Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
W tajnej służbie Jego Królewskiej Mości
Silion aep Mor:
//Melkiorze nie musiałeś tego dodawać xD
Kobieta tak jakoś nagle dziwnie się odsunęła, jakby oderwana telekinezą, mężczyzna nie bardzo wiedział o co chodzi. Był zdezorientowany i troszkę zakłopotany.
- Przepraszam. - wyszeptał - Przepraszam że zgodziłem się na to byśmy popłynęli w tą podróż... - wyszeptał jeszcze ciszej.
Ech... Ale z ciebie dupa a nie facet... Tylko załamać ręce... - skomentował demon. Przecież my nie gryziemy, zobaczysz. - zaśmiał się.
Taki jesteś pewny? ÂŻebyś sie nie przeliczył.
Pasożyt zaśmiał się sprawiając przy tym celowo mężczyźnie taki psychiczny ból że ten puścił wiosła i złapał się za głowe. Chciał krzyknąć lecz nie mógł, ból był okropny.
A to tylko namiastka tego co cię czeka gdy będziesz się opierał! - rzekł złowrogo.
Krasnolud jeszcze przez chwilę dochodził do siebie, miał już dość, taka prawda. Po chwili złapał za wiosła i wciąż wiosłował.
- Ar, nie poddawaj się, walcz! - rzekł z trudem.
Kolejny bolesny impuls wewnątrz głowy zamknął krasnoludowi usta.
- Nie słuchaj tego głupca, poddaj się, nie dasz rady. - powiedział Serpenten.
Wiesz co Silionie? ÂŚmieszy mnie twoje życie, jest takie żałosne, takie bezwartościowe, przez całe życie traktowany jak niechciana przybłęda... Twoi rodzice tylko szukali powodu by cie wyrzucić z domu, nie zauważasz tego faktu...
Nie jest bezwartošciowe... Splamiłem honor rodziny...
I ty w to wierzysz? Choć prawda, ta śmierć to była twoja wina, ty nędzny robaku...
Niedoszły zabójca, strachliwy, tchórzliwy, dlaczego ty jeszcze żyjesz? Dlaczego ona jest z tobą? To chyba tylko głupie zrządzenie losu...
- Wiem że jestem nikim, wiem że to wszystko to moja wina, mimo wszystko jest coś co mnie trzyma przy życiu i jest silniejsze niż twój cholerny mrok - miłość. - mówił głośno.
Serpenten zaśmiał się przeciągle, głośno, dudniąc echem w głowie brodacza.
Armin:
Miłość? Co za głąb... Miłość nie istnieje, to tylko wada mózgu. Miłość jest dla słabych, a ty jesteś silna, bezwzględna. Nie, nie jestem już taka... Już? Czyli sama twierdzisz, że taka byłaś. Widzisz, mrok prowadzi cię przez całe życie. Nie opieraj się. Oddaj się otchłani. Nie! Nie upadnę tak nisko, nie poddam się. Dopóki będę żyła, będę z tobą walczyć! Ojoj... Zezłościłaś się. Ale to ci tylko dodaje pewności siebie. Agresja, złość i bezwzględność. To tobą kieruje. Prędzej czy później i tak, kiedy będziesz spoglądać w lustro będziesz widziała tylko zabójcę, żadnej zakochanej, dobrej maurenki.
- Przestań! - krzyknęła ciemnoskóra i złapała się za głowę. Dasz mi spokój? Już się poddajesz? Nie! Ale... Ale co? Przerasta cię to? Słuchaj, tak cię ustawię, że będziesz rządną krwi kobietą, czy ci się to podoba czy nie... - w głowie Armin rozbrzmiał straszliwy śmiech Seimera.
Ciekawe co z Evening... Z tą anielicą? Phi, z pewnością nasz Pan się z nią rozprawił, bo była słaba. Nie waż się tak mówić o Eve! Ona jest silną osobą. Na pewno sobie poradzi, musi sobie poradzić... Wyczuwam zwątpienie. Nie, nie zwątpię w nią. Nigdy! Jeszcze cię złamię, zobaczysz...
Dragosani:
A Dragosani wraz ze swoim nowym najlepszym wrogiem siedział i patrzył na swoją demoniczną rękę. Demon jego oczami wypatrywał się w lśniącą tkankę. Uśmiechnął się paskudnie. Oczywiście pod maską i tak nie było tego widać. Nawet demon nie był tak głupi, aby ściągnąć ją na słońcu.
Ale mi się nosiciel trafił! Demoniczna tkanka! Więc próbowałeś stać się podobny demonom. Raduj się więc, twoje życzenie się spełnia! [/color=orange]Vran piał z zachwytu. Było to denerwujące. Coś jak jakaś piosenka, która raz wpadnie w ucho i nie można się jej pozbyć. Tylko gorzej. Piosenki z reguły nie reagują na myśli danej osoby. No i nie mogą kontrolować ich ciał.
Co się nie odzywasz? Ach, już widzę. Myślisz o niej. Nie przejmuj się. Nasz Pan sprawi, iż stanie się ona silniejsza niż kiedykolwiek! Kto wie, może nawet weźmie nas na osobistego sługę? Chciałbyś tego? [/color=orange]Wampir nie mógł ukryć przed demonem w którym kierunku podążają jego myśli.
Ale chyba rozumiem. Wy, ziemskie larwy zawsze jesteście słabi. Przywiązujecie się. Zależy wam na innych. ÂŻałosne.[/color=orange]
I mówi to syf, który jak pies wykonuje rozkazy pana. Psy też się przywiązują.
Milcz, larwo![/color=orange] Wrzasnął demon. Wampir skrzywił się w bólu. Ale to, że jest w stanie zdenerwować Vrana było pokrzepiające. Nie ułatwi mu zadania. Spojrzał na resztę. Rozmawiali w myślach z demonami. Próbowali się pocieszać. Demony oczywiście temu przeszkadzały.
Zastanawiasz się jak pomóc im i sobie. Marny trud. Nie dasz rady. Jesteś mój! [/color=orange]Stwierdził demon. Wampir nic mu nie odpowiedział w myślach. Wiedział, że czeka go najtrudniejsza walka jaką kiedykolwiek stoczył.
Kenshin:
Kenshin w końcu zebrał się w sobie i zaczął wiosłować, ale jego towarzysz nie milczał. I raz, i dwa i trzy. Co ty robisz? Zapytał się ork w pełni opanowany i skupiony na wiosłowaniu. Kibicuję, Ci słaba istoto, bo im szybciej będziesz na Valfden tym ja wprowadzę mój plan w życie! Zaczniesz na nowo zabijać a ja będę miał z tego radochę jak upadasz po raz wtóry. Szkoda, że nie ma tutaj tej dziewczyny. Yndael grał na uczuciach orka wykorzystując jego największe obawy i lęki, ale w tym momencie przegiął on pałę. Nawet, nie wymawiaj jej imienia ona już żyje swoim życiem. Daj mi spokój! Warknął ork swym umyśle wiedząc, że tak nie ma szans demon oczywiście, nie czekał tylko nadal grał swoje. Ja tu jestem od rozkazywania i nakazuje tobie myśleć o Kaoru, którą porzuciłeś zostawiając ją na pastwę losu. Ona pewnie o tobie nie zapomniała i już sobie nie ułoży życia, ty nikczemniku. Teraz wiosłuj, bo nie mogę się doczekać jak zejdziemy na ląd!
Demon wprowadził druida w poczucie winy i dlatego posępnie myślał o sobie, czuł się fatalnie takie rozmowy doprowadzą go do rozpaczy i chęci zamordowania siebie a już myślał, że ta wyprawa będzie zupełnie inna. Kenshin dalej wiosłował, ale znacznie mniej energicznie.
Melkior Tacticus:
Płynęli tak całą noc i większość następnego dnia. W oddali zauważyli statek, zbliżał się.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej