-Zaatakuję ich z góry, ale uważajcie gdzie strzelacie- powiedziała nieco głośniej do orków i wszystkich, którzy mieli łuk, kusze albo pistolety. Nie chciała zostać ranna, choć byłaby to dobra okazja na przetestowanie jej anielskiego daru. Zwykłe skaleczenia znikały tak szybko, jak się pojawiły, ale głębsza rana... nie chciała ryzykować, dopóki nie musiała naprawdę. Wciąż odkrywała te możliwości, jakie otrzymała po staniu się anielicą.
Po tym komunikacie Eve wspięła się na burtę, kucnęła na niej by chwilę potem wybić się w powietrze. Wiatr zatrzepotał lotkami, skrzydła złapały podmuch, na którym można było się spokojnie unieść i wznieść nad wysokość masztów. Zrobiła to szybko, by żadna kula armatnia, której udało się polecieć jakoś wyżej, także jej nie trafiła. Odkąd zaczęła latać, musiała uważać na przeróżne obiekty latające.
Poleciała nad wrogi statek, zrobiła kilka okrążeń wokół niego. Chciała zbadać pozycję piratów na pokładzie, ocenić odległość i jak mocno będzie musiała pchnąć telekinezą pociski. Przeciwników nie było wiele. Kobieta upatrzyła sobie z góry jednego takiego, który nie wydawał się zbyt zorientowanym. Oczywiście, był wyposażony w broń, ale miecz czy sztylet niewiele mógł jej zrobić, jeśli znajdowała się dwadzieścia metrów nad nimi. Eve ustabilizowała lot. Szybowała, by nie skupiać się na machaniu skrzydłami, tylko na zaklęciu. Skupiła się gromadząc w sobie magiczną energię. Potrzebowała tej siły od Zartata za każdym razem, gdy używała magii. Poczuła jak ta energia zaczęła krążyć w jej żyłach. W jej dłoni zaczęła formować się magiczna kula z żywiołu życia, choć przecież bardzo śmiercionośna. Eve wykorzystała jeden korzystny moment, gdy żagle ani maszty nie przysłaniały jej pokładu. Wypowiedziała inkantację -Izeshar! a pocisk esencji pomknął wprost na pirata "grożącego" jej z dołu mieczem. Telekinetyczny impuls pokierował lotem magicznej kuli, a Eve odbiła szybko w górę. Unosząc się słyszała tylko przeraźliwy krzyk płonącego człowieka i przekleństwa rzucane w jej stronę.
Nie przejęła się tym zbytnio. Wzleciała wyżej, a w dole ujrzała dwa okręty popychane przez fale. Co jakiś czas salwa z armat, albo pojedyncze wybuchy i obłoki dymu wznosiły się nad wodą. Obrazek ten mocno kontrastował ze spokojem jaki zawsze odnajdywała szybując wysoko. To była jednak inna sytuacja, zagrożone jest przecież życie jej przyjaciół, choć niewątpliwie są dobrze wyszkoleni w walce.
Drugie podejście. Eve zniżyła lot na podobną wysokość jak za pierwszym razem. Powinno pójść łatwiej, wszak teraz wiedziała na czym polega ta zabawa: celowanie pociskiem z góry w piratów jak w małe, ołowiane zabawki. Tak samo łatwo rozpadali się i ginęli. Okrążyła bryg nieprzyjaciela by wybrać sobie następny cel, następnego nieszczęśnika, który miał zginąć od spopielenia co najmniej połowy ciała. Zwolniła w powietrzu, by móc się ponownie skoncentrować. Tym razem padło na jednego z tych, co tak na nią klęli. Jego wykrzykiwane słowa nie były teraz wiele warte, skoro zaraz miał zginąć. Nie był zbyt mądry, nie chował się nawet. Może właśnie tym jest odwaga i waleczność.
Anielica zniżyła lot, skoncentrowała się na zgromadzeniu boskiej mocy z niebios. Energia znowu dała jej siłę, a skupienie się spowodowało, że nad jej dłonią pojawił się drugi pocisk. Wielkości kuli armatniej, ale zbudowany z czystej magii. -Izeshar!- dało się słyszeć z powietrza. Pocisk zaś pomknął prosto w tułów przeciwnika, zostawiając w nim ciemną dziurę na wylot. Było przez nią widać deski pokładu. A potem mężczyzna, przed chwilą tak wojujący mieczem, upadł i nie było już w nim życia. Trudno bowiem przeżyć mając spalone wszystkie organy wewnętrzne.
Eve z lekkim uśmieszkiem wylądowała na swoim statku, na "Perle", znaczy się. Musiała odsapnąć, choć chwilę. Oczywiście nie mogła stracić czujności nawet na moment, gdy ich bryg był w takim niebezpieczeństwie.
//pocisk esencji x2
13 piratów zostało