-Hm...- zamyśliła się na chwilę. -Ma się motylki w brzuchu. Znasz to uczucie, jak zasypiasz i zdaje ci się, że spadasz? Lecąc też można tego doświadczyć. Wystarczy wzlecieć wysoko, a potem opadać swobodnie. Oczywiście bez przesady- zaśmiała się krótko do siebie. -...żeby potem z ciebie mokra plama nie została. To nie jest przyjemne. Chyba. Gdy się leci wysoko to żadne muchy ani komary nie wpadają ci do oczu i ust, więc jest fajnie- mówiła, jakby opowiadała o zeszłorocznym śniegu. -Trzeba się jednak przyzwyczaić do bólu pleców, szybko się też tym męczy. Dlatego trzeba wykorzystywać wiatr, szybować, opadać robiąc szerokie koła. O lądowaniu nie wspomnę, do dziś mi to średnio wychodzi- uniosła prawy kącik ust i wpatrywała się, tak samo jak przyjaciółka, w dal. W morze. Na powstające fale i monotonię tego obrazu, który będzie im towarzyszył przez miesiąc. -Mimo wszystko polecam, przydatna umiejętność.