Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Lazurowy płomień

<< < (20/37) > >>

Karczmarz:
- Ej chwila jakie oskórować , jakie fragmenty ciała was pogrzało do reszty czy jak? - mówił cofając się od kontuaru i szukając dłonią butelek, czegokolwiek za sobą, czego mógłby użyć do obrony.

Canis:
- Bez przesady... nie znam się na ogrodnictwie! - to tak zauważył odnośnie przesadzania z głupim uśmiechem. - Jak już coś robić to kompleksowo i dokładnie!

- Jakie chwila... szkoda czasu, nie chce pan mówić, gdy piękna dama, której blask rozświetla wszelki mrok grzecznie pyta, no to nie pozostaje nic innego jak rozpruć mrok, w którym się to kryje i wydobyć kawałek po kawałku każdy strzępek informacji z zakamarka jakim pan jesteś.

Evening Antarii:
-Trzeba było mówić, jak pytaliśmy po dobroci!- prychnęła zniecierpliwiona. I żeby Salci było łatwiej, to wytworzyła telekinetyczny impuls, którym odsunęła z blatu i półek wokół wszystko, gdyż karczmarz mógł nagle ich zaatakować. Tego zaś nie chcieli. Potem przytrzymała, jakby oplotła mężczyznę tą energią umysłu, jego ręce przycisnęła do tułowia, a nogi "związała" razem. Wiedziała, że jeśli gospodarz użyje więcej siły, to wyswobodzi się z tego uścisku, ale oszołomiony może nie będzie do tego zdolny.
-Ej, nie śmiej się. To trochę złe, że chcesz go tak... potraktować, nie sądzisz?- pytała jeszcze, ale coś jej się zdawało, że to retoryczne pytanie. -A może użyć zaklęcia uroku  po prostu?- przygryzła wargę,  gdyż ta sytuacja była mocno nienormalna. Ale może potrzebna.

Canis:
- Nie no jakiego uroku... już twoja osoba tak i wdziękiem i powabem jak i osobowością zauroczyła wiele osób po co więcej jeszcze magią. - Mówił zaniepokojony wiedząc, ze takie słowa dodadzą otuchy karczmarzowi a na korzyść dla nich było wywołanie strachu i paniki, a nie szukanie alternatywnych rozwiązań...

- Dobrze zatem pytaliśmy o co? A tak kim byli ci magowie, którzy przyszli do zagajnika, wśród 4 która już stygnie był jeszcze Annar, który zbiegł, to było pierwsze. Drugie to ci z pistoletami, których truchła też stygną, a trzecie to byś mógł opowiedzieć o tych zjawiskach na zewnątrz... Zawsze lubiłem pierw łamać nogi a potem odcinać palce kawałek po kawałku by na koniec otworzyć czaszkę, a przed śmiercią pozwolić ofierze potrzymać na dłoni jeszcze bijące serce. - Opowiedział ostatnie wspominając przykład tortur w ekkerundzkim pałacu gdzie przyszło mu oskórować członka rady niedźwiedzia... - To co, zaczniemy nie? Szkoda czasu... - Powiedział chwytając za sztylet wbity w blat kontuaru. Co było sprzeczne z tym co powiedział... ale jak zwykle ostrze wywołuje większy strach niż kij... a to pierwszy etap tortur, najskuteczniejszy, wywoływanie strachu i paniki...

Karczmarz:
- Ja powiem wszystko powiem tylko nie róbcie mi krzywdy! - I jasno dał do zrozumienia, że wszystko powie... Ale czy prawdę powie? To już muszą interpretować ci co słyszą ;] - -  I ci magowie, to sąsiedzi z naprzeciwka, znaczy z drugiego wybrzeża, tam mają swój pałacyk, właśnie Annar i jego ludzie stamtąd są.... Ci bandyci z bronią to też od niego, a na niebie to nie wiem nie rozumiem, naprawdę nic nie wiem....

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej