Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Lazurowy płomień

<< < (15/37) > >>

Bibliotekarz:
- Dostałem tylko tydzień wolnego... już jutro muszę płynąć na Chatal... niestety. A spacer! Ale i tak ludzie będą plotkować jak was tu tak widzą! Ale to mogliście szybciej przyjść... ładnie było widać jak promień uderza w niebo i tworzy tą kulę! - Mówił niezwykle ochoczo wskazując palcem po kolei jak to przebiegało, by w końcu kilka razy zamachnąć rękoma obrazując jakie to wieeeelkie coś na niebie było. - Tajemniczy zaraz tam tajemniczy... Takie coś to kurcze.... ciężko opisać jakoś... to wyglądało jak opis tworzenia magicznej bariery o! tylko ze z jednego miejsca promień energii szedł, a rozdzielił się na siedem! a tworząc barierę z monolitów 5 żywiołów to z 5 stron lecą promienie i tworzą z energii barierę. - mówił gładząc włosy na brodzie i wspominając opisy tworzenia magicznych barier. - Ale jakie pozostałości po tym eksperymencie! zobaczcie jak magiczny pył materii mieni się na niebie! Bezpieczne... na tyle co się znam na magii to był chyba nieudany eksperyment albo coś.

Evening Antarii:
-Tydzień to niedużo. A dobrze tak od czasu do czasu odwiedzić "stały ląd", niebędący taką małą wyspą. Między miastami nie trzeba pływać łódką- zauważyła. -Co pan porabiał przez ten czas? Efehidon jest ładny latem, bo biedaków mniej jest na ulicach i szybciej coś do jedzenia znajdą i nie marzną jak te psy z kulawą nogą- westchnęła. Ale co prawda to prawda... Jak potrzeba wypoczynku, to po co dołować się takimi widokami? -To i wcześniej nie plotkowali? Pogadają pogadają i im przejdzie- stwierdziła z uśmiechem i spojrzała na Salazara, żeby domyślić się co on o tym może myśleć.
-Szybciej przyjść nie daliśmy rady! Ktoś nas po drodze zaczepił. E tam, niemiła sprawa całkiem... A skąd ten płomień się pojawił? Z wody się wynurzył, czy z południa przyleciał?- pytała o szczegóły, bo że było to piękne, to już wiedzieli i raczej nie przyda im się to. -Nie zauważył pan nic podejrzanego w tym? Ja bardzo się wystraszyłam gdy to tak spadało...

Canis:
- Pfff... Plotki... zależy co wymyślą. Może wymyślą coś takiego, co będzie dobre i nie będą musieli zapominać... Powiedział spokojnie kierując swoje oczęta w górę, składając usta, wzdychając, kierując ich kącik w odległą część policzka... (nie da się tego ładnie opisać ;/) no wyglądał wręcz jak taki aniołek... tylko bez aureolki...  <aniol>.

jednak zatrwożony widząc, ze Eve o wiele lepiej dostrzegała zagrożenia tej sytuacji nie wtrącał się i słuchał... miał nadzieję, że słysząc jej pytania najlepiej zrozumie jej obawy, skonfliktuje ze swoimi i tym samym oboje poznają najlepszy obraz zagrożenia jaki niesie ze sobą taki wypadek jak dzisiaj... A dzisiejszy dzień mimo nieszczęsnych wypadków i tak był dobrym dniem i Saluś wiedział, ze co by cię nie działo, to dziś i tak mu nic nie zepsuje dobrego nastroju!

Bibliotekarz:
- No nie dużo... ale gdybym pani opowiedział plotki jakie się niosą w kuluarach władzy na Chatal to byś pani nie uwierzyła... Normalnie masakra... ale za to gdyby się spełniło to miał bym więcej praw socjalnych! Może nawet 3 tygodnie urlopu byśmy wycyganili w prawie! - Mówił tajemniczo pochylając się do Evening i zasłaniając delikatnie usta, żeby Salazar nie widział, ale to raczej w formie żartu czy raczej zabawnego gestu, w końcu Salazar z pewnoscią to słyszał. - A robiłem... 3 dni już tu leżę nad tym jeziorem i wypoczywam... jak taki gad na słońcu wygrzewając starą skórę! A prędzej to zwiedzałem pani,m byłem na północy poznać miasto krasnoludów, zahaczyłem o dżunglę i w ogóle... piękne tutaj są rejony! Na Chatal nie mamy takiej różnorodności wszędzie ciepło, trochę tropikalnych zdziczałych terenów, hałdy pustynnych piasków i trwożne skalne szczyty wulkaniczne... No jeszcze trochę bagiennych terenów na samych krańcach w zmienne pory jak teraz co nadchodzi... ale to mało i rzadko dostrzegalne, szkoda gadać... - machnął ręką mówiąc o jakże nudnych rzeczach dla niego jak i większości mieszkańców, którzy cały rok odczuwali tam temperatury nie spadające poniżej 20 stopni...

- Plotki o was? O pani... to ja o was parę alt temu słyszałem... to coś w Ekkerund w karczmie jakieś tańce i swawole, potem sławna podróż na Chatal i dziwna zmiana jego prezencji... - opowiedział wskazując i mając dziwną zniesmaczoną minę. - No ale też szwaczki miejscowe mówiły, ze jednego dnia szlachcianka szyje płaszcz czy kubrak a tydzień później to odzienie nosi ten tu o i jeszcze paraduje po mieście z podniesioną głową chwaląc się prezentem! - wskazał Salazara palcem. - Nie mówiąc już o jego wyglądzie, który już na pierwszy rzut oka wskazuje lubość i fascynacje różą! - powiedział i uśmiechnął się nakierowując dłoń na jego spinkę przy przepasce, czerwone szarfie na surducie, która to takich właśnie kształtów a na stałe wkomponowana w surdut. -  To ludzie myślą i wymyślają... Ale co ja tam wiem, stary jestem i mogę mówić co chce, z wiekiem mogę sobie pozwolić panie hrabio by nawet tak się do ciebie zwracać! - Figlarnie się uśmiechnął do dwójki mając nadzieję że i oni podzielą to rozbawienie sytuacją. - Tak... no kiedyś przestaną gdy zauważą, ze to tylko  normalna znajomość spokojnie... każde z was młode piękne dobrze sytuowane to i rody niedługo wielkie będą szerzone gromadami dzieciąt i wnucząt to i przestaną snuć domysły.

- Ktoś zaczepił was? Pewnie potrzebowali pomocy anielicy-rycerzycy i rekruta bractwa? właśnie wy dziwnie się tu jakoś składacie, wspaniała Anielica i nędzny rekrut w patrolu czy jak? Dziwne te układy... pewnie takie szkolenie co? - dopytywał ciekawski... - Oj dużo się dziś tu dziwnych typów kręciło... Zwłaszcza przy karczmarzu, nawet widziałem jak bronią grozili... ba nawet wystrzały dziś słyszałem z broni palnej! ale to po południu no parę godzin temu. - mówił zamyślając i przerywając chwilami, w końcu jednak wrócił do siebie od wspomnień dalszych do tych jakże aktualnych.

- Skąd się pojawił... Panno Evening, słyszała pani o Lazurowym płomieniu? Salazar opowiedział? codziennie tu oglądał! podglądałem go. To takie światełko na drugim końcu basenu, które sobie świeciło każdej nocy. dziś to światełko wystrzeliło promieniem w niebo i zaczęło tworzyć tą taką dziwną kulę na niebie, która pękła na 7 fragmentów. Ale nie uderzyła w ziemię... czyli albo była to zwykłą manifestacja anergii, albo materia która się rozsypała, została zmieciona w te drobinki które układają się teraz w zorzę... albo poleciały tak daleko, że nie dotknęły ziemi... a przynajmniej Valfdeńskiej ziemi. Czyli źródłem jest plaża na drugim krańcu basenu, po drugiej stronie rzeki, inaczej być nie może. Podejrzane... powiem pani że... z doświadczenia wiem, że ktoś może kombinował coś złego ale nic złego nie zrobił... to było zbyt piękne by było groźne! Musiało się nie udać albo... taki był zamiar by zrobić coś takiego. - powiedział wskazując niebo z uśmiechem.

Evening Antarii:
Słysząc o plotkach na Chatal, Eve roześmiała się wesoło, bo gdzież takim małym wyspom do dużego Valfden. A tam też przecież mają swoje, odległe od tutejszych problemy. W centrum zainteresowania są inne osoby i raczej nikt nie interesuje się tym, co dzieje się chociażby w Efehidonie. Eve też nie wiedziała o czym Bibliotekarz mówi, ale szczerze ją rozbawiła ta wypowiedź, taka ludzka i normalna.
-O, to chyba nie chcę nawet wiedzieć, skoro takie poważne rzeczy w tych "kuluarach". Mimo wszystko ja nie wykupuję kolumn w gazecie by pisano o mnie. Wręcz przeciwnie- unikam tego. Z natury jestem nieśmiała. Na szczęście!- podsumowała.
-To naprawdę miło spędzone trzy tygodnie. Pozazdrościć-  powiedziała Eve, gdy usłyszała o błogim lenistwie na plaży. -Na Chatal nie pada śnieg... Nie ma zwykłych, normalnych równin... Czasem trzeba odpocząć od swojego środowiska, tak się nawet zaleca. Tańce i swawole pan mówi?- uniosła zadziornie brew. -Czy to potańcować już niewolno? Na festynach każdy każdego obtańcowuje i plotek nie słychać, gdyż to zwykła zabawa- machnęła ręką, tak jakby na całą tą ludzką głupotę. -Płaszcz szyłam, i owszem! Całkiem ładny wyszedł, prawda Salciu?- zagadnęła. -Z resztą dla siebie taki sam skroiłam tylko w kobiecym fasonie. Wielka mi rzecz- prychnęła śmiechem pod nosem. -A z tą różą, szczerze powiem, nie rozumiem tej fascynacji- posłała Salazarowi spojrzenie, które mogło znaczyć dosłownie wszystko.  Potem rozmowa zeszła na tematy mniej wypoczynkowo-plotkarskie.
-Zaczepili nas... magowie- rzekła dyskretnie. -W zagajniku jeszcze ciepłe ich truchła leżą. A toż to nie żadne układy, tylko jak mówiłam, spacer zwykły. Mówi pan, że karczmarza straszyli? Widzieliśmy go, a jak nas ujrzał, zaraz czmychnął do środka i się schował? Co to za akcja była z nim? Nagrabił sobie u kogoś czy jak?- dopytywała.
-Nie wiem co to ten płomień... To znaczy pewien elf mi o nim opowiadał, ale jemu wolałam nie ufać. Ale jak to sobie coś mogło świecić na drugim brzegu? Nie rozumiem... - przyznała skonsternowana. -Czy to była magiczna kula jakaś?

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej