Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Inwigilacja

<< < (8/14) > >>

Rieux:
// Miłej podróży.  :D Kto targa te instrumenty?
   Gdy wszyscy doszli do celu, Rieux rozejrzał się. Oczywiście na samym początku, zauważył dużo postaci ubranych w czarne płaszcze. Jedni grali w karty inni jeszcze pracowali.
   - Wyglądają na tragarzy, więc można byłoby ich wypytać o jakieś karawany. - Następnie oko zawiesił na staruszce, która wyglądała na przesympatyczną osóbkę, która miała wóz zaprzęgnięty w osły. - Chyba to jest na cel. - powiedział, wskazując brodą w kierunku staruszki. Jakby nie było, towarzystwo przy stoliku wygląda na zajęte i szybko nie ruszą się z miejsca. Chyba. Już miał postawić krok w kierunku wozu, ale skupił się na czymś na co wcześniej nie zwrócił żadnej uwagi. Smutna muzyka od razu przypomniała mu o ojcu. W oku Rieux pojawiła się łza, ponieważ melodia brzmiała jakby grający ją muzyk nie tylko grał, ale przeżywał to co gra. Gdy członek Konkordatu odwrócił się, szybko okazało się, że tak właśnie jest. Na kei siedział chłopczyk, z fletem przyłożonym do ust. Gdyby to co widział Rieux było obrazem, byłoby bardzo piękne, ale cholernie smutne i przytłaczające. Bez słowa ruszył do chłopczyka, który był odziany w koszulkę. Po całym ciele Rieux przeleciał zimny dreszcz. Poczuł, że mimo tego, że bryza wiała lżej, robiło się coraz zimniej. Stał już przy chłopaku. Zdjął płaszcz, który dostał od Dimitriego. Jak będzie chciał go z powrotem, to oddam mu pieniądze - pomyślał. Na myśl o pieniądzach sięgnął do sakiewki. Nie miał dużo majątku i sam się zastanawiał, czy starczy mu na podróż, więc obdarował chłopca tylko pięcioma grzywnami. Podarował je chłopczykowi, mówiąc:
   - Pięknie grasz. Nigdy nie przestawaj tego robić. - Po tych słowach otulił chłopca płaszczem, a po jego ciele przeszedł jeszcze jeden dreszcz. Zimniejszy, ale o wiele przyjemniejszy niż ten ostatni. Nie wiedział jednak, jak może pomóc jeszcze chłopakowi, dlatego rzekł: - Rusz do szpitala, może tam ci pomogą. Ciągle szukają ludzi do pomocy. Pewnie dadzą Ci przeczekać tą jedną noc. - Jakby ta noc w czymkolwiek, by Mu pomogła. Rieux nie zdawał sobie sprawy, jaki ten świat może być okrutny. ÂŁza, która wcześniej pojawiła się w Jego oku, teraz powoli spłynęła po policzku. Widział, że za dużo jest takich chłopców, siedzących na keiach. I gdyby spotkał jeszcze takiego jednego, to mógłby zrobić jeszcze mniej, niż dla tego grajka.
60 Grzywien - 5 Grzywien = 55 Grzywien

// Przekazuję:
Nazwa odzienia: Zniszczony płaszcz
Rodzaj: płaszcz
Typ: ubranie
Wytrzymałość: 1
Opis: Uszyty z 0,05kg bawełny.

Marduk Draven:
//Instrumenty mam pod pachami, tylko zapomniałem napisać o tym że  je wziąłem XD
Rodred, nie każ mi wracać do gospody  <lol>

Rodred:
// W porządku. Idziesz nimi obładowany. :P

Deleine:
Noc robiła się chłodna. Deleine idąca za Rieux myślała tylko o kubku czegoś ciepłego, bądź mocniejszego na rozgrzanie. Co chwila przechodził ją dreszcz, ale starała się tego nie okazywać przed towarzyszami. Nie było to jednak proste.
Opatulając się szczelniej, zerknęła na staruszkę, gdy tylko Rieux na nią wskazał. Dziewczyna, mimo chłodu, który czuła, spróbowała zlustrować ten cel.
Osły - zwierzęta wytrzymałe, jednakże powolniejsze niż konie. I mogą być również bardziej oporne. Sama kobiecina mogłaby nie sprawić nam kłopotu, choć nieco dziwne jest to, że podróżuje sama.
Następnie Deleine skierowała wzrok na grupę mężczyzn z końmi. Nie wdziała wśród nich siebie i jej towarzyszy. Zwyczajnie nie mieli by na czym się przemieszczać.
Karawana trzech wozów mogła im zapewnić minimalne luksusy. To z pewnością. Jednakże czy osoby należące do niej są aż tak zdeterminowane, aby ruszyć właśnie teraz? Najwidoczniej dobrze się bawią w swoim gronie i nie wiadomo czy będą chcieli dopuścić do niego kogoś spoza.
- Mamy potencjalne trzy cele. Staruszka może i wydaje się najlepszym. Ale czy mamy pewność, że osły będą się jej słuchać? To z pewnością wytrzymałe zwierzęta. Jednak wolniejsze od koni. Kolejna sprawa: nie dziwi was, że kobieta jest zupełnie sama? Jeśli mowa o mężczyznach na końcu nabrzeża - raczej bym ich z góry odpuściła. Mają swoje konie, dla nas nie ma tam raczej miejsca. Co do karawany, to można by z nimi porozmawiać. Ale też nie wiadomo, czy im się przydamy. Jak i również, kiedy mają w ogóle zamiar ruszyć. Dlatego według mnie najlepiej byłoby poro... - w tym momencie się zatrzęsła; zimno nie dawało za wygraną. - p-p-porozmawiać zarówno ze staruszką, jak i... cz-członkami karawany. Co wy na to? Marduke? Rie...?
Nie dokończyła imienia swego drugiego towarzysza, jednakże bynajmniej nie z powodu zimna. Wydawało się, że po prostu już jej nie słuchał. Kiedy skierował swoje kroki w stronę małego chłopca, dziewczyna stanęła zadziwiona. Jeszcze większa jej konsternacja była, gdy mężczyzna oddał maluchowi płaszcz. A największa, gdy zauważyła na obliczu Rieux łzy.
Ona również należała niegdyś do tego typu malców. Choć może nie do końca. Oczywiście, wszystko to było bardzo smutne, jednakże dzieciak musiał poradzić sobie sam. Tak ten świat już był zbudowany, nie znał litości. Deleine zawsze sama do wszystkiego dochodziła i miłosierdzie okazane chłopcu przez Rieux trochę ją zdenerwowało. Podeszła więc do towarzysza i chłopca.
- Rieux, zimno już zaczyna nam dawać w kość, a ty oddajesz jedyny swój płaszcz temu brzdącowi? Mam tylko nadzieję, że nie będziemy przez to mieć problemów - jej słowa podsumowało szczęknięcie zębów, jednakże nie udawane.
Odwróciła się plecami do Rieux i zwróciła do Marduke'a:
- Mam nadzieję, że chociaż ty mnie słuchałeś. Co robimy? Ja przedstawiłam swoją pro-p-pozycję - ponownie się zatrzęsła. - Tylko podejmijmy decyzję w miarę sprawnie. Proszę.
Ostatnie słowo wypowiedziała dość ostro. Rzadko kiedy go używała i zwykle w jej ustach przybierało bardziej formę nakazu, niż prawdziwej prośby.

Marduk Draven:
Aela...Zastanawiał się ile razy powtarzał to imię w myślach.
Marduke nie zwrócił zbyt dużej uwagi na czyn Rieux. Czyn szlachetny, lecz niezbyt mądry zważywszy na temperaturę. Nie było mu też jeszcze zimno, bowiem alkohol trzymał w nim ciepło. Drugą rzeczą było jego pochodzenie. Skyrim go zahartowało na zimno, przynajmniej częściowo. Zwrócił uwagę na staruszkę, na ludzi z końmi, na karawany. Wysłuchał uważnie wypowiedzi Deleine. Zauważył że drży, i to porządnie. ÂŻe głos się jej załamuje. Postawił na ziemi instrumenty niesione pod pachami. Zbliżył się do kobiety, odpiął zapięcie opończy i zarzucił ją na plecy i ramiona kobiety, zapiął i podniósł z powrotem instrumenty. Przeszył go lekki dreszcz.
-Zgadzam się z Tobą. Chodźmy wpierw do tej staruszki.- zignorował zdziwienie na twarzy Deleine, związane z okryciem kobiety. Ruszył, mijając ją.-Chodźcie.
Aela... kim byłaś że nie mogę przestać o Tobie myśleć?

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej