Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Związany paktem #5
Izabell Ravlet:
Izabell słuchała słów kobiety. Słowa elementalistki były łatwiejsze do zrozumienia, pozostawiły jednak wiele pytań. Elfka wolno ruszyła w obranym wcześniej kierunku, próbując poskładać myśli. Czujność poszła w las, bo ciężko było podzielić moce przerobowe na uwagę i rozmyślania, a jak nie rozmyślać?
Dwie czarodziejki, które widziała, były chyba jej odpowiednikami w przyszłości. Jednocześnie były one swego rodzaju przeciwnościami i obie miały swoje racje. Chyba. Obie były mną, pomyślała. Nie rozróżniała ich tak łatwo, jak można by rozróżniać dwie zupełnie różne osoby. Wypowiedzi mieszały się. Było jedno zdanie, które szczególnie zapadło elfce w pamięć i przewijało się w jej pamięci częściej niż inne. Która Izabell je wypowiedziała?
Z tak roztrzęsioną jaźnią kobieta parła do przodu. Nie było już odwrotu i będzie musiała wziąć sprawy w swoje ręce, podejmować decyzje. Zabić? Ocalić? Co ja zrobię?
Hope:
W pewnym momencie wybiegłaś z zarośli na jałowe ziemie. Pośrodku rozpościerała się starożytna, zniszczona i strawiona ogniem wieża.
Usłyszałaś głos zza pleców, po czym twoje ciało uniosło się lekko w powietrze...
Izabell Ravlet:
- Ruiny - szepnęła, skupiając się na moment na tym, co widzi. Nie mogła przestać rozmyślać, ale teraz już tak łatwo nie uda jej się iść bezmyślnie. Będzie musiała szukać, aż coś znajdzie. Słuchać, aż coś...
Głos. Za nią. Nim zdołała się odwrócić, jakaś siła poderwała ją w powietrze. Zaczęła się rzucać, próbowała się przekręcić do tyłu, dość głośno stęknęła. Bała się. Była kompletnie zdezorientowana, nie myślała już nad Wielkimi i Ważnymi Sprawami. Teraz trzeba było przeżyć. A bez rozeznania sytuacji mogło być to trudne.
Izabell próbowała skupić się bodźcach, które jej ciało odbiera. Czy ktoś ją złapał i podnosi, co to był za głos? Cały czas próbowała też wyrwać się.
Hope:
Byłaś unoszona za sprawą telekinezy przez bestie, demonicznego mutanta stworzonego na potrzeby mrocznego paktu. Podszedła do Ciebie, powąchała niczym zdobycz i powoli opuściła na ziemię. - Byłam niegdyś tak słaba.
Izabell Ravlet:
Strach nie minął, wręcz przeciwnie. Gdy bestia się zbliżyła, Izabell wręcz dygotała. Nie dziw więc, że została uznana za słabą.
Czym TO jest?, przeszło jej przez myśl, jednak nie śmiała pytać. Patrzyła, z przerażeniem w oczach. Nawet gdy poczuła grunt pod stopami i usłyszała ludzki głos, nie poczuła się lepiej. Przynajmniej mówiła krótko, ale i tak sens słów nie dotarł do elfki od razu. Wypowiedź mutanta przypominała jakieś zdanie którejś z czarodziejek, ale której? Czy TO też była Izabell? Blondwłosa zaczęła się przyglądać, strach nie ustępował, ale uzupełniała go ciekawość. Co ta bestia zamierza zrobić? Co JA mogę teraz zrobić?, zastanawiała się, mając nadzieję, że jej życie zaraz się nie skończy. Jeszcze tyle do odkrycia!
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej