Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Lazurowy płomień

<< < (19/37) > >>

Karczmarz:
I nagle! Wyciągnął z za lady szklankę i wkładając sobie rękę pod fartuch, zaginając jego fragment, zaczął ją obcierać jak zwykle, likwidując ślady zacieków i inne takie...

- Panno Antarii, to jest gospoda a nie biuro informacji publicznej. nie widziałem żadnych magów, a nawet jeżeli to wie pani, że nie wypada obgadywać moich gości, a ni wyjawiać o nich informacji nawet jeżeli takie bym miał chociaż ich nie mam. - powtórzył dosadnie. - Nie wiem o jakich atakujących magach i bandytach mówicie nikogo tutaj jakiego ostatnio nie spotkałem. - mówiąc to dało się zauważyć wzmożone i częste mrugnięcia powiekami oraz częste spoglądanie cozu w górę co doświadczony strażnik mógł interpretować jak wyuzdaną próbę fałszowania i zakłamania informacji, cyli nie były to nawet zatajenie informacji lecz wręcz fałszowanie zaistniałych faktów...

Evening Antarii:
-To skąd to nerwowe zachowanie? Płacz, zdenerwowanie... Wyraźnie próbuje pan coś ukryć- to fakt, metody Eve były humanitarne. Chyba nawet aż za bardzo. Dlatego nie mogła go zmusić do mówienia. Teraz w szczególności musi dbać o dobre imię, nie tylko jej ale i Bractwa, dlatego bez sensu byłoby przykładanie mu ostrza do gardła. A bardzo miała na to ochotę. Chyba rzeczywiście sadystyczne ciągoty Salazara mogły tu więcej wskórać.
-Salcia, ja tak nie umiem- zwróciła się do niego nieco podłamana, gdyż wiedziała, że takie gadanie to nawet przedszkolaka nie przekona...
-Nigdy nie byłam dobra w przemowach...- mówiła smutnym głosem, takim tonem bezradności.
-Pan się po prostu nie chce przyznać, że ma pan coś wspólnego z magami i ludźmi z pistoletami- zwróciła się jeszcze do karczmarza.

Karczmarz:
- Nie wiem o czym pani mówi, chyba mnie z kimś pani myli, każdy ma momenty wzruszeń i refleksji to chyba nie zakazane...

Canis:
- Panie karczmarzu zacznij pan gadać zanim zacznę odcinać panu kolejno fragmenty ciała i sam... - Przygotuję sobie kolację... - wyciągnę z pana odpowiedzi. - Powiedział odpinając kolejno sprzączkę, od przepaski i pasa, a następnie guziki zapinające surdut. Wyczekiwał odpowiedzi jednocześnie zdejmując kolejne krępujące go elementy, jak kij na plecach, szabla przy pasie, kolejne bronie. Po chwili stojąc już twarzą w twarz z karczmarzem położył między nimi sztylet wbijając delikatnie otrze w drewniany blat.

- Mogę? - zapytał się dla pewności, odwracając głowę do Evening. Zdejmował już rękawiczki by pozostać w samej koszuli, spodniach... no i butach podczas rozmowy z karczmarzem.

Evening Antarii:
To, co pojawiło się w oczach Eve, to był strach. Zrobiło jej się żal karczmarza! Ale cóż miała Salazarowi przeszkadzać... Niech się wyżyje tutaj.
-Ale bez przesady, okej? Później będą mówić na mieście, że anielica weszła z rekrutem do karczmy, a jak wyszli to karczmarz został oskórowany czy coś- mówiła po cichu, bo chyba sama o siebie też się zaczęła bać. Tacy ludzie to są jednak nieobliczalni... I nie chciała Salowi podpaść.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej