Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Lazurowy płomień

<< < (29/37) > >>

Evening Antarii:
-Wcześniej mówiłeś o tym, że tylko ja mogę zesłać deszcz. Jest jeszcze szansa dla tej krainy? - odmieńcy stąd uciekli a w ich miejsce przyszły demony. Wyjątkowo niegościnna okolica. Mimo, że był to świat we wnętrzu jej głowy, to chciała jakoś pomóc tej umarłej i spalonej ziemi. Z pomiotami z otchłani nie raz miała do czynienia i wiedziała jak z nimi walczyć. Oczywiście spodziewała się ich tu o wiele za dużo niż sama mogłaby pokonać...
-To tylko Ardenos jest w tak złym stanie?

Narrator:
- Całe Ignis Terra tak wygląda... znaczy się nie do końca... w niektórych miejscach wygląda trochę inaczej... im bliżej granicy Ignis terra tym roślinności więcej, tym życie się pojawia, tu w głównej części, którą zajmuje obecnie Ardenos, w miejscu upadku Meteorytu i bliskie przyległe tereny tak właśnie wyglądają... Najgorsze jest tam. - Powiedział wskazując kościstą dłonią zacieniony wręcz czarny element na horyzoncie.

Machnął kilkakrotnie skrzydłami w tym kierunku a jego postać niczym strzała pomknęła z zawrotną prędkością... zniknął ci z oczu, rozpłynął się.

Gdy dotarłaś w jego miejsce usłyszałaś krzyki, przeraźliwe krzyki i ujrzałaś wyłaniające się słońce i formujący mroczny wir, a u jego podnóża zaskakującą postać...



Evening Antarii:
ÂŚwiat powinien przeżyć nawet najgorsze kataklizmy, jeśli zachowa się choć garstka prawych ludzi. Eve bowiem wiele razy słyszała o asteroidzie, bo to przecież jej uderzenie w kontynent wyznacza ery. Możliwe, że w świecie z jej głowy, wszystko może powrócić do normalności, jeśli tylko sama tego zechce i nie będzie biernie przyjmować ukazujących się obrazów? Czuje się tylko niemoc patrząc na zniszczenia. Zawsze tak jest. Gdy komuś spłonie chata, zawsze czuje to samo. Ogień strawił cały majątek- nic się na to nie poradzi. Mimo to gorycz i rozpacz nic nie dadzą, a tylko wzięcie się za odbudowę przyniesie skutki. Eve właśnie do takiej sytuacji porównywała krajobrazy jak z piekła.
Evening szybko musiała dogonić czarnoskrzydłego rozmówcę. Ale zamiast niego był jakiś potwór, przeraźliwa zjawa powodująca mroczne wiry. ÂŚwiatło padało niemrawo na chmury wirujące coraz szybciej. Wyglądało to iście upiornie.
-Kim jesteś!?- krzyknęła anielica w jego stronę, przykładając rękę do czoła, gdyż szare promienie przebijające przez kłęby chmur, raziły ją prosto w oczy.

Narrator:
Postać spojrzała na ciebie, a w oczodołach nie było oczu, jedynie czarne wnęki zalane czarną cieczą niczym smołą.

- Ja? Nie znasz mnie? Hahahah... Jestem bogiem wśród ludzi. - roześmiał się gardłowo a jego głos niósł się po połaciach niczym echo grzmotu piorunów.

Na horyzoncie dojrzałaś jak powstają kolejne wiry łączące niebo z ziemią tworząc swoiste leje czarnych oparów. doglądać jak te twory energii zaczynają emanować energią, przez ich strukturę rozdzierać się pioruny i błyskawice mieniące się czerwienią, złotem błękitem i czernią...

- Czas działa na moją korzyść...

Evening Antarii:
Eve... Obudź się... zabrzmiało błagalnie w jej głowie, gdyż widok i głos tej potężnej postaci bardzo ją wystraszył. Tak samo jak pioruny rozdzierające niebo i grzmoty wtórujące jego głosowi.
Bóg wśród ludzi? I zniszczone Ardenos... To nasuwało jej pewne skojarzenia z Meanebem, jednak nikt go nigdy nie widział, więc nie była pewna.
Eve, czy to ze strachu czy z braku pomysłów, nic mu nie odpowiedziała. Miała to do siebie, że czasem działała zbyt impulsywnie. Teraz nie chciała popełnić żadnego błędu. Tak naprawdę czuła się za słaba, by walczyć z tą mroczną istotą, a z drugiej strony miała świadomość, że to nie jest realny świat, tylko spaczony i widziany przez pryzmat jej wspomnień jak i chemicznej substancji.
Odezwała się po dłuższej chwili wypełnionej waleniem piorunów. -Jesteś władcą tych wszystkich demonów. To ty sprowadziłeś na tą świat tak wielką klęskę. Ale nigdy ci się to do końca nie udało...- jej słowa można by uznać za wypowiadane myśli, które właśnie w tej chwili przychodziły jej do głowy.


//Jak daleko on jest ode mnie?

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej