Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Inwigilacja
Rodred:
//18:00
Chłodne, kilku stopniowe powietrze owiało wam twarze, gdy wyszliście na zewnątrz. Otrzymane płaszcze pomagają wam utrzymać przyzwoitą temperature ciała, ale z pewnością nie na długo. Słońce chyli się ku zachodowi prognozując kolejne spadki temperatur. Ogromny port Atusel widnieje przed wami w pełnej okazałości. Duże brygi i fregaty stoją przy kejach z rozwartymi klapami załadunkowymi niczym potwory morskie co raz to wypluwające lub połykające towary. Choć dzień się już kończy to ruch w porcie nadal jest duży. Ostatni straganiarze pakują swoje towary i liczą grzywny. Tragarze ładują zakupione po śmiesznej cenie towary na statki, które zostaną sprzedane na kontynencie z zyskiem. Co kilkadziesiąt metrów stoją grupki strażników pilnujących by wszystko przebiegało zgodnie z prawem, oraz popędzają motłoch informując o godzinach nocnych, w których to wymaga się ciszy. Obok was właśnie przeszedł latarnik rozpalający kolejną uliczną latarnię. Kolejny mocny powiew wiatru poderwał krople z czubków fal, sztagi zagrały tylko sobie znaną pieśń stukając o drewniane maszty. Napinające i luzujące się liny wypełniały noc ciągłym jękiem drewna.
Rieux:
///Otrzymuję:
Nazwa odzienia: Zniszczony płaszcz
Rodzaj: płaszcz
Typ: ubranie
Wytrzymałość: 1
Opis: Uszyty z 0,05kg bawełny.
- Dzięki. A do dodania mam tylko tyle, aby zachowywać się jak na ochroniarzy przystało. - powiedziałem do towarzyszki i wstawionego sługi Zertata. Założył płaszcz, ponieważ było dość chłodno. Jednak, aby go założyć, musiał najsampierw zdjąć miecz i tarczę.
Port wyglądał pięknie o tej godzinie. Jednak najbardziej interesowali go ludzie, a nie morze czy sama infrastruktura dzielnicy portowej. Wszyscy o tej godzinie mieli jakieś zajęcie. Wszyscy chodzili ze statków do magazynów i na odwrót. Widok ten przypominał członkowi konkordatu mrowisko. Tam małe zwierzątka również chodziły mając wszystko zaplanowane.
Zaiste, podobieństwo ludzi do zwierząt jest większe, niż niektórym się wydaje.
Z refleksji obudził go chłodny wiatr. Przypatrzył się jeszcze raz wszystkim pracującym kupcom. I znowu pogrążył się w myślach.
Czy podróż karawaną to na pewno dobry pomysł? Ciekawe czy nie będzie łatwiej, znaleźć jakiegoś statku, który przepłynie, aż do zachodniego brzegu? Nie... Statek w takim przypadku musiałby przepłynąć całą wyspę dookoła. Niemniej warto rozejrzeć się za jakimś morskim kursem, jeśli nie znajdziemy żadnych karawan, czy czegoś podobnego. - Rozmyślał. Po prostu spodobała mu się idea płynięcia morzem.
- Słuchajcie, jeśli nie znajdziemy żadnej karawany, która ruszyłaby na zachód i jednocześnie miała wolne miejsca, to może zabierzemy się statkiem. O ile będzie nas stać, rzecz jasna. - Już więcej nie rozmyślał, tylko ruszył powoli, w poszukiwaniu bezbronnych kupców. I tak czuł, że będą musieli nocować w gospodzie, aby nie zamarznąć.
Deleine:
Deleine całe swoje życie spędziła w mieście. Wprawdzie było ono miastem wyspiarskim, jednak nad morzem, czy oceanem nie leżało. Ludzie uwijający się w porcie i statki z ogromnymi żaglami były więc dla dziewczyny nowością. Przez chwilę zatrzymała krok by przyjrzeć się okazałej fregacie cumującej w Atusel.
Popłynąć takim statkiem to byłoby coś!, pomyślała Deleine wodząc wzrokiem po statku. Po chwili jednak się otrząsnęła. Nie był to czas i miejsce na oglądanie cudów tego miasta.
-Jak powiedziałam, nazywaj sobie nas jak chcesz Marduke. Ale pamiętaj, że to nie zabawa - powiedziała Deleine, przewracając oczami, po czym wyprzedziła Marduke'a o krok.
Kiedy wiatr zawiał mocniej dziewczyna otuliła się szczelniej otrzymanym od Dimitriego płaszczem. Noc zapowiadała się chłodna. O tej porze roku nie można się było spodziewać czego innego.
-Mam jednak nadzieję, że znajdziemy karawanę kupiecką, która nas przyjmie. Pozostawmy statek jako ostateczność. Mimo iż mamy wypełnić zadanie skrupulatnie, a nie szybko, nie możemy się też przecież wlec - odpowiedziała Rieux i ruszyła za nim.
//Jutro i pojutrze może mnie nie być. Wyjeżdżam, z elektroniki będę miała tylko Kindla (a tam praktycznie nic nie widać jak się włączy internety), a chcę też jak najwięcej czasu poświęcić przyjaciołom. Ale może spróbuję jutro rano w czasie jazdy autobusem coś napisać. Także albo do jutra albo do niedzieli. :)
Marduk Draven:
Marduke nie odpowiedział kobiecie od razu. Milczał przez długi czas. Wiatr zaś zawiał, wprawiając jego opończę w ruch tak, iż dałoby się powiedzieć że żyje własnym życiem. Bryza działała uspokajająco. W myślach zaczął odtwarzać obrazy, przeróżne... okryte śniegiem góry, dom w kształcie łodzi, Smocza Przystań, Gardziel ÂŚwiata, Sovngard. Pamiętał o wiele więcej niż wcześniej, gdy dopiero przybył do Valfden, jednak wciąż było to dla niego za mało.
Dovahkiin...Dovahkinn...Dovakiin. Tak mnie kiedyś zwano. Ale czemu?
Alduin...Alduin... niczym w słowach pieśni...
Paaz Keizaal fen kos stin nol bein Alduin jot, Dovahkiin kos fin saviik do muz!
To był jakiś język, Marduke nie wiedział jednak jaki. Znał tylko znaczenie kilku słów. Machnął nieznacznie głową odpędzając myśli. Popatrzył spod kaptura na Deleine i Rieux która ją wyprzedziła. Spostrzegł że był już o pare sporych kroków za nimi. Lekko przyśpieszył, tylko na tyle by nie być nadto w tyle.
-Racja, Deleine.- rzekł by nie wydawać się nazbyt przygnębionym czymś.
Do głowy naszło mu jeszcze inne imię. Dziwnie znajome, aczkolwiek obce. Aela...
Rodred:
Ruszyliście nabrzeżem. Woda chlupotała rytmicznie o nie, pogłębiając nostalgię. Słońce zaszło już całkowicie i bez chmurną noc rozświetla tylko blask latarni i gwiazd. Większość, kupców już się zebrała. Byli to ci, którzy nawet zdawali się was nie widzieć gdy pospiesznie pakowali towary. Jednak wreszcie dotarliście do punktu z którego zlokalizowaliście potencjalne cele.
W jednym miejscu krzątała się staruszka pakując coś na niewielki wóz zaprzęgnięty w dwa osły. Wygląda na przesympatyczną osobę mamroczącą coś pod nosem. Gdzieś na końcu nabrzeża, przy niewielkim brygu kilku mężczyzn ubranych w ciemne ubrania przytraczało pakunki tylko do swobodnych koni. W innym miejscu właśnie skończyła rozładunek karawan trzech wozów. Jej załoga po trudzie dnia usiadła nad wodą rozkładając mały piknik, cicho gawędząc i grając w karty. Nie są to oczywiście wszystkie osoby, które jeszcze zostały. Gdy tak spacerowaliście usłyszeliście smutną muzykę graną na flecie. Na jednej z kei siedzi chłopczyk, zbyt cienko ubrany by wytrzymać długo na tym mrozie. Wam jednak mróz również nie sprzyjał i Deleine jako najdrobniejsza zaczęła już mieć dreszcze.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej