Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Lazurowy płomień

<< < (12/37) > >>

Canis:
O... to pewnie ten dziwny elf... - pomyślał słuchając słów, by w tym samym czasie, równolegle oprzeć dłonie na biodrach, gdzie przypięte były dwie bronie, szabla, której ostrze poza pochwą było uwolnione, widział jedynie na uprzęży, no i rapier, który jednak miał wzmocnienie i osłonę - więcej, Salazar nawet nie potrafił nim walczyć!

Słuchał słów Annara i poczuł jakże wyraźnie ignorancję jego osoby... To nie było miłe! Pomyślał, wiedział, że będzie musiał się bronić... Będzie dobrze. - Jawiło się na jego twarzy, w oczach tak i umyśle, w końcu taki dzień jak dzisiejszy? Nic nie mogło go zepsuć... a że już itak stali wśród trupów... to po prostu kupka się zwiększy!

Słuchając słów i przyglądając się uważnie magom delikatnie zaciął skórę dłoni zapierając ją na szabli. zacisnął na ostrzu rękę, a krew leniwie zaczęła spływać po ostrzu z ran, które - niewielkie, pojawiły się na wewnętrznej stronie dłoni i w formie łączącej się linii na palcach.

Gdy ostatnie słowa Annara rozbrzmiały, a Czarni magowie zaczęli przygotowywać się do rzucenia zaklęć w formie pocisków, na co wskazywały owalne ruchy dłoni i kostura - słyszał o tym zaklęciu, o pocisku śmierci, którego efekty dzisiaj też oboje ujrzeli. Spojrzał w bok na Evening i gdy jej ciało zaczęło ulatniać się i znikać, przemieszczać, wyciągnął dłoń przed siebie wykrzykując drobne zaklęcie.
- Elhuxu! - Energia magiczna płynąc przez ciało w kierunku najbliższej dłoni rany, które obficie zalewały się krwią, wyjrzała światła dziennego skąpana we wchłoniętych kroplach kroplach krwi, które zwiększyły siłę zaklęcia nadając mu jednocześnie właściwe działanie. Energia niczym wiązka pomknęła w kierunku maga obok Annara, bowiem Salazar czuł, że Annar może być jeszcze potrzebny, przydatny, mimo wrogiego nastawienia.

Wiązka uderzyła w przygotowującego zaklęcie Czarnego maga wbijając się niczym ostrze strzały w ciało stwora w okolicach serca, by w następnej sekundzie rozprowadzana krew, wrząca krew dzięki właściwościom zaklęcia doprowadziła do drgawek, przerwania zaklęcia i śmierci jednocześnie.

Salazar jednak w tym czasie nie oglądał efektów zaklęcia. wiedząc, ze po pierwszej salwie zaklęć ze strony magów może z niego pozostać zaledwie kupka popiołu, w akcie desperacji skoczył w bok w kierunku najbliższego konara drzewa i wyciągając ręce przed siebie, by lądując oprzeć ciężar ciała na uginających się dłoniach i wykonać przewrót przez plecy i wylądować za drzewem, niewielkiej bo niewielkiej, ale zawsze osłonie!

Narrator:

- ÂŻałuję, że do tego musi dojść... oboje będziecie cierpieć za swojego życia. Oferta jest już nieaktualna... nawet aniołowi potrafię zapewnić wieczne cierpienia. - mówił gdy zaklęcia ujawniły się z obu stron, nawet za jego plecami. był pod bariera mrotokinetyczną, więc nawet próba ataku spełzła by na niczym, jednak akt sprzeciwu wobec jego prośby był gorszy, niż uderzenie zaklęciem. Ten 337 letni Elf odczuł jak jego serce pęka, że ktoś odważył się sprzeciwić jego woli i odrzucić łaskawą ofertę! Uderzył laską o ziemię wbijając ją delikatnie w glebę, lecz nie miał takiego zamiaru, liczył na "efektowne stuknięcie" - zapomniał, że są w zagajniku! Jego postać niczym mgła rozmyła się w powietrzu dematerializując... znikając dwójce z oczu.

Zaklęcia Evening i Salazara w ostatniej chwili, przed posłaniem przygotowywanych w dłoniach czarnych magów zaklęciach w formie pocisków śmierci, uśmiercając magów a jednocześnie powodując destabilizację zaklęć w ich dłoniach, co spowodowało niekontrolowane wybuchy. Evening stojąca bliska poczuła, ze szarawy dym złożony z popiołów ogarnął obie postacie, była zdolna nawet to wyczuć węchem, czuła odór, który często unosił się z kominów, w których jawiło się palenie węgla... było to charakterystyczne pylne zjawisko...

Dwoje żywych magów posłało w kierunku Salazara pociski zaklęć, lecz ten odskakując za drzewa, pociski zmieniły tor lotu uderzając w bliską jemu przeszkodę.

Pociski zderzyły się w konarem drzewa spopielając w miejscu i podstawy drzewa pień, co spowodowało, że drzewo nagle i gwałtownie zaczęło spadać, spadać w kierunku dwójki magów, - byli daleko od drzewa, 25 metrów, Evening tak samo, więc spadające drzewo wam nie grozi...

Jeden z czarnych magów obrócił się na pęcie i widząc blisko siebie Evening, zerwał z zawieszony fragment kości i trzymając je w dłoniach zaczął słać energię do kości.

Po kilku chwilach z małego fragmentu kości przed nim stał pełnoprawny szkielet... cały z kości mający jednak ząbki i szpony zdolny atakować bez broni! Posłał szkielet do ataku na Evening.

Drugi czarny mag mortokinetyczną energią uniósł swoje ciało sprawiając wrażenie lewitacji - miął taką możliwość. Jednocześnie wniknął w świat astralny, gdzie nagle przybyły dwie nowe dusze - ujrzał ich razem 7. Wybrał duszę małej dziewczynki, Oktawii i zaczął wnikać w jej duszę, oddziaływać na nią, słać do niej mroczną energię nadając jej cel istnienia w świecie materialnym pod postacią zjawy. tak nagle ponad ciałem martwej dziewczynki zastygłej w śmierci, spopielonej zaklęciem pojawiła się zjawa wyglądająca dokładnie tak jak ona... jednak nie materialna - z żądzą mordu rzuciła się na Salazara, który stał za konarem zniszczonego drzewa...

1x Czarny mag - w odległości 4 metrów od Evening, 25 metrów od Salazara. Skupił uwagę na Evening i przyzwał szkieleta.
1x Szkielet - w odległości 4 metrów od Evening, 25 od Salazara. Zaatakował Evening.

1x Czarny mag - w odległości 10 metrów od Evening, 19 metrów od Salazara. Zmierza do Salazara i skupił na nim uwagę. Przyzwał zjawę.
1x Zjawa - w odległości 4 metrów od Salazara, 25 od Evening. Zaatakowała Salazara.

Evening Antarii:
Podczas gdy ona rozprawiła się z jednym magiem, Annar gdzieś zniknął... Nie znała dokładnie zaklęć magów, na jakiej podstawie one działają, gdyż nigdy nie studiowała ich. Znała tylko te z Bractwa, z żywiołów życia. ÂŻywiołów śmierci nie znała w ogóle. Ale teraz doświadczała ich mocy i zaczynała wątpić czy jej własne umiejętności wystarczą, by pokonać kogoś takiego jak potężny Annar, który nie krył się ze swą mocą i poczuciem wyższości.
Ten popiół wdarł się do jej płuc a niemiły zapach podrażnił nos. Zakaszlała kilka razy zasłaniając usta, a drugą dobyła srebrnego miecza, by pokonać szkielet wytworzony przez jednego z przeciwników.  Kątem oka dostrzegła Salazara, chowającego się za pniem, a zaraz potem drzewo runęło w dół.
Miecz już trzymała w dłoni, kiedy szkielet szedł miarowo w jej stronę, sterowany przez maga. Uniosła ostrze i zadała pierwsze ukośne cięcie, wymierzone w żebra. Uderzenie spowodowało, że kościotrup został pozbawiony ręki, a wszystkie jej kościste elementy: kość ramieniowa, promieniowa, kosteczki nadgarstka... Wszystkie one upadły klekocząc charakterystycznie. Jednak to nie powstrzymało jej przeciwnika. Wręcz przeciwnie- jeszcze bardziej zdenerwowało. Eve wykonała unik, by szkielet nie zatopił w niej swoich zębów. Miał też zamiar podrapać ją boleśnie. Jednak srebrny miecz już mknął w jego stronę, do czaszki. Trafił na pustą łupinę i roztrzaskał ją na kilka części, kończąc tym samym "życie" szkieletu. Szkielet upadł bez sił, kości połamały się i już nie były groźne.
Jednocześnie, aby pomóc Salazarowi, Eve skupiła szybko moc Zartata, skupiła się na tej energii płynącej od boga. Anielica skupiła energię magiczną na obszarze wokół Salazara, by dodać mu mocy. Wymówiła inkantację Anosh upgrosh grash! obdarzając go potrzebną do walki energią.

W głowie też starała się znaleźć sposób na Annara, którego teraz nie dostrzegała. Jak go dopaść i zniszczyć? Wiedziała, że być może w bezpośrednim starciu nie ma szans, ale przy użyciu podstępu, jakiegoś sposobu, uda się to jej i Salazarowi.

//Sal +3 inkantacje w następnym poście.

Canis:
Salazar poczuł napływ energii magicznej dostrzegając jednocześnie, jak drzewo, za którym się skrywał zaczyna pękać i przewalać się odsłaniając jego miejsce. A gdy dojrzał zjawę niemal przed sobą, której szpony wieńczące małe dłonie Oktawii, był... zadowolony :) . Dawno nie pamiętał tak pięknych widoków, tak pięknego zjawiska, gdy dusza jawi się wśród żywych... sam wspomniał moment jak takim sposobem zamordował Gomeza... to było bardzo... fajne! Jednak takich wizji nie mógł snuć ani retrospekcji robić nadmiernie rozwlekłych, nie mógł delektować się takimi wspomnieniami, gdy nie miał ÂŻADNEJ możliwości przeciwstawienia się zjawie. nie miał żelaznej broni ani takiej magii, która mogła by ją zdezintegrować.

Na szczęście mag był na tyle blisko, ba nawet się zbliżał, że mógł zakłócić jego procesy percepcyjne tym samym dezintegrować jego skupienie, uwagę i tym samym pozbyć się zjawy nie ingerując w nią.

Wyciągając dłoń przed siebie i kierując palec, po którym spływała stróżka krwi wypowiedział zaklęcie śląc wzdłuż dłoni energię z duszy jak i boskiej mocy, która obnażyła go Evening śląc boską łaskę z kierunku niebios.
- Elhuxu! - energia mknąc po ciele niczym impuls wypływając z palca i łącząc się ze spływającą po nim krwią w formie kolejnych po sobie kilku kropel, zaczęła przeistaczać się w wiązkę energii magicznej, która niczym strzała, pocisk w nieregularnej formie wiązki o ograniczonym zasięgu, pomknęła w kierunku lecącego w jego stronę czarnego maga. Energia uderzyła w jego ciało rozchodząc się po żyłach doprowadzając krew do wrzenia i zabijając go już w powietrzu.

Zjawa nie doleciała do Salazara, zaś skoro przyzywający ją zginał... ona rozpłynęła się tracąc źródło energii...

Salazar widział ostatnią postać na placu boju i Evening, która stała w pobliżu niego, a on zwrócony w jej stronę. Zmrużył oczy i nie zmieniając pozycji skierował palec w jego stronę ponownie wykrzykują inkantację.
- Elhuxu! - energia pod wpływem zaklęcia, nakierowana zgodnie i słusznie przez słowa zaklęcia, w formie jednej z inkantacji pomknęła po palcu łącząc się z kroplami krwi, by następnie w formie czystej czerwonej energii frunąć wraz z powietrzem jakoby strzała i pocisk godząc w plecy w okolice serca czarnego maga. Energia wdzierając się do ciała, gdyż jego wytrzymałość była wystarczająco słaba by do tego dopuścić, zaczęła siać spustoszenie po organizmie doprowadzając do wrzenia krew a po chwili śmierci czarnego maga. ten stojąc wpatrzony w Evening padł na kolana, a z jego ust, oczu i uszu zaczęła spływać bulgocząca parująca krew, by po chwili lęgnął na ziemię martwy.

Salazar opuścił w końcu dłonie i uśmiechnął się widząc, że Evening nic nie jest.

//Wszystko zmarło

Evening Antarii:
Jeszcze jeden z magów pragnął stanąć z nią do walki, jednak z ugotowaną krwią ciężko się walczy. Mag upadł przed nią wypuszczając z ust obłoczki pary. Jednak dla niej walka nie do końca się skończyła, gdyż... Annar teoretycznie wciąż żył, a on był groźniejszy niż czterej magowie.
Schowała miecz, gdyż nie był brudny od krwi. Kości dołączyły do trupów, które leżały tam już wcześniej. Iście romantyczna sceneria...
-Co z tą spadającą gwiazdą?- spytała, gdyż stwierdziła, że nie ma co rozwlekać się nad tą walką. Są wszak ważniejsze rzeczy do załatwienia. -I Annarem?- dodała po chwili.
Rozpostarła skrzydła szeroko, tak dla rozluźnienia i rozprostowania. Potem złożyła je z powrotem.
Ciałko Oktawii leżało wśród tych złoczyńców. Wybrała po prostu zły czas na pogawędkę, co przypłaciła życiem. Szkoda dziewczynki, ale co zrobić.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej