Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Lazurowy płomień

<< < (5/37) > >>

Evening Antarii:
-Pan mi mówi, że Salazar będzie już "zimny" no to jak mam się nie denerwować?!- odkrzyknęła mu. Ruchy miała nerwowe i była zdezorientowana. Ale w jednym Annar miał rację, że nigdzie im się nie spieszy, gdyż ich życie to półprosta ciągnąca się w nieskończoność. Jednak dla innych czas miał znaczenie, dla Salazara też skoro był tylko człowiekiem.
-To pułapka?- wycedziła. -Jak mam rozmawiać skoro twierdzi pan, że Salazar ma swoje kłopoty i prawdopodobnie już nie żyje, a jeśli nawet, to niedługo przestanie. Słyszy się pan w ogóle? No ale skoro nie mam innego wyjścia to trudno. Chodźmy gdzie tam pan chce! Szybko- warknęła wracając do niego i nie mając zamiaru podawać mu wcale ramienia, bo to nie była w jej mniemaniu przechadzka po parku, tylko jakaś gra z nią, jej psychiką i Salzarem który podziewa się Zartat wie gdzie. Nie chciała tak z własnej woli pakować się w kłopoty, więc decyzja pójścia z Annarem wydała jej się najbardziej niedorzeczna ze wszystkich możliwych. Mogła wzlecieć wysoko i polecieć nad rzekę i po prostu zobaczyć czy tam go nie ma. Na pewno by poskutkowało... Była zła na siebie i tego elfa z anemią i anoreksją. A może najbardziej na Salazara chyba, bo on to zawsze przyciąga jakichś podejrzanych typów  <ignorant> . I albo sam uratuje sobie skórę, albo ona będzie musiała to zrobić, ale jeszcze nie wie jak, skoro teraz poszła na spacer z tym dziwakiem.

Canis:
Zanim zaczął odpowiadać, oparł się o drzewo w zagajniku i zaparł nogą. wziął dłoń i spojrzał na nią. jak gdyby szukał na niej czegoś, po chwili przyłożył dłoń do ust i zaciskając mocno powieki przegryzł skórę na wierzchniej części dłoni.
- Wybaczcie... wiór mi się wbił. - skłamał oczywiście chciał utworzyć ranę delikatnie broczącą krwią...

- Już wiele razy mówiłem. wszystko co było przed wyprawą do ogrodów Erosa nie jest mi do końca znane. przyznaję się, ze korzystałem z magii zanim stałem się człowiekiem, jednak po raz wtóry mówię, nie wiem gdzie się tego uczyłem ani kto mnie uczył. znam podstawy, mam wiedzę teoretyczną pamiętam po dziś dzień wykłady ideologiczne teorię jak i wszystko o świecie magii jak i działaniach mojej minionej strony życia. jednak skutecznie wyparto z mojej świadomości wiedzę co do miejsc i osób związanych z tym co tam się działo. A działo się niezwykle okrutnie... pamiętam jakim byłem potworem...

Narrator:
- Panno Evening... ja w ogóle nie rozumiem czemu tak się pani tym Salazarem tak przejmuje. Czy umarł teraz, czy umarł by jutro, czy za tydzień, czy nawet za 20 lat, to i tak nic to w porównaniu z panią, to lepiej gdy nie musi pani czekać aż umrze niezależnie czy go pani lubi czy nie. - Mówił prowadząc już w kierunku podgrodzia. Minęliście łuk triumfalny odgradzający dzielnice mieszkalne od właściwych części miasta, gdzie tętniło życie, tutaj był pełen spokój, gdyż lud zbierał się już na jutrzejszy festyn, prace wrzały na dziedzińcu i rynku pałacu, lecz mieszkańców w domach niemal nie było. Spokojnie przemierzaliście alejki podgrodzia... - Opowiem pani może w zamian za tą  wiadomość co Salazar Chciał pani powiedzieć i zmarnować pani cenny czas, to może pani się rozchmurzy albo zrozumie czemu moim zdaniem nie ma czego żałować. - Powiedział i mrugnął  oczkiem delikatnie się uśmiechając. - Ostatnie wieczory spędzał przy Zajeździe "pod rozdygotanym starcem", taki zajazd, gospoda, noclegownia, plaża, basen, zagajnik i w ogóle w miejscu łączenia się rzek Elroiz i Amertodon. Tam jest taki pomost idący w głąb basenu, który obficie paruje w końcu częściowo sztuczny basen zalewany okresowo gdy tamę się otwiera... no i mgła unosząca się nad zbiornikiem uniemożliwia dostrzeżenie tego co jest po drugiej stronie. Jest jedna rzecz, która jednak można dojrzeć, tak zwany "Lazurowy płomień" na przeciwległym krańcu, brzegu jeziorka czy basenu... jak zwał tak zwał. - Mówił znużony opowiadając... nudny fakt. - Wiesz pani, że to strasznie ckliwy jaszczur z wybujałą wyobraźnią... z pewnością dostrzegł w tym czymś coś, czym chciał się pochwalić i zadręczyć Cię ckliwą opowieścią o swoich uczuciach, nadziejach, pragnieniach, o wyrozumiałości i przysłości. Takie typowe i nudne dla młodych niedojrzałych jednostek, ale w końcu ile on tam ma wiosen 22? za 100 lat może by trochę dojrzał, chociaż itak polecał bym jeszcze ze 100 lat, żeby wiedział czego chce i potrafił się zdecydować. alw to wszystko to już przeszłosć.

W końcu spojrzał na Evening, a jego znużony ton nabrał pasji i ciekawości.

- Wiem, że pani jest inna! I jedną z rzeczy jaka panią ciekawi jest przyszłość! Też podzielam taką pasję! - Mówił i zamachnął dłońmi wymachując w półkole niczym objawiając wybuch wnętrza jego osoby. - Tak wy aniołowie, prawdziwi, godnie i dumni członkowie bractwa też walczycie o świetlaną przyszłość. Tam i my, ja wraz z moimi podwładnymi tak samo staramy się walczyć ze złą magią i złymi magami! Staramy się oczyścić nasze Valfden z przekleństwa jakim są niedojrzali, niekompetentni, okrutni magowie! Zajmujemy się infiltrowaniem, śledzeniem osób  podejrzewanych o korzystanie z magii a tych korzystających sprawdzanie w jakich celach z niej korzystają! Rozróżniamy magów żywiołów od nekromantów... tych drugich pozbywamy się przy możliwej okazji... takiej jak dziś była... no a żywiołów... sprawdzamy... rozumiesz pani tak? - Dopytywał czy dość jasno się wyraża... W końcu zależało mu na rozmowie z nią... najwyraźniej miał jakieś oczekiwania.


- Dobra dobra już! Czyli nie wiesz... albo wiesz i nie powiesz. Szkoda... Najwyraźniej coś poszło nie tak... miał być tutaj Annar... A no tak mówiłeś, ze zaprosiłeś na dzisiaj! cóż za okrutne zrządzenie losu cholera... trzeba jeszcze jednego samouka umysłu znaleźć... - Mówił bandyta do siebie w końcu... - Co może pan powiedzieć o Radzie królewskiej. Ilu pan zna najwyższych urzędników państwowych, tak feudalnych, z izby, sądu jak i rady królewskiej. którzy z nich korzystają z magii, którzy są nekromantami, którzy magami żywiołów, a którzy to demony!

Jesteście w zagajniku, odstęp między drzewami to 4 metry. Stoicie blisko, po 2 metry odległości od siebie.

3x Bandyta podżegacz
1x Szlachcic podżegacz

Evening Antarii:
-Przejmuję się... ale nie mogę otoczyć się samymi nieśmiertelnymi, by nie cierpieć po tych, którzy odchodzą. Poza tym Salazar tak samo ma szansę stać się aniołem, więc nie myślę o tym, że kiedyś umrze. Bardziej martwię się o sowich innych przyjaciół, którzy nie dostaną tej szansy życia wiecznego na ziemi, niekoniecznie w jednym ciele. Poza tym tysiąc grzywien załatwia sprawę- mówiła stanowczo i wszystko to, co miała na myśli starała się wyrazić. O tym, co mówił elf myślała tylko Zartacie jakie pierdoły. -Pana teorie są wyssane z palca i mało mnie obchodzą.  A mój czas nie jest cenny gdyż mam go potąd - machnęła ręką nad głową. -Tak precyzyjnie mówiąc... mam go nieskończenie wiele, więc mogę go marnować ile tylko mi się podoba. Nawet na rozmowy z Salazarem- wzdychała, bo rozmowa z elfem raz ją dziwiła, raz nudziła, raz nie mogła uwierzyć w to co słyszy, a pomiędzy tymi uczuciami było taki jedno szczególne - ogromna ochota użycia pocisku esencji wycelowanego w łeb tego durnego Annara. Oby nie czytał w myślach.
-A niech sobie ogląda co tam chce. Lazurowy płomień to piękna nazwa i zapewne musi opisywać coś jeszcze piękniejszego. Myślę, że to symbol nadziei właśnie, widocznej, będącej gdzieś na horyzoncie, ale nieosiągalnej. Dla pana to nic takiego, ckliwa bajeczka. Lecz ludzie żyją dzięki swym marzeniom, które podnoszą ich na duchu. Ludzie żyją dla wyższych idei jak ta- symbolizowana przez lazurowy płomień- mówiła i mówiła...
-Czy ciekawi mnie przyszłość? No nie wiem... Jestem pewna, że będę jej świadkiem, ale jakoś mi nie spieszno do tego co w przyszłości skoro i tak wiem, że dożyję tych czasów. Wy walczycie ze złą magią, a tak naprawdę nie wiecie nic o tym człowieku. Zajęlibyście się nakarmieniem głodnych- westchnęła ciężko, bo coś czuła, że do elfa mało dotrze z tej pogadanki. -Poza tym on nie jest magiem yhhh!- już chciała coś przeklnąć, ale się powstrzymała. -Jest w Bractwie ÂŚwitu, jeny, nic pan nie rozumie?

Canis:
Nie no słysząc kolejne pytanie jak na nędznym przesłuchaniu stracił cierpliwość i wiedział, ze dłuzej nie zniesie takiego traktowania. Niech mówi... myślał przyglądając się stojącemu obok, milczącemu gotowemu do natarcia bandycie podżegaczowi. Było ich 3 oraz jeden szlachcic... te jeden był najgorszy, odziany w wytrzymałą zbroję co generowały ogromny problem jak go wyeliminować bo tego nawet nie był w stanie dokonać magią. Ale wierzył, że inwencja twórcza i przyjazna natura pomogą mu w tym... albo wyeliminują słabsze ogniwo. jednak skupiony na miarę swojej energii z oznaczonym celem swego działania i z oczyszczonym umysłem zakończył ten teatr słowny.
- Dość tych niedorzeczności. Elhuxu! - Warknał słowem magicznym, które uwolniło skumulowane w dłoni pokłady energii magicznej, które połącyzły się z kilkoma kroplami krwi łącząc się z nimi i przeobrażając w energię czerwonej barwy, która niczym smuga pomknęła dwa metry w bok uderzając w ciało bandyty podżegacza, wbijając się do środka przenikając przez odzienie i docierając do żył.

Energia łącząc się z krwiobiegiem zaczęła gwałtownie zwiększać temperaturę kri powodować drgania materii tkanki łącznej podgrzewając ją do wrzenia, zaś ciało bandyty ogarnięte drgawkami upadło na ziemię w agonii brocząc wrzącą krwią z otworów ciała.

Po wydostaniu się energii wiedział że to jest moment w którym cała pozostała 3 wyciągnie bronie podejmując się starcia z nim... jakie miał szanse? Jakie miał możliwości? czy były na cokolwiek szanse? Oczywiście że były, najlepszą wizją okazał się rzut sztyletem i bloki, zasłonięcia szablą... tylko czy zdąży przed otrzymaniem obrażeń? nie schyli się do sztyletu... ale szablę, swoją srebrną Amare z pewnością zdąży wyjąć a jako szybka broń biała umożliwi oderzniecie głowy... a on otrzyma dwie-cztery kulki... to nie był czas na kiepskie myślenie. musiał się chować!

Tak tez uczynił, nie dobywając broni, gdy widział jak bandyci sięgają po pistolety wybijając się z nóg i zapierając jedną ręką o konar drzewa, o które dotąd się opierał wprawił ciało w lekki piruet is chował za konarem sięgając do pasa po srebrną Amare... A drzewo było szerokie i zasłaniało całe ciało!

2x Bandyta podżegacz
1x Szlachcic podżegacz

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej