Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Lazurowy płomień

<< < (32/37) > >>

Narrator:
Wytworne ruchy anielicy wokół własnej osi i przemieszczanie się jej krok za krokiem znad wód na ląd gromadziły wokół jej postaci pasy wilgotnego powietrza zgodnie z je życzeniem. powietrze, para woda zaczęły kłębić się i grupować wirując wraz z jej ciałem. Ten taniec trwający chwilę zmusił wilgotne powietrze znad oceanu na ląd.

Wytworzony wir gromadził wilgotne powietrze i gromadził, a gdy Evening się zatrzymała zmęczona... widziała jak dalsze masy napływają pobudzone impulsem jej działania. tak nad połacią suchych lądów znalazły się bogate, pełne chmury, które jak na rozkaz przybrały czarnej barwy.

Evening stojąc i przypatrując się temu poczuła, jak drobna jedna pojedyncza zagubiona kropla wody spadła jej na policzek i spłynęła po skórze w dół, by zatrzymać się na podbródku. Po chwili ta pojedyncza kropla nie była już samotną, bowiem wraz za nią, z nieba zaczął padać błogi, gęsty, ciepły deszcz... jakże przyjemny... jakże letni.

Poczałkowo ziemia chłonęła wodę i Evening niczym w przyspieszonym tempie widziała jak ogromne połacie pustynnych stepów zmieniają się w zielone pełne traw polany. Jednak jej wzrok mimowolnie utkwił przy niej, przed nią u jej stóp, zwrócony w jej stronę wyrósł mały żółty kwiatek. Wesoło wyglądając, wabiąc swoją przyjemną barwą i ciekawym zapachem, niecodzienną naturą i nieprzeciętnością. ÂŻółty wiesiołek zakwitł i przyjemnie doświadczał deszczu nie zrażając się ciesząc, że wreszcie może żyć i doświadczać życia takim jakim jest, pełnym cieszącego deszczu jak i prażącego słońca.


Evening zbudziła się... była oparta o konar drzewa i leżała u podnóża wielkiego drzewa, którego korona rzucała bogaty i pełny cień. Salazar dziwnym trafem akurat dotarł w to miejsce i mógł dojrzeć już obudzoną Evening.

Evening Antarii:
Wreszcie lunął ożywczy deszcz. Zbawienie dla całej krainy nadeszło może trochę za późno, ale roślinność zdołała się odnowić i pewnie niedługo wszystko znów wróci do normy.
Na znak tego odnowienia wyrósł u jej stóp znany, mały, żółty kwiat. Eve, przemoknięta była już do suchej nitki nachyliła się po niego, by przyjrzeć się mu bliżej. Jego kolor i zapach przypominał jej rodzinne strony...
Wtedy się obudziła. A uczucie powrotu do realnego świata było niezbyt przyjemne. Takie jak nagła pobudka po krótkim śnie.
Wstała, sprawdziła, czy nic jej się w między czasie nie stało, ogarnęła wzrokiem okoliczne drzewa. Ujrzała też Salazara czyli musiało to trochę trwać, skoro on zdążył się wyspać.
-Zaatakowały mnie te dziwne roślinne zwierzątka!- zawołała jakby chcąc się poskarżyć.

Canis:
Na widok Evening znacząco mu ulżyło! Oczywiście wersji dla tej radości mogło być wiele... ale już ich nie roztrząsajmy.

- Wredne żyjątka! - powiedział z udawanym oburzeniem. - Nic ci nie jest? Miło się spało? - Zapytał uśmiechając się i przeżywiając głowę na bok jak by z zaciekawieniem i nieskrywaną pasją oglądał twarz Evening... cóż... pozostałość po gadziej naturze, zawsze tak głowę dziwacznie przekrzywiał przyglądając się uważnie. Potem spojrzał pod nogi, gdzie te zwierzątka były i powolnie się przemieszczały umykając spod nóg. - mnie też kiedyś uspały... niestety przerwano mi sen a był fajny...

Evening Antarii:
-Czy się spało miło? W pobliżu siedziby szalonych magów śmierci? I jeszcze musiałam we śnie tyle kombinować, że chyba się jeszcze bardziej zmęczyłam- westchnęła-Za to znalazłam tu na drzewie taki dziwny symbol. Serce podzielone na trzy części a w nim miecz, korona i jakieś słoneczko? Cokolwiek to może oznaczać...

Canis:
Wzruszył ramionami.
- Cóż, odwiedzimy już ten pałacyk Annara i wracamy... Chciałem ci tylko pokazać ładne światełko na drugim brzegu rzeki... A wyszło co innego. Ale itak uważam ten dzień za dobry... Wrócimy do domu to się odpocznie w domu! - i znowu wzruszył ramionami z krzywą minką. - Słoneczko... eksplozja raczej. "Władza, wojna i chaos".

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej