Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Lazurowy płomień
Canis:
Ptaszyna... promyczek słońca który wzleciał z niego lądując na głowie szlachcica, wbijając szpony w oczodoły ranił oczy szlachcica raz po raz oślepiając dziada, wprowadzając zamieszanie i uniemożliwiając działanie. Szlachcic zmuszony zaczął się miotać i chciał zrzucić hełm z głowy by uwolnić się od okrutnej... chociaż zabójczo pięknej Mary.
Gdy zerwał hełm z głowy... nadszedł moment jego śmierci. gdy Salazar dojrzał odsłonięty element ciała szlachcica, nie czekając ani chwili kierując rękę w jego stronę krzyknął inkantacje wrzątku.
- Elhuxu! - Energia pomknęła spod dłoni w kierunku kropel krwi na niej, powstałych przez przerwanie skóry na dłoni ugryzieniem. Energia łącząc się z kroplami krwi przybrała formę krwistej wiązki, która pomknęła w kierunku ciała szlachcica, nieosłoniętej jego części, głowy, gdzie przez rany w oczodołach zaczęła wnikać w ciało, do krwiobiegu i łącząc się z krwią oddziaływać na nią, by w przeciągu sekund doprowadzić do wrzenia całą zawartość żył. - Szlachcic ogarnięty drgawkami skonał w kilka chwil, co idealnie okazywała parująca, bulgocząca krew wypływająca z otworów ciała... szczególnie obficie z rannych oczodołów...
Narrator:
- Do zobaczenia o najpiękniejsza. - Powiedział kłaniajac się uniżenie i widok rozpostarcia skrzydeł...
Ten moment był czymś co wstrząsnęło całą stolica królestwa... nikt nie spodziewał się, nikt z obywateli, szlachciców, czy chłopstwa przybyłego z okazji nadchodzącego festynu, że Evening Antarii... szlachcianka znana z dzielnicy obywatelskiej, chociaż ostatnio zmieniła miejsce zamieszkania na bogatsze rejony... no i poznano jej wdzięki na ostatnim publicznym festynie, gdy zagościła na placu zamkowym przyodziana w piękną, wystawną bogatą suknię... nikt nie spodziewał ujrzeć jej wdzięki w locie na niebie dostrzeganym w stolicy.
Każde machnięcie wielkimi skrzydłami zamiatało ogromne pokłady powietrza pod ciało wzbijając rycerzycę-anielicę w powietrze. Jej pięknie wyprofilowane ciało wzbijając się w górę wywołało takie poruszenie, ze prace w stolicy zamarły, zaś wzrok każdego mężczyzny, kobiety jak i dziecka, spoczęły na niej budząc zachwyt i poruszenie. Evening unosząc się nad stolicą i zmuszając swoje ciało do wysiłku, zwłaszcza wielkie skrzydła mogła spoglądać na mieszkańców stolicy... a jeżeli tak było, to dostrzegła, ze na jej widok każdy mieszkaniec i gość stolicy oderwał się od pracy i zaczął biec w jej stronę... było to coś co budziło zachwyt wśród ludu. Gdy barierki dzielnic, płoty, mury i inne ograniczenia zatrzymały ich, wyglądali w niebiosa i klaskali w dłonie... wołali i krzyczeli z zachwytem śląc pozdrowienia...
Być może Evening nie zależało na popularności... może nie chciała poklasku i takiego postrzegania... jednak nie dość jako nieprzeciętna piękność, bowiem takie są nasze wspaniałe królewskie bohaterki (kto wam ściemniał, ze narrator ma być obiektywny? O.o Nie musi... ), to Evening różniła się od nich znacząco... tak i wyglądem, fryzurą, włosami a w szczególności charakterem i odmiennością poglądów, które skrzętnie skrywane dzieliła wyłącznie z wybranymi bądź tak jak dziś pod wpływem emocji i wzburzenia... wracając jednak do lotu... Evening musiała odczuć, jak pozytywną energię w społeczności wzbudziło jej dostojeństwo. nie była potrzebna zdobiona suknia... nie był potrzebny czerwony dywan, lepsze od innych krzesło, czy jakiekolwiek wywyższenie ponad innych. Wystarczyło, by Była tym kim jest, by każdy odczuł jak cenną osobą, jakim niebiańskim cudem była ona, anielica, która w pogoni przemierzała nieboskłon korzystając ze swych skrzydeł, a lud wiedział, że czyni to nie bez powodu - "To anielica, służka boga nadziei! Wspaniała kobieta! i jaki splendor i majestat!" - mówił każdy patrząc na niż pokazując swojemu dziecku osoby, które ratują ich każdego dnia... nie tak bezpośrednio, lecz pośrednio utrzymując naród kraj w nadziei.
Być może Evening nie lubiła "popularności i populizmu", jednak chcąc nie chcąc świadomość bycia potrzebnym, bycia obiektem fascynacji i nadziei wypełnia nasze dusze radością i nadaje życiu cel... z pewnością Evening musiała poczuć się potrzebna tej społeczności, gdyby nie byla, to by jej nie pragnęli.
Evening musiała dokładnie odtworzyć sobie informacje by dobrze skorygować kurs lotu...
Wzięli i zdechli no.
Evening Antarii:
W jednej sekundzie zapomniała o elfie. Skoncentrowała się tylko i wyłącznie na locie, o technice machania skrzydłami, które musiały unieść wysoko wcale nie aerodynamiczne ciało, nienadające się wręcz do lotu przez swą anatomię. Ciężkie kości, zbyt słabe mięśnie... Wszystkie te przeciwności musiała przezwyciężyć para białych skrzydeł zbudowana z delikatnych przecież piór.
Największy wysiłek musiała włożyć w oderwanie się od ziemi. Wreszcie straciła grunt pod nogami, a wiatr wytwarzany przez nią, wędrował ku dołowi i na tych masach powietrza mogła się unosić. Kilka minut jeszcze musiała tak się namęczyć, by wzlecieć ponad najwyższe wieże i tam złapać prądy powietrza, które poniosłyby ją jak najlżejszy papierowy dziecięcy samolocik.
Od razu jej lot wzbudził pewnego rodzaju sensację... Kiedy zdenerwowana "uciekała" od Annara, nawet nie pomyślała o tym, jakie zainteresowanie może wzbudzić. Przecież Funeris znacznie częściej urządzał sobie przeloty nad stolicą, a nie przypominała sobie, by miasto wtedy zamierało na chwilę, a oczy wszystkich wędrowały na kilkanaście sekund w górę.
Poczuła się źle gdy oczy wszystkich wymierzone były w nią. Straciła koncentrację,a po chwili pogubiła też rytm, zatem wpadła w niewielkie turbulencje. Jednak skrzydła o dużej powierzchni nośnej uratowały sytuację i lot mógł trwać dalej... Przez moment nawet dostrzegła swój cień przemykający po dachach.
Z góry szukała rzeki, co raczej nie było trudne. Rozwidlenie dwóch rzek, nad którymi leżał Efehidon, znajdowało się niedaleko, ponieważ nie przemierzyła jakichś kolosalnych odległości. Z góry stolica Valfden wydawała się znacznie mniejsza, a odległości między różnymi miejscami- nie takie odległe.
Canis:
Salazar dumny z Mary podszedł do niej dreptającej w kółko koło hełmu, była lekko ogłuszona, gdy Szlachcic podżegacz zrzucał ją z hełmem doznała uderzenia, jednak nie groźnego.
- Wspaniale się spisałaś... Sama jesteś i przyleciałaś... - zauważył łapiąc papużkę pod skrzydła i przyglądając się uważniej czyn nie ma żadnych obrażeń.
- Salazar! - krzyknęła trzykrotnie machając skrzydełkami.
- Nie rozumiem?
- Salazar! - krzyknęła ponownie.
- No moje imię i?
- Salazar! - krzyknęła ponownie.
- Nie... tak się nie dogadamy Mary. Chodź na pomost, obejrzymy zachód słońca. - Zaproponował papużce kładąc ją na swoim barku, by podejść do ciał i przejrzeć je dokładnie... sprawdzić czy nie mają jakichś dokumentów...
Narrator:
Evening Antarii już w oddali dojrzała miejsce, gdzie łączyły się dwie rzeki, Elroiz i Amertodon... A w tym miejscu dojrzała też Zajazd wraz ze wszystkimi atrakcjami mogła oglądać go z nieba, zaś jej nikt nie widział, bowiem wszyscy byli już w zajeździe, a słońce chyliło się leniwie ku zachodowi.
Zajazd "Pod rozdygotanym Starcem
Zajazd "Pod rozdygotanym starcem"... nazwa rozbraja nawet najśmielszego kartografa mającego opisać to miejsce, więc wybaczcie i mi, że nie potrafię inaczej rozpocząć jej opisu niż od takiej dygresji "kto wymyślił tak durną nazwę" dla umiejscowionej gospody wraz z noclegownią w Gminie Tykon księstwa Efehidon. Dokładne jej umiejscowienie można opisać jako miejsce, w którym spotykają się dwie rzeki, Amertodon i Eloriz tworząc jedność mknącą do oceanu. To właśnie w ujściu Elroiz do Amertodonu, w tym malowniczym miejscu pełnym gości i wielbicieli malowniczych i estetycznych doznań powstała gospoda spełniając oczekiwania zamożnych gości.
Gospodę oraz Plażę również widziała... dojrzała również zagajnik za gospodą, gdzie nadal wśród drzew dostrzegalnym był Salazar klęczący nad zwłokami wraz z krzyczącą jego imię papugą Mary...
Przy szlachcicu podżegaczu Salazar znalazł wypisaną serię imion i nazwisk... w dziwnej kolejności...
--- Cytuj ---~ Silion Erenus aep Mor,
~ Patricia Morii (de Drake),
~ Evening Antarii,
~ Salazar Trevant,
~ Devristus Morii,
~ Lucas Paladin,
~ Funeris Venatio,
~ Elrond Noldor
~ Rakbar Nasard
~ Dragosani Antares
~ Gunses Cadacus
--- Koniec cytatu ---
Salazar znał tą listę... znał jej pierwszą połowę... sam ją pisał... ciekawe...
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej