Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Z mroku przybyłeś i w mrok powrócisz
Dragosani:
Nazwa wyprawy: Z mroku przybyłeś i w mrok powrócisz
Prowadzący wyprawę: Tyrr aep Nargoth
Wymagania do uczestnictwa w wyprawie: Znajomość sprawy, zgoda prowadzącego
Uczestnicy wyprawy: Dragosani Antares, Salazar Trevant, Melkior Tacticus
- Trafna uwaga z tym możliwym przeciekiem - powiedział wampir na słowa Salazara. - Co do zaś pytań i zbędnego szumu... cóż, jestem Kanclerzem Koronnym. Bądź co bądź namiestnikiem króla. A Bractwo to przede wszystkim organizacja państwowa. Nie muszę się przez nimi tłumaczyć. Możemy napisać list. Złożę na nim swój podpis, aby nadać mu powagi. Gdyby z jakiś względów się nam nie powiodło, służba dostarczy go w odpowiednie ręce - zaproponował.
Canis:
W wyobraźni Salazar dostrzegł wizję możliwych kroków. najbardziej jaskrawą było wstanie z fotela, złapanie draga za głowę i uderzenie nią o blat stołu. siłą uderzenia nadanie uszkodzeń głowy dotkliwych wraz z przemieszczeniem kości czaszki i dorzucenie zwłok w bok, a krasnolud dopił by wino i poszedł sobie w spokoju. Na szczęście wizja i radość z dokonania mordu przyćmiły nerwowość i narastającą Salusiową złość więc dalej był spokojny i opanowany.
- Jeżeli Kanclerz chce to niech informuje że udaje sie z tajną misją. myślę jednak że korzystniejsze będzie gdy załatwimy to sami, po cichu bez informowania. gdy zaginiemy i nie będziemy długo wracać, nasze służby w wyniku braku gotówki złożą doniesienie o zaginięciu i kierunku wypraw. wystarczy by nas publicznie widziano w mieście, jak wchodzę do pałacu to nas szybko znajdą i będą wiedzieli o co chodzi, zwłaszcza, ze Beatrice jest strasznie wrażliwa na możliwość braku pieniędzy na brzytwy, mówi, ze golić się starymi nie będzie, a Irisis też wyczekuje na swój prezent świąteczny. A obie nas teraz podsłuchują znając życie. powiesz swojej służce i wiesz, ze w razie czego jest donosicielstwo. - Powiedział i odetchnął ociężale. - Ja nic nie pisze i nie powiem nikomu... nie będę się uskarżał... - mówi poirytowany. <poirytowany>
- To już lepiej się zbierzmy... Beatrice?! Irsis?! Płaszcz i przysposobić mi Pałasza do podróży...
Dragosani:
- Ej, ej, czekaj - Drago uniósł lekko ręce, próbując przerwać potok słów Salazara. - Czekaj. Zanim wyruszymy, muszę o coś zapytać. To ważne. - Wziął głęboki oddech. - Beatrice się goli? - zapytał w końcu. - W sensie nogi, prawda? - Umysł Draga zaczynał wyczyniać figle z wyobrażaniem sobie golenia czegokolwiek innego. Westchnął i założył rękawicę na demoniczną rękę.
- Ale jak tam uważasz. Tyrr rzekomo powiadomił już Bractwo jakiś czas temu. Skojarzą fakty. - Wstał, poprawił płaszcz i ułożenie pasa z bronią. Pieszczotliwie pogładził rękojeść szabli. Lubił gładzić pieszczotliwie jej rękojeść i nie było w tym nic dziwnego!
Canis:
- Nie nogi. - odparł beznamiętnie. A Irisis zeszła ze schodów i podeszła do drzwi, gdzie już przyszykowywała płaszcze na podróż, i Kubraczek. Beatrice zaś wyszła z kuchni z purpurą na twarzy oznajmiła, że Pałasz gotowy do drogi. Przyniosła też bronie szablę, kij sztylet wraz z mocowaniami i kilkanaście minut zajęło przysposobienie się do ewentualnych ekscesów. Podszedł do Irisis zabierając swój kubraczek, założył go, zapiął mosiężne guziczki.
Dragosani:
- Acha - skomentował bystro Drago, również tonem beznamiętnym niczym głos pani siedzącej w okienku w Ratuszu. Tej grubszej, co pracuje do piętnastej. W sensie ma przerwę do piętnastej. Szybko rzucił okiem na Beatrice, która pojawiła się w pokoju. Głęboka purpura na jej twarzy wskazywała, iż wszystko słyszała. Taka mała kara za podsłuchiwanie! Drago posłał jej jeszcze dragowy uśmieszek i oznajmił.
- Skoczę szybko po mojego konia, nie będę wszak całą drogę siedział u ciebie w torbie jako gacek. Zostawię go w jakiejś mieścinie przed Ekkerund. - No i jak powiedział, tak uczynił. Przemienił się w nietoperza na oczach wszystkich i poleciał sobie po konia. Oczywiście ktoś mu wcześniej otworzył drzwi!
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej