Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Lazurowy płomień
Evening Antarii:
Szybko dostrzegła Salazara, którego szukała. Eve zaczynała doceniać korzyści płynące z posiadania skrzydeł. Z innej perspektywy można dostrzec naprawdę wiele ciekawych i przydatnych rzeczy.
Lądowanie było trudniejsze chyba od samego lotu. Musiała coraz wolniej machać skrzydłami, balansować rękoma i przygotować nogi na spotkanie z ziemią. Nie wyszło jej idealnie. Przewróciła się do przodu zatrzymując na rękach. Wstała powoli, otrzepując dłonie i wmawiając sobie, że następnym razem będzie lepiej.
Ruszyła za Zajazd, tam, gdzie widziała Salazara. Ujrzała go, jak nachylał się nad jakimś trupem.
-Przepraszam za spóźnienie! Nie przeszkadzam?- przywitała się i zerknęła na zabitego mężczyznę. -Jakiś Annar, elf, mnie zatrzymał, ale widzę, że ty też miałeś niezbyt miłe towarzystwo. Kto to?- dopytywała. -O, widzę że Mary zrobiła to, o co ją prosiłam. Dobra ara!
Canis:
- Jestem szczęśliwy, że przyszłaś... Ale zaraz zaraz... jaki elf, jaki Annar? - Dopytywał wyrwany z zamysłu... nad pergaminem z wypisanymi nazwiskami. Jakiś nieznany dziad ją zaczepiał? - przebiegło mu po głowie. - I jak tutaj dotarłaś? Mary miała ci pokazać dokąd... ona przyleciała... przyleciałaś? - powolnie analizując co się działo, zapytał z ciekawością a jego twarz wyglądała tak o: :o .
- Dziwni ludzie, chcieli mnie zabić... widziałaś już tą listę? Tu jest też Twoje imię. - Zauważył pokazując znaleziony pergamin z wymienionymi 11 imionami i nazwiskami prominentnych osób ze stolicy!
- Tak, ale prosiłem o spotkanie nie bez powodu! Właśnie! Chciałem porozmawiać z Tobą... przejdziemy się? Na plażę najlepiej, na pomost. Zachodzi słońce i chciałem Ci coś pokazać... - zalążek rozmowy zdawał się być znajomym...
Evening Antarii:
-Nie wiem kto to był dokładnie. Mówił, że już nie żyjesz i takie tam... Chudy, blady, szczupły i wysoki. Bardzo natrętny i mówił takie głupoty, że głowa mała! I przyleciałam tu bo chciałam jak najszybciej uciec od tego elfa. Zobaczyłam cię z góry- wyjaśniała stojąc nad trupem. -Kto chciał cię zabić? To pewnie oni byli od Annara, a on chciał mnie odciągnąć. Pokaż tą listę...- spojrzała na kawałek kartki. Oprócz niej był tam też Salazar, Funeris, Drago, Silion... O co tu chodziło!? -To lista... ludzi do eliminacji czy jak? I właśnie w tej chwili ci się zebrało na oglądanie zachodów słońca?- spojrzała na niego z wyrzutem, a w jej głosie było słychać niedowierzanie. -teraz to strach pojawić się gdzieś na ulicy- mówiła dalej.
Canis:
- Nie wiem co to za lista, to znaczy nie znam jej celu. Po części wiem, są tu wymienieni prominentni szlachcice ze stolicy, wysoko postawieni urzędnicy lub kiedyś pełniący te funkcje. Zapewne ma to jakiś związek. Chociaż nie jest to logiczne, ty nie pełniłaś służby państwowej też tu jesteś. Poza tym tylko głupiec by ciebie zaatakował, wielką stratą by było dla całego świata tak dobrego, jak i złego, była by utrata takiego piękna i powabu. - odparł spokojnie skinąwszy głową w twoją stronę. - Oj nie dajmy się ponieść głupiemu zdarzeniu... być może to nic nie znaczący incydent, a ten Annar to szaleniec jak mówił o mojej śmierci - na pewno. A ta lista to może być wszystko i nic... - Mówił pragnąc uspokoić Evening.
- Nie, nie chodzi o obejrzenie zachodu słońca, bo to można codziennie tak jak i codziennie się spotkać. Ostatni dzień lata to jednak szczególny dzień przed nadejściem chłodniejszych dni a uznałem, że czas najwyższy powiedzieć to, co się chce powiedzieć... w końcu trzeba powiedzieć coś, gdy się człowiek sam ze sobą dogada. - Powiedział i lekko się uśmiechnął. - Ale jeżeli myślisz, że szkoda czasu... to możemy iść do Efehidonu i poszukać tego Annara czy coś i... zapytać o co chodzi.
Evening Antarii:
-Lista gości? Pfff, jasne. Skoro jesteś na tej liście, a chcieli cię zabić, to logiczne, że pozostałych także chcą- mówiła zdenerwowana. Eve nie chciała tego bagatelizować. I dopiero teraz zrozumiała, że Annar też maczał w tym palce. Lecz nie chciała z nim więcej rozmawiać i go oglądać. No, chyba że martwego. -Nie pomyślałeś, że resztę można ostrzec przed jakąś grupą eee.. fanatyków, czy kogoś? Chyba że wszystkich już wybiłeś. Swoją drogą, nie takie łatwe cele sobie wybrali. Co jeden to silniejszy...- myślała na głos. -Mi czasu nigdy nie jest szkoda... Ale zamiast działać... pooglądamy sobie słońce?...- zmartwiła się. Nie chciała tego zostawić przypadkowi, albo gorzej, zabójcom.
-Sal, nie wiem czy to taki dobry pomysł.... Właśnie zabiłeś trójkę jakichś ludzi i ot tak chcesz przejść oglądać urocze widoki...
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej