Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Z mroku przybyłeś i w mrok powrócisz
Dragosani:
- Najlepiej uniknąć prawdziwego celu tegoż. Wywołałoby to panikę, może prześladowania i tak dalej. To musiałby być trend. Taka głupia moda, jakich wiele powstaje z biegiem czasu. Nie może więc być to coś narzucone przez rząd. Raczej coś, co wykwitnie w społeczeństwie. Z ziarna zasianego przez rząd. Plotki, może jakieś występy awangardowych artystów i tego typu pierdoły. Takie rzeczy sterują ludem - zaczął wyjaśniać. Oczywiście nie miał pojęcia jak coś takiego zrobić. Ale jakiś zamysł to zawsze był. Może nawet się przerodzi w coś realnego?
Przyjął od króla opal i zważył go w dłoni. Kamień musiał być wart sporo pieniędzy. Z tym, że tych wampir nie potrzebował, miał własne zarobki.
- Doceniam dar, Aggromorze, ale nie zrobiłem tego dla zapłaty. Po prostu tak trzeba było zrobić. Jeśli chcesz spłacić dług, to przyjmij ponownie Tyrra do Rady Niedźwiedzia. To mądry krasnolud, który nie będzie tylko potakiwał, lecz naprawdę pomagał.
Aggromor:
- Przyjmę przyjmę, wyrzuciłem go nieświadomie przecież. A teraz wybaczcie ale chcę zostać sam, muszę ogarnąć siebie i miasto.
Dragosani:
Dragosani wstał. Bo przecież wcześniej usiadł. Dziwnie byłoby, gdyby tak stał cały czas, jak widły w gnoju.
- Całkiem zrozumiałe - odparł na słowa Aggromora. - Polecam się na przyszłość i takie tam. - Odwrócił się i już miał wychodzić, kiedy zmarszczył brwi. Wpadł chyba na jakiś pomysł.
- Hm... jeszcze coś. Może umówimy się na cykliczną wymianę notek dyplomatycznych? Z kilkoma słowami-kluczami. Powiedźmy "srebro", "wierzchowiec" i... hm... "opal". W dowolnej kolejności. W razie braku notki, lub braku tychże słów, wiadomo będzie, że coś się stało.
Melkior Tacticus:
- Przecież demon może odczytać myśli, i nadal używać tych słów. Wie to bo wbrew temu co powiedziałem Salazarowi to ja czytałem grimmuar ojca nim się go pozbyłem. Grimmuaru, nie ojca. Sprostował.
Aggromor:
- No właśnie? Może nie? Inaczej jak by sterował mną gdy miałem zaćmienia?
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej