Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Lazurowy płomień

<< < (14/37) > >>

Canis:
Salazar dojrzał karczmarza oraz bibliotekarza. - dogladając ich w tłumie odwrócił głowę do Evening.

Widział jej zatroskanie i zmartwienie, chęci i pragnienia działania na własna rękę... nie powstrzymywał jej przecież, miał nadzieję wręcz, ze Evening pomoże i mu teraz w tym momencie jak i w każdym kolejnym dniu ich życia, by dzielili się ze sobą swoimi wrażeniami, doświadczeniami, propozycjami, kierunkami... wszystkim co mogło by na nich wspólnie i dobrze oddziaływać... Chodź był też świadom przywiązania i lubości dla wolności własnego buty.

- Hej... - Zaczął delikatnie cicho i i ciepłym głosem. - Nie martw się... to na pewno nic złego... Wszystko się da wyjaśnić, spokojnie. - Mówił wpatrując się w te wielkie, zatrwożone oczy szukające odpowiedzi.

- Dostrzegam dwójkę...Właściciela zajazdy, karczmarza... jak się pojawiliśmy szybko zniknął za drzwiami zajazdu, widziałaś? - zapytał pokazując palcem na stłuczoną szklankę, którą porzucił. - on coś wie i się boi nas... coś ma na sumieniu...

- Tam w tłumie przy pomoście jest Bibliotekarz z Hessein! O zobacz jak nam macha! - Powiedział Evening z uśmiechem pełnym radości, mając nadzieję, ze i takie zabawne zajścia... bowiem rzadko kiedy szlachciury wysoko postawione osoby w takich miejscach zachowują się tak bezpośrednio i śmiało jak ten wymachujący do nich. - On jest mądrym człowiekiem, szczerym i bezpośrednim, z pewnością bardzo dobrze opisze to co się tutaj stało...

- Evening co proponujesz? Idziemy razem ich przepytać? czy może podzielimy się i zrobimy to z osobna? A może zbadamy wszystko na własną rękę? Eve... Nie ma co się martwić... musimy znaleźć odpowiedzi an to co nas trapi w związku z wydarzeniami... rozwikłać je... by móc w zaciszu... wrócić do nas. - odpowiedział z uśmiechem. - To jak moja pani? Masz doświadczenie większe w takich tych... śledczych sprawach! Ja mam w wykonywaniu tortur i w wydobywaniu informacji jakby coś! jakie propozycje na działania? wspólnie czy z osobna i kogo sprawdzamy? - dopytywał żwawo kładąc ręce na biodrach licząc na porozumienie miedzy nimi i podejmowanie dalszych działań! wszak noc była długa... ale też pełna strachów! musieli działać!

Evening Antarii:
Wśród tych par i pojedynczych postaci wyróżniały się trzy jednostki. Tyle zdołała Eve dostrzec. Kojarzyła gospodarza tego zajazdu, może nie jakoś prywatnie, ale z twarzy, z widzenia. Ot co. Za to on poznał ich i anielica dostrzegła, że mężczyzna nerwowo uciekł do środka, jakby się czegoś obawiał. Została po nim tylko stłuczona szklanka.
-Nie boję się- zapewniła. -Mi akurat nic nie grozi, teoretycznie- rzekła chłodnym, spokojnym głosem. -Nie znam karczmarza dobrze. Kilka razy go widziałam i to tyle. Nie rozmawiałam z nim nigdy- wzruszyła ramionami. Nie wiedziała czym mogło być spowodowane to zachowanie gospodarza. Od wyprawy na Chatal minęło już wiele miesięcy, a w tym czasie Eve zdążyła na przykład awansować. Niemożliwe, żeby nie słyszał o kolejnej skrzydlatej istocie latającej nad Efehidonem. Plotki rozchodzą się tu szybko. Zignorowała go.
-To on? Bibliotekarz?- Eve uniosła brew. Jego też nie znała... co tu dużo mówić... a jak już to znów tylko z widzenia. -Możemy iść z nim porozmawiać- w sumie było jej to obojętne, nie znała żadnego z tych mężczyzn jakoś bliżej i nie widziała powodu, by w ogóle z nimi rozmawiać. O ile Bibliotekarz był nastawiony przyjaźnie i machał w ich stronę, to karczmarz zachował się jak jakiś dzikus, ale widocznie miał powód. -Bibliotekarz pewnie nie będzie zmyślał tylko powie jak było- stwierdziła. Potem w ogóle już się zdziwiła, bo ona naprawę co jak co, ale rozwiązywać zagadek nie umiała. To w ogóle nie jej bajka. -Co? Ja i jakieś śledztwa to dwa różne światy!- odparła. -Lepsza jest bezpośrednia walka z przeciwnikiem a nie jakieś tam skradanie się i śledzenie- zmarkotniała. Jakoś... nie odnajdywała się w tej sytuacji. Była ona dla niej po prostu dziwna i niezrozumiała.
Ona dostrzegła bowiem kogoś jeszcze. Salazar chyba go nie widział, ale on siedział na dachu, przy kominie... i machał do niej. Spojrzała na niego, żeby wiedział, że go zauważyła. Wykonała nieznaczny ruch głową, jakby kiwnęła na Salazara. Ciekawe dlaczego nie chciał, by on także go dostrzegł... Postanowiła jednak nie wdawać się w jakąś rozmowę na migi, tylko później do niego po prostu się przemieścić. Albo polecieć. Na razie jednak wolała porozmawiać z Bibliotekarzem.

Canis:
- Przecież nie proponuję tego... nie skradania i śledztwa... ale żeby wiedzieć co tu dokładnie zaszło trzeba by ludzi wypytać... przecież nie wiemy ani skąd te światła na niebie dokładnie, co jest po drugiej stronie basenu, ani co to za rozbłyski, ani skąd magowie wiedzieli gdzie jesteśmy, ani kim była ta dziewczynka Oktawia... ktoś musi nam udzielić tych informacji... - Powiedział zdezorientowany. - Ja lubię... zwłaszcza gdy stawiają opór w czasie rozmowy i zapierają się, ze nic nie powiedzą... Zresztą ty też miała byś do tego dar by łamać... ludzkie serca i namawiać do mówienia... Widzisz jak ja się rozgadałem dzisiaj w tym zagajniku, coś w tym jest!

Zamachał w końcu do Bibliotekarza, by zaprosić go do nich, lepiej na uboczu rozmawiać a nie przekrzykiwać się wśród tłumu, a jako, ze Bibliotekarz nie stronił od rozmowy, to warto było skorzystać z okazji!

Bibliotekarz:
Oj starawy mężczyzna, który na ogół przywdziewał gruby płaszcz siedząc w chłodnych murach biblioteki w głębokich podziemnych kompleksach wszechnicy marchii Chatal w Hessein, dzisiaj wyglądał znacznie odmiennie - najwyraźniej cieszył się zasłużonym urlopem!


(wygląd bibliotekarza)
Dzisiaj jednak przywdział lekkie krótkie spodnie do kolan, koszulkę z oderwanymi rękawami, miał ją rozpiętą a na klatce piersiowej, gdzie gęsto rosły siwe już włoski, wisiał mieszek z grzywnami, nic więcej dziadyga nie miał ze sobą! Szybkim krokiem ruszył w waszą stronę oddalając się do tłumu i podchodząc do was.

- Pani Szlachcic Evening Antarii... jak zwykle piękne a te skrzydła... majestat i Chwała Zartatowi naprawdę... no i Hrabia Salazar Trevant! Cóż za niespodzianka spotkać taką dwójkę znamienitych osób! - Mówił kłaniając delikatnie dwójce. - Widzieliście co tu się działo! Jakie piękne zjawiska magiczne! Czyt o jakie święto jest czy coś? Bo to było piękne i jeszcze ta zorza teraz, piękne rzeczy... Na wakacjach jestem, wakacyjnym wypoczynku i dziś to mnie normalnie zaszokowało co tu się działo! A wy? co wy pani i panie tutaj robicie? - z zafascynowaniem ciekawością i nieukrywaną pasją mówił o tym co tutaj robi, czo widział, ale też ciekawość go zżarła czemu to dane było mu ich spotkać w tym miejscu. Widać po nim, ze chętnie opowie co wie, ze szczerą wolą, taki to dobry chłopek roztropek był. Jednak czy wiedział wszystko? No właśnie...

Evening Antarii:
Eve już nie chciała wdawać się w dyskusję, czy "śledzenie" jest fajne czy nie... Wiedziała przecież, że trzeba wypytać o to, co się stało. A ludzie nie wydawali się być zaniepokojeni.
Już nie odzywając się na ten temat, podeszła do Bibliotekarza, który miło przywitał ją i Salazara.
-Tak, chwała- jakby to wszystko to tylko jego zasługa była :( . A to przecież ona musiała się napracować, a nie on, by dostać skrzydła. -Chyba wszyscy widzieli ten niebieski płomień. Rozpadł się w górze na kilka części, które poleciały w różne strony. To prawda, wyglądało to pięknie, ale czy było bezpieczne?...- ściszyła głos. Potem uśmiechnęła się na wieść o wakacjach Bibliotekarza. -Miło sobie tak wypocząć! Ale na hemis lepiej wrócić na Chatal, żeby nie marznąć tutaj- zaśmiała się. -Na długo pan został? Astas było wyjątkowo słoneczne i udane. Tylko ten dzisiejszy wieczór taki... tajemniczy. A my przyszliśmy na spacer tylko.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej