Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Lazurowy płomień

<< < (16/37) > >>

Canis:
Salazar tak słuchał a mina mu tak tylko zrzedła słuchając tego wszystkiego o tak:  <huh> . Gdy wyrwanog o zapytanie z konsternacji to najpierw przytaknął głową i odpowiedział no jakby inaczej.
- Tak, przepiękny. Ja bym tak ładnego nie uszył... ja bym w ogóle nie uszył, chyba że na zlecenie komuś... bo sobie nic nie szyję, bo nie spełniam swoich wymagań... no raz szatę ze skóry o... dzieło Evening przerosło nawet moje wymagania co do odzień, naprawdę dzieło niezwykle użyteczne i ładne. - Ale gdy temat zszedł an różę to deliaktnie podrapał się w brodę.

- Róża ma wiele znaczeń i nie tylko jedno jej znaczenie i pochodna jest w moim sercu, nie tylko taki jest powód aklamacji tego kwiatu przy mojej osobie. - Odpowiedział i wzruszył ramionami.

Bibliotekarz:
- Dlatego skrzętnie wykorzystałem czas ale już jutro o 20tej muszę wypływać... ah okrutne życie i znowu w zatęchłe mury do pergaminów... żeby to ktoś jeszcze tam zachodził... - żalił się z lekka, ale towarzyszył temu i tak uśmiech.

- Oj wolno, ależ oczywiście, że wolno, moja droga gdzież bym śmiał ograniczać piękne kobiety w dostępie do tańca! - Mówił śmiejąc się przy tym wesoło jakby opowiadał akurat dobry żart, z którego sam by się śmiał. - Ale widzi pani, dzisiaj na spacerze, wtedy pani z nim zatańczyła, była pani nawet kapitanem jego statku, rozniosło się od wynajętych marynarzy! Jakieś prezenciki między wami... Volfgang wygadał! I jeszcze tutaj taki spacerek na uboczu z dala od widowni... A to taki wyizolowany odludek, rzadko spotykany, nawet jako sędziego to niemożna było go spotkać, tylko jego niewolników... najemników przepraszam. - poprawił się szybko. - Także wie pani... im więcej tajemnic dla pospołu tym więcej plotek a im więcej plotek tym ciekawiej w karczmach przy browarze z karczmarzami!

- I widzisz pani? magowie zaczepili a ten elf to z nimi związany? bo to też magowie w karczmie byli... i to chwile przed wybuchem tej kuli na niebie. To się wszystko widzi pani układa... wszystko, nawet wasza obecność tutaj... Najpierw pewnie ci z bronią palną szukali Salazara, bo spotkali się na pomoście i poszli do lasu, potem żeś pani dołączyła do niego a magowie dowiedzieli się, gdzie jest Trevant, być może skojarzyli, ze spotkacie się skoro jesteście w tym samym miejscu i dorwali was dwoje! No sami odpowiadacie na swoje pytania! Karczmarze na ogół za dużo wiedzą... a wiedza to nie tylko korzyści z informacji ale ryzyko poznania groźnych rzeczy... być może ten nasz wie za dużo? kto wie... - wzruszył ramionami.

- Elf? Elfy są fajne... knują ciągle i trochę nadęte ale fajne... raz mnie jeden wkurzył to jak mu w pysk wylakierowałem to od razu 4 zęby zgubił i szczękę połamał, a się nawet nie starałem! No ten lazurowy płomień... musieli byście przepłynąć na drugi brzeg i to sprawdzić najlepiej, dotrzeć do źródła. ja osobiście podejrzewam, że to był kryształ, który świecił w nocy i ktoś doprowadził do jego destabilizacji w jakiś sposób... a on w wyniku tego, może magicznych jeszcze zaklęć wywołał to co obserwowaliśmy i obserwujemy... Ciężko mi powiedzieć ekspertem nie jestem ale tyle co z ksiąg to wiem...

Evening Antarii:
-Nie ma to jak rzeczy, które wyszły spod kobiecej ręki. Może i mężczyźni są precyzyjni, ale kobiety mają ten zmysł estetyczny- uśmiechnęła się. -A ty Salcia dobrze szyjesz, skoro niektórych nawet ceny nie odstraszają!- lekko szturchnęła go w bok. Kiedyś to mu nawet zazdrościła i była wściekła, że konkurencję jej robi... Ale potem stwierdziła, że może szyć hobbystycznie, w wolnych chwilach, gdyż i tak nie ma na co pieniędzy wydawać. Takie tam problemy bogaczy.
-Oj tam, niech pan nie narzeka! Chatal zdecydowanie ma swoje uroki i chyba nawet niedługo odwiedzę was tam. A to było tak dawno, te tańce i Chatal przecież... Kto by sobie tym głowę zawracał jeszcze?- spytała retorycznie. -Elf nazywał się Annar i dowodził nimi. Wredny dziad jakich mało. Więc byli u karczmarza, dowiedzieli się o tym, gdzie możemy być, a potem przygotowali zasadzkę?...- myślała na głos, nie do końca będąc pewną, czy myśli dobrze. -A na drugą stronę basenu można się wybrać. Popłynąć, albo polecieć - bo szybciej.

Canis:
Na szturchniecie zrobił teatralna, wielce oburzoną minę, na której malowało sie takie bezdźwięczne "AÂŁA!". By po chwili uśmiechnąć się i odpowiedzieć.
- Chciałem zaproponować ci wspólne prowadzenie zakładu, abyśmy nie robili sobie konkurencji a zawsze współpracowali! - mówił z przebiegłym takim... uśmieszkiem. - A nie odstraszają... bo jestem jedynym krawcem ze sklepem! do ciebie muszą przyjść do domu a ja witam z ulicy w dzielnicy handlowej, dlatego przychodzą... poza tym... udało mi się wygrać przetarg na uczycie eleganckiego stroju dla króla, od tego czasu nie było problemu z klientami... odmawiając niektórych zleceń w zaciszu dzielnicy handlowej proponowałem twoje zdolności, mam nadzieję, że nie masz mi tego za złe... - ostatnie zdanie cicho szeptem dodał patrząc w dół, jakby się wstydził tego... ale może to tylko takie udawane było...

Bibliotekarz:
- Panno Evening... Musi pani zrozumieć, ze przeciętny chłop i mieszczanin ma bardzo nudne życie pełne pracy i trosk o rodzinę. Gdy widzi życie bogatych ja wy, celebrytów normalnie i niejasne strony waszych żyć i nie rozumie waszych serc to dla rozrywki własnej zaczyna malować spiski, którymi tłumaczył by to czemu jesteście tacy a nie inni i czemu tak się zachowujecie a nie inaczej...

- Annar? Coś mnie to imie mówi... On nie był na Chatal kiedyś może w bibliotece?

- Zasadzkę... no nie wiem... czemu mieli by robić na was zasadzkę? Musieli by mieć powody by chcieć was zabić. Ja nie wiem... to tak jakby polowali an was? najpierw te z bronią palną teraz magowie? fiu fiu... toście sa tacy jakby zagrożeni co?

- Polecieć, popłynąć... toć ten gad nie ma skrzydeł to se nie poleci! - wskazał na Salazara od stopy po głowę pokazując, ze tam skrzydeł nie ma. w myślach przebiegło mu, że co najwyżej to on rogi ma, ale wolał nie mówić żeby czasem ktoś głupio nie skojarzył nieodpowiednich rogów, bo wkońcu czym innym są demonie rogi a czym innym jelenie... bo jeszcze by mu Trevant pokazał zastosowanie Pręgierzu na Chatal! - Popłynąć możecie sobie... tu łodzie są, karczmarz by wam dał... Chyba ze parka chce się rozdzielić i na przykład pani poleci na drugi brzeg, a ten tu... pójdzie pogadać z karczmarzem. Też jest taka opcja. Chociaż Salazar może nie wiedzieć tego co pani mówił ten Annar... a to może być istotne? czy już rozmawialiście o tym spotkaniu między sobą?

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej