłopiec osunął się na ręce Rieux, Deleine już miała coś odpowiedzieć, ale po tym wydarzeniu szybko zamknęła usta. Zrobiło jej się nieco przykro, że tak kompletnie zignorowała malca, ale nie okazała tego. Szybko odwróciła wzrok od zaistniałej sceny.
Na szczęście odnalazła kolejną okazję do obserwacji. Dwóch uzbrojonych wojów na przedzie trzech wozów zaciekawiło ją. Jednakże po chwili usłyszała słowa Rieux i skupiła się na tymczasowym celu, czyli staruszce.
- Dobrze więc - odpowiedziała tylko i skierowała swe kroki w stronę kobieciny.

//Ja też na tę chwilę chyba wolę działać razem. Może później, jak poznamy bardziej nasze postacie i w ogóle. :)

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej