Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Z mroku przybyłeś i w mrok powrócisz
Tyrr aep Nargoth:
Wnętrze otoczonego palisadą zajazdu było przytulne i ciepłe. - No, lepiej załatwić to po cichu, dla dobra wszystkich. Krasnolud zbliżył się do stolika przy którym tyłek grzał Domenick i ku zaskoczeniu Draga, Melkior.
//Dopisz mnie
Dragosani:
- Zdecydowanie lepiej. - Wampir rozpiął płaszcz, gdy weszli do środka. Opuścił kołnierz, który postawił wcześniej, coby mu wiatr nie wiał po szyi. Wraz z Tyrrem podszedł do stolika.
- Witaj, Domenic. I ty też, Melkior - powitał obecnych, nie zdradzając oznak zdziwienia na widok Podskarbiego. Chociaż w głębi ducha ucieszył się na ten widok. Może młody Tacticusa okaże się pomocny?
- Można się dosiąść? - Nie czekając jednak na odpowiedź, usiadł. - To przypadkowe spotkanie, Melkiorze? - zapytał Tacticusa. - Czy też może powiadomił cię któryś z brodaczy?
Melkior Tacticus:
"Młody" Tacticus wyglądał już nie tak młodo jak w dniu ich ostatniego spotkania. Długie kruczoczarne włosy sięgające ramion, delikatny kilkudniowy zarost i spora blizna biegnąca od czoła, przez lewe oko aż po brodę nadawały mu bardziej charakteru i wyglądu twardego najemnika niż urzędnika państwowego. Jedynie spiczaste uszy świadczyły o jego elfiej naturze.
- Kope lat Drago. Domenik mnie najął jak wracałem z Revar. Zapewne wiesz że w stolicy nie byłem od roku, od trzech miesięcy moi ludzie tłuką wampirzych banitów na Północy... To - wskazał na bliznę - Pamiątka po jednym z ich dowódców. A na Veris planuję... dowiesz się w swoim czasie odpowiednimi kanałami.
Domenik aep Zirgin:
- To Rada Królewska komunikuje się ściekami? ÂŁo kurwa... Rzucił strasznie suchym sucharem Domenik, popił piwa i dodał: - Witaj Drago, co tam słychać?
Dragosani:
- Forma komunikacji Rady Królewskiej to tajemnica państwowa. Nawet jeśli to ścieki pod Efehidon. - Drago nie mógł pozwolić, aby Domenic był tutaj jedyną osobą, która włada sucharami.
- Co u mnie słychać? Standardowo... Praca ku chwale państwa. Nie polecam. - Przyjrzał się uważnie najpierw Domenicowi, a następnie Melkiorowi.
- Może miałbym pewną propozycję dla was obu. Ale przez tym... - Odwiązał od pasa woreczek z solą i położył go na stole, rozwiązując go.
- Włóżcie tu palce - zażądał tonem, który jasno wskazywał, że odmowy nie przyjmie.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej