Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Lazurowy płomień

<< < (34/37) > >>

Evening Antarii:
-Po co rujnowaliby swoją siedzibę? Wydaje mi się, że to był zwykły przypadek. Taki wypadek przy pracy. Nie wiemy czym był ten płomień, może oni też nie mogli poskromić do końca jego mocy?- rozmyślała na głos odpowiadając na pytanie Salci.
-Is Gracil?- to nazwisko niewiele anielicy mówiło. Spojrzała na datę. -Zmarli dość niedawno. Czyli ta siedziba była tu już trochę wcześniej. Hmm... Kurcze, ciężko mi się w tym wszystkim połapać- przyznała bezradnie.
Zdawało się, że płomień zabił wszystkim. Zamiast oczekiwanej potęgi przyniósł całkowite unicestwienie. Ogólnie to dobrze, choć nie dla tych magów.
Kaszlnięcie zwróciło uwagę dwójki przybyszów. Był to Annar leżący wśród trupów swych towarzyszy. Sam był w dość nieciekawym stanie. Kończyny oderwane, skóra spalona, aż dziwne, że jeszcze żyje.
Eve podbiegła do niego a widok powyrywanych nóg i rąk budził w niej uczucie wstrętu i chęci ucieczki. Nie chciała dla niego być litościwa, gdyż, jakby nie patrzeć, należało mu się to, bo był nienormalny i szalony. Gdyby przeżył, mógłby zrobić krzywdę wielu niewinnym ludziom.
-Jaka szkoda, chyba coś poszło nie tak- stwierdziła lakonicznie patrząc się w zamglone oczy Annara. Pewnie cierpiał bardzo ale nie był w stanie tego okazać. Oby ten ból w umyśle jeszcze bardziej go wykańczał. -Czym był płomień?- spytała po chwili, klękając przy nim, ale zachowując czujność. Nie ufała mu... nawet jak nie miał rąk i nóg.

Canis:
- Siedmioro dzieci... A to była Oktawia i była ósmym... Ten kwiatek i ta dziewczynka. - Zauważył. - Może to nie przypadkowa śmierć była? Może oni chcieli ją zabić? Może ten kwiatek był im potrzebny?

Salazar widząc, jak Evening podchodzi do Annara, kucnął przy niej z zaciekawieniem czekając na jego reakcję. W myślach jednak było mu bardzo szkoda. Z prostego względu, rannych i umierających się już nie da torturować... zwłaszcza takich co to ledwo oddychają. Z drugiej strony nie zagrażał im więc mogli się czuć w tych ruinach i pozostałościach po wybuchu bezpieczni, więc mieli okazję, czas i możliwość, by wreszcie uzyskać odpowiedzi.

Narrator:
- Zabrakło ostatniego dziecka, ostatniego kryształu... - odpowiedział przez zaciśnięte z bólu zęby wyjącym głosem. - Nie zdołałem zabrać złotego kwiatka, by złożyć "Lazurowy płomień". - Mówił ponownie kaszląc krwią, widzieliście we krwi fragmenty mięsa, zapewne elementy oderwanych cząstek płuc. - Lazurowy płomień to kryształ o niebywałej mocy... ale tylko złożony cały. Już wszystko przepadło... zabijcie... proszę...

Evening Antarii:
//Czy on już dawno powinien nie żyć? Oderwane kończyny, zmasakrowane płuca i spalona skóra - koleś od razu powinien być trupem xd


-Trzeba było jej nie zabijać jednym zaklęciem- parsknęła śmiechem. -Skoro wiedzieliście, że wam się przyda... Bardziej niż na przykład ja. To ona miała ten kwiatek a ty i twoi ludzie zabiliście ją jakby była zupełnie niepotrzebna, więc nie wiem do kogo te pretensje- przewróciła oczami. Nawet "na łożu śmierci" ten koleś był tak irytujący!...
-Jeszcze mamy ci wyświadczyć przysługę? Sam sobie tu zdychaj- wstała. Rozejrzała się wokoło.
-Płomień zniszczony, Annar nieżywy, wszystkie dzieci powybijane. Wygląda na to, że sami siebie pokonali, bez naszej interwencji- stwierdziła Eve. -Zdolniachy- zadrwiła.
Nurtowało ją jeszcze jedno pytanie toteż pospiesznie zadała je Annarowi. -Ten płomień wybuchł i poleciał nad Efehidonem. Czy on jest groźny, szkodliwy?

Canis:
- Chyba wiem... oni, Annar i ci magowie nie chcieli nas zaatakować... chcieli dopaść Oktawię i zabrać jej kwiatek... my przeszkodziliśmy zabrać jej kwiat... by go zdobyć musieli rozprawić się jeszcze z nami... nie udało im się... więc wrócił tutaj... wiedząc, że będziemy go ścigać uruchomili ten... to coś jakoś co doprowadziło do eksplozji i... brak kwiatka "delikatnie zaburzył strukturę zaklęcia i... zostali unicestwieni przez ich własne dzieło. - Spojrzał na Eve z zadowoleniem, że najpewniej niechcący, w tym spotkaniu gdzie dane było mu zaznać pieszczoty jej ust, udało im się doprowadzić do śmierci niewinnej dziewczynki ale też jednocześnie uniemożliwić większą kotastrofę! Ale kto mógł wiedzieć co on myślał! Widać było jedynie, że był zadowolony i patrzył maślanym wzrokiem.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej