Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Lazurowy płomień

<< < (35/37) > >>

Narrator:

--- Cytat: Evening Antarii w 05 Grudzień 2015, 17:20:06 ---//Czy on już dawno powinien nie żyć? Oderwane kończyny, zmasakrowane płuca i spalona skóra - koleś od razu powinien być trupem xd
--- Koniec cytatu ---

//Miałem nadzieję, że to zauważysz :) .

- Ona nie... jej kwiat do eksperymentu... Ty do całego planu walki... ale teraz... zawiodłem... pomóżcie... i mnie zabijcie. Sam nie umrę... - mówił prosząc. - Nie jest szkodliwy... nie udało się... to tylko pył.

Evening Antarii:
-Nie tak szybko. Czy teraz już żadni zbuntowani magowie czy inni szaleńcy pod wodzą maga nikomu nie zagrażają? Mów, jeśli coś wiesz. Chociaż raz przydaj się na coś.

Narrator:
- Urt Ener znajdzie inny sposób by pozbyć się takich plugawych osób jak on. - odpowiedział wskazując okiem którym był w stanie ruszyć na Salazara, jednak słowa swe kierował do Evening. - Okaż łaskę i miej litość... zabij...

Evening Antarii:
Eve westchnęła ciężko. Porozumiewawczo spojrzała na Salazara, który jakoś mimowolnie stał się celem tych magów.
Anielica zgromadziła w sobie potrzebną boską energię. Miłe wspomnienie wystarczyło, by moc zaczęła się gromadzić na jej ręce a potem kształtować w formę magicznej kuli. -Izeshar- powiedziała inkantację. Pchnęła pocisk esencji w twarz Annara zostawiając na jej miejscu czarną dziurę pełną popiołu i spalonego mięsa. Trochę śmierdziało spalenizną.
-Nie ma za co- dodała otrzepując o siebie ręce. Spojrzała na milczącego Salazara. -Teraz to chyba wszyscy nie żyją. Tylko nie wiem co z tym ich Urtem.

Canis:
- On nie jest ważny moja droga. Nie ma go tutaj, to niech nie staje na drodze, ani mojej ani twojej a już na pewno nie naszej. powiedział zadowolony już mając gdzieś te całe wydarzenia wokół. Cały czas wczorajszy dzień marzył, by był wyłącznie jego i Jej, a oni zakłócili spokój dusz tak wiele razy i w taki sposób, ze niemożliwością było toczyć to dłużej... przynajmniej dla niego. Podszedł do Eve stając dokładnie obok niej. Uśmiechał się okrutnie wpatrując w jej twarz chwilę. - To co najdroższa, wracajmy do miasta! Pewnie już za nami nasze służby tęsknią. No i mam nadzieje moja pani, że teraz będziemy widzieć się... znacznie więcej i częściej. - Powiedział z krzywym uśmiechem.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej