Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Z mroku przybyłeś i w mrok powrócisz
Tyrr aep Nargoth:
- Mówiąc szczerze... nie pamiętam. Wiele osób przewaliło się przez moją kanciapę. A co?
//Od jutra pójdzie żwawiej
Dragosani:
Wygodna odpowiedź pomyślał Dragosani. Wyrównał kroki konia z niedźwiedziem Tyrra. Dyskretnie pogrzebał sobie przy pasku, niby coś poprawiając. W mroku i pod płaszczem wampira, krasnolud nie miał prawa dostrzec szczypty białego proszku w dłoni Draga.
- A nic. Układam wspomnienia. To pomaga, gry się używa pamięci krwi, ogarnąć chaos w głowie - wyjaśnił od niechcenia. Ruchem płynnym i dyskretnym, niczym jest scenicznego sztukmistrza, wsypał szczyptę soli pod kołnierz zbroi Tyrra, od strony karku, na jego skórę. Zatrzymał gwałtownie konia, obserwując reakcję brodacza. Gotów działać.
Tyrr aep Nargoth:
Instynkt nie zawiódł wampira, krasnolud wzdrygnął się cicho sycząc. Człowiek by nie zauważył ale wampir - mutant owszem. Tyrr miał pasożyta. A wy mijaliście już bramy miasta.
Dragosani:
Wampir odetchnął głębiej. Udawał, że nic nie zauważył.
- Dobrze tak wyjechać z miejskiego smrodu - powiedział, gdy minęli bramy. Oznaczało to jedno. Mniej świadków. Właściwie brak. Było to i dobrze i źle. Dobrze, bo nikt nie będzie przeszkadzał i osoby postronne nie będą narażone. ÂŹle, bo demon mógł zaatakować. Chociaż Drago podejrzewał, że ten będzie czekał na spotkanie z tymi wynajętymi Bękartami. Aby go wsparli. Tak, czy inaczej, trzeba było się go pozbyć jak najszybciej.
Odczekał jeszcze chwilę, coby oddalić się nieco od bram. Zaczął szykować uderzenie. Znów wsunął dłoń do woreczka z solą. Nabrał garść. Zaczął szykować zaklęcie, łącząc się z Krwawym Kryształem. Z jego fragmentem. Trzy... Zbliżył się nieco do Tyrra. Ot, niby przypadkiem. Dwa... Zaczął mentalnie składać zaklęcie. Jeden... Szybkim ruchem sypnął garścią soli prosto w twarzy Tyrra. Nie czekając aż opętany i jego niedźwiedź zareagują, krzyknął krótką inkantację.
- Izaar! - Uderzył zaklęciami Snu w umysł niedźwiedźa. Zwierzę mogło sprawiać problemy, a nie chciał go zabijać. Poza tym niedźwiedź ma spać w zimę, a nie. Wywinął się w siodle i kopnął demona w ciele Tyrra w twarz. Zaskoczył z konia i zaczął skupiać się, przygotowywać się aby przeprowadzić egzorcyzm. Liczył na to, że zaskoczenie, sól i kopniak dadzą mu tych kilka sekund.
Tyrr aep Nargoth:
Dały, demoniczny krasnolud spadł z wierzchowca prosto na ziemię brudząc ją krwią. Jego topór upadł dalej, dając Dragowi pole do działania. Tyle że... demon najwyraźniej nie chciał wracać do swoich kumpli z Otchłani. Skubany opuścił ciało krasnoluda i znikł w lesie. Tymczasem Tyrr ocknął się, leżąc twarzą w śniegu zastanawiał się czemu tu leży... Czuł się jak po ciężkim kacu.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej