Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Z mroku przybyłeś i w mrok powrócisz
Aggromor:
Aggromor nie był świadom opętania, nie przyjmował tego do wiadomości i surowo karał wszystkich którzy choćby o tym napomknęli. Aggromor popadł w paranoję, zamknął się w sobie i powoli zaczął wariować. Toteż nieświadom niczego wszedł do komnaty, stanął na dywanie i zamarł. Oczy zaszły mu mgłą, demon przejął kontrolę.
- Długo wam to zajęło. Rzucił w eter.
Dragosani:
Słysząc głos, który jednocześnie należał do krasnoludzkiego króla i nie, Dragosani wyszedł zza gobelinu. Demon nie szalał, nie wrzeszczał i nie próbował wzywać straży. Co w sumie było na rękę wampirowi. Niby orkowie mieli rozkazy od Melkiora, ale chora wie, czy w okolicy nie było jakiegoś zbłąkanego patrolu krasnoludów. A ci zapewne nie dali by sobie nic wytłumaczyć. Antares podszedł szybkim krokiem do spętanego demona. Wyciągnął demoniczną rękę i położył ją na czole pacjenta. Przez moment przemknęła mu, czy czegoś nie powiedzieć. Ale po co? Dyskusja z demonem nie miała sensu. Trochę by pobluzgał, rzucił kilka gróźb i zaczął pluć. Zero konstruktywnej wymiany zdań. Wampir zaczął więc egzorcyzm. Jako Bestia nie musiał uciekać się do inkantacji. Wystarczyła mu tylko demoniczna moc i siła woli. Zaczął napierać umysłem na pasożyta, skrytego w głębi jaźni Aggromora. Raz za razem, nieustępliwie niczym stalowy młot. "Przepadnij" rozkazywał demonowi. Całą swoją siłę woli miał skupioną tylko na jednym. Wypędzeniu demona i uwolnieniu króla. "Ulegnij" wbijał mu w plugawa jaźń uderzenia mentalnego rozkazu. Miał czysty umysł, niezmącony zbędną myślą ani emocją. Gdyż nie ma emocji, jest spokój. I to właśnie spokój oraz dyscyplina umysłowa, były bronią wampira w tej niewidocznej batalii.
Aggromor:
Demon uległ wampirowi, jakkolwiek dwuznacznie to nie zabrzmiało. Nieprzytomne ciało krasnoluda osunęło się na podłogę.
Dragosani:
Wampir odetchnął. Opuścił dłoń. Nie wiedział ile czasu trwał egzorcyzm. W takich chwilach czas zdawał się nie mieć znaczenia. Widząc leżącego u jego stóp Aggromora, kucnął przy nim i sprawdził puls. Krasnolud żył, był tylko nieprzytomny. Chyba. Kwestią czasu pozostawało więc to, aż się obudzi. Antares podszedł do drzwi i otwierając je, wyjrzał na zewnątrz.
- Melkior? - rzucił w przestrzeń, podejrzewając, że elf gdzieś się tam kryje.
Melkior Tacticus:
Wyszedł zza gobelinu, jakoś tak mimowolnie położył dłoń na rękojeści miecza.
- Udało się? Spytał retorycznie - A wy macie nikogo nie wpuszczać, i spokojnie to nie był zamach Nurg. Obiecuje że wam to kiedyś wyjaśnię. Powiedział do orków, gdyby nie to że Aggromor wynajął dwóch elitarnych wojowników z najemnej kompanii Melkiora i Thema to ta misja wyglądałaby gorzej. Elf wszedł do komnaty zamykając drzwi na skobel. Agg się budził.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej