Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Lazurowy płomień

<< < (13/37) > >>

Canis:
Spadająca gwiazda... pomknęła w kierunku lasu - wskazał palcem. - Zatem leciała stamtąd - powiedział wskazując kierunek przeciwny - zatem znad basenu, znad plaży... może goście zajazdu widzieli coś więcej, oni może nam podpowiedzą co to było dokładniej.

Mówiąc to uklęknął przed ciałem Oktawii i podniósł przedmiot, kwiat w formie kryształu z ziemi.

Nazwa: Złoty kwiat Is Gracil
Opis: Złoty, dokładnie i precyzyjnie szlifowany kryształ, który swoją figurą dokładnie i precyzyjnie dodaje wygląd kwiatu. Figurka przypominała szkło, które świeciło blaskiem słońca. Składała się ona i miała jeden rozkwitły kwiat przypominający zakwitłą różę, oraz dwa pączkujące po bokach, wszystko oprawione było delikatnymi listkami. Mimo, ze konstrukcja wydawała się chwiejna i krucha, figurka była niezwykle wytrzymała jak na kryształ - najpewniej nie było to zwykłe szkło. Osoby niezwykle spostrzegawcza w świetle magicznym potrafią dojrzeć napis widniejący na łodydze, wyżłobiony dłutem, który niesie tekst: "Kwiatku, światło zbudź, pokaż mocy dar, odwróć czasu bieg i wróć dawny skarb." Kwiatek otrzymano od zamordowanej w okrutny sposób Oktawii Is Gracil. Wypowiedzenie wyrytych słów powoduje rozbłyśniecie kryształu jaskrawym ciepłym, żółtym światłem. Oktawia Is Gracil z kwiatem w dłoniach.

Podniósł go z ziemi i przyjrzał się mu. Podszedł do Evening i podał.
- Zachowaj go... - wzruszył rękoma. - na pamiątkę! Chodźmy na plażę, tam wypytamy o to co się stało... może to coś pomoże... A Annar... pewnie nie wróci zbyt szybko, skoro jego pomocnicy nie żyją... będzie zbierał większą grupę napastników, chyba...

Evening Antarii:
-Warto spytać ich o to...- przyznała. Potem zaś, gdy Salazar wręczył jej szklany kwiatek, przyjrzała mu się dokładnie, podziwiając misterną pracę nad tym przedmiotem. Skąd wzięła go mała sierotka? To już pozostanie na zawsze w sferze domysłów. Musieli jednak opuścić miejsce jej śmierci, które było też miejscem bestialskiego mordu na niewinnej osobie, jednak na szczęście jej zabójcy polegli na zawsze. Pożegnała dziewczynkę szybkim, ale wiele wyrażającym spojrzeniem, i schowała pamiątkę po niej do kieszeni. Musiała na nią teraz uważać.
Teraz ruszyli na plażę skąd przybył ten płomień. Eve mimowolnie nasłuchiwała odgłosów zderzenia, upadku, wypatrywała płomieni, wyczuliła się na drżenie ziemi...
-Zapewne zjawi się w najmniej odpowiednim momencie- westchnęła z lekką, ironiczną nutką w głosie.

Narrator:
Gdy mijaliście kolejne metry lasu, zagajnika, gdy oddalaliście się od makabrycznych ostatnich scen, które pełne były martwych ciał, rozsypanego szkieletu, mordu na niewinnej dziewczynce, agresji słownej i chamstwa Annara, towarzyszyło wam niezwykle niespokojne i aktywne niebo ponad koronami drzew...


Nie było ono z natury aktywne, gdyż każdy wiedział, ze ruch nieboskłonu nie jest codziennością, a to co na nim widać to nieruchoma często tafla, na której wędrują już tylko latające meteory czy komety, księżyce, słońce czy planety widoczne jedynie w piękną czystą gwieździstą noc z pełną aparaturą, a tak naturalnie nie dostrzegamy naocznie różnic i zmian... nie jesteśmy ich świadomi.

Dzisiaj spoglądając w niebo Evening i Salazar mogli dojrzewać wielu magicznych chwil, nie tych refleksyjnych bo to już ich indywidualna sprawa co oni sobie myśleli w tym czasie. Jednak wspólnie mogli dostrzegać to na przykład, ze teoretycznie piękne czyste niebo, bezchmurne, powinno w tej porze roku obrazować pięknem i czystością, nieskazitelną mocą gwiazd. Tak nie było. Kilkadziesiąt minut... może godzinę od eksplozji czegoś an niebie, która była niczym zabawowe ognie, fajerwerki czy pokazy magicznych sztuczek w okresach świątecznych. tak teraz ujrzeli coś, co naturalnie dostrzegać powinni w okresie Hemis, późnej centralnej Hemis...

Dostrzegli mieniącą się łunę na niebie mknącą liniami i pasmami w wielu barach na których dominował zielony-szmaragdowy, czy też fioletowy-fiołkowy. Te barwy dominowały działając na wszelkich widzów.

Zmiany nie były tak gwałtowne ja pierwsze, gdy nastąpiła bezdźwięczna eksplozja", nie... po prostu dynamicznie pogoda wyprawiała figle dając złudzenie... a może poprawne odczucie aktywności przyrody i natury, naturalnego stanu rzeczy i - co najważniejsze - poczucie bezpieczeństwa, żeby nie martwić się tym co było, lecz cieszyć tym co jest.

Niemniej jednak pierwsze co dwójka idąc lasem dostrzegła najpierw to budynek wkomponowany w krajobraz dziwnie ukształtowanych terenów, by dostrzec mnogą ilość mostów nad skąpymi strumykami, a następnie w oddali tuż przed zajazdem długą rozległą plażę ciągnącą się wzdłuż zerwanych tamami rzek, w dalekie krańce. Oboje jednak Evening i Salazar dostrzegli u fasady zajazdu ciągnący się w głąb wytyczonego rejonu rzek pomost, na którym stało kilkunastu ludzi żywo rozmawiających ze sobą... ale nie było w tym strachu... nie byli jacyś szczególni... na pewno bogaci - żaden biedak nie trafia do tego Zajazdu z kwestii finansowych. Dojrzeć mogliście bogato ubranych szlachciców opierających się o ozdobne drewniane laseczki, czy piękne panie w zwiewnych sukieneczkach i z drobnymi parasolkami... tak parasolki nawet nocą, gdy słońce nie świeci, czy gdy deszczyk nie pada były modne w tym sezonie wśród starczej elity szlacheckiej!

Evening Antarii:
Nikt, zdawało się, nie miał świadomości co właśnie wydarzyło się w zagajniku. Kilka trupów czarnych magów leży tam i pewnie zostanie odkrytych niedługo, lecz któż mógłby wiedzieć jaka walka miała tam miejsce?... Ludzie byli też nieświadomi lazurowego płomienia, który pękł na niebie. Anielicy zdawało się, że to było naprawę niezwykłe wydarzenie, być może niebezpieczne?, a na pewno tajemnicze. Stąd u niej ogromna chęć lotu w górę, by znaleźć tę niby spadającą gwiazdę, zobaczyć z poziomu ptaka gdzie upadła, a może jeszcze leci. Ta myśl nurtowała ją ciągle i nie dała się zepchnąć na plan dalszy. Aż do czasu ujrzenia świateł na niebie. Typowych dla hemis a pojawiających się w astas.
Niepokój mącił spokój Eve pomimo tych widoków. Jej oczu nie męczył obraz żebraków i innych biedaków żerujących na ulicach Efehidonu. Nie było tu biedy ani głodu. Wszystkie panie ubrane były na bogato, szminki miały najczerwieńsze, a rękawiczki białe i falbankowe. Mężczyźni o wyprostowanych postawach, niezmęczeni pracą  fizyczną, tak samo jak kobiety przypatrywali się tańczącemu niebu. Czy tylko Eve czuła, że coś jest nie tak?... Hemisowe pokazy na nocnym niebie w letni wieczór nie były normalne. A może to sprawka tego płomienia? Poruszył on całe niebo i rozświetlił na tysiące kolorów.
Postaci ludzkie istotnie pięknie wyglądały pod tym niebem naznaczonym światłem. Toczyły się rozmowy, od czasu do czasu którejś panience wyrwało się krótkie westchnienie zachwytu. Jak próżni są ci ludzie... przyszło anielicy na myśl. Prawdopodobnie podobałby jej się ten obraz, ale nie w tym miejscu i nie w tym czasie...
Tajemnicza była aura tej scenerii i zdarzenia, które ją poprzedzały, a może nawet odbywały się w jej trakcie też takie były. To wszystko nie pozwoliło kobiecie skupić się na pięknie zjawiska, na szeleście sukien i zapachu dymu z fajek wystrojonych mężczyzn.

Narrator:
Evening Antarii i Salazar Trevant przeciskając się wśród tłumu dojrzeli w końcu trzy jednostki rozrzucone po cąłym kompleksie, które wydały się odstawać wizerunkiem od naturalnej strefy gości tego zajazdu.

Oboje rozpoznali wśród nich osobę przebraną za karczmarza... Salazar Trevant ujrzał miejskiego bibliotekarza z Hessein... Evening Antarii zauważyła dziwnego Tajemniczego Jegomościa.

Karczmarz stał u drzwi zajazdu samotnie wpatrując się zatrwożonym wzrokiem w niebo. Gdy z oddali dojrzał żywego Salazara Trevant i Evening Antarii idących z zagajnika , gdy zauważył, że są ÂŻYWI z dłoni wypadła mu polerowana szklanka. Jak gdyby nigdy nic obrócił się na pięcie i spokojnym krokiem, jednak przerażona miną obrócił się na pięcie i spiętym krokiem wymuszenie powolnym ale żwawym wszedł do środka budynku i zamknął drzwi za sobą. - a po jego ruchach było widać, ze coś tu nie gra...

Bibliotekarz ujrzał z oddali będąc na pomoście na tyłach gawiedzi Salazara oraz Evening Antarii. Salazara siłą rzeczy znam, zaś Evening kojarzył z legend i opowiadań. Będąc daleko zaczął do nich machać rękoma i zapraszać gestami do siebie. - był to prosty człowiek, bogaty ale prosty, z natury bezpośredni i szczery, a jednocześnie życzliwy i prawdomówny... widocznie lektura ksiąg nie wyrobiła u niego postaw tajemniczości i skrytości!

Tajemnica, zakapturzona postać skryta pod grubym płaszczem... - latem, w ostatni upalny dzień w worku zakrywającym całe ciało czernią powodując niemal "gotowanie się" osoby pod płaszczem... no było to coś nienormalnego i niecodziennego. Jego jednak dojrzała Tylko Evening, jego osobę podpowiedziała jej anielska intuicja, nie umiejętność, tylko taki... szósty, kobiecy zmysł. ta tajemnicza postać czaiła się na dachu zajazdu, skryta za kominem. Machał dłonią zapraszając Evening do siebie tak, by Salazar go nie dojrzał.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej